[center][i]One pill makes you larger/ And one pill makes you small/ And the ones that mother gives you/ Don’t do anything at all/ Go ask Alice/ When she’s ten feet tall
(Jedna pigułka czyni cię większym/ Jedna pigułka czyni cię małym./ A te, które daje ci matka/ Nie robią zupełnie nic, wcale./ Idź spytaj Alicji/ Kiedy ma dziesięć stóp wzrostu) [/i][/center]
Tak śpiewała Grace Slick z zespołu Great Society, w piosence pt. „White Rabbit”, nagranej z Jefferson Airplane w 1967 roku, czyli dwadzieścia dwa lata przed narodzinami Aleksandry Zielińskiej, farmaceutki i pisarki, której debiutancka powieść nosi tytuł „Przypadek Alicji”. Fraza o Alicji i pigułkach dręczyła mnie w czasie lektury „Przypadku”, pewnie przez skojarzenie z postacią tytułowej bohaterki książki, studentki farmacji… Gdy przyjrzymy się wnikliwiej, dostrzeżemy że książka Oli Zielińskiej, podobnie jak piosenka Jeffersonów, zawiera liczne odniesienia do „Alicji w Krainie Czarów” i „Po drugiej stronie lustra” Lewisa Carrolla.
„Przypadek Alicji” to opowieść o studentce z Krakowa, która zachodzi w niechcianą ciążę. Stres związany z nagłą zmianą życiowej sytuacji powoduje, że Alicja powoli opuszcza świat realny. Bohaterka pogrąża się w króliczej norze – tak nazywa szaleństwo. Królicza nora nie okazuje się bezpieczna. Pojawiają się lęki, omamy. W pewnym momencie trudno już dociec, co dzieje się naprawdę, a co jest urojonym światem Alicji. Nie koncentrowałabym uwagi na dosłownej warstwie powieści i motywie niedojrzałości do macierzyństwa, można przecież odczytać „Przypadek Alicji” w sposób bardziej uniwersalny, jako historię samotności, odrzucenia, strachu przed dojrzałością, stopniowego pogrążenia się w szaleństwie. Historia Alicji jest z jednej strony mroczna i drastyczna, opowiedziana brutalnie, czasem ekshibicjonistycznie. Z drugiej strony, jest pełna symboli, nierzeczywista, surrealistyczna; poza fantazyjną grą z Carrollem (m.in. powielony motyw kota, króliczej nory, tajemniczych substancji), występują nawiązania do horrorów, filmów grozy, dramatów psychologicznych, opowieści fantasy – m.in. do „Miasteczka Twean Peaks”, „Dziecka Rosemary”, „Donnie Darko”.
Nastrój grozy zostaje nieco złagodzony w drugiej powieści Aleksandry Zielińskiej, w powieści „Bura i szał”, znowu kojarzącej mi się z twórczością innej kobiety, tym razem Olgi Tokarczuk. Akcja książki „Bura i szał” rozgrywa się głównie w małej wiosce na południowym wschodzie Polski. Autorce udało się oddać atmosferę prowincji.
Tytułowa bohaterka, Bura, wraca po latach studiów w Krakowie do rodzinnej miejscowości i musi zmierzyć się z domowymi problemami oraz z własną chorobą psychiczną. Pod względem medycznym jest to studium przypadku choroby afektywnej dwubiegunowej, od jej początków, poprzez nasilenie zaburzeń, remisje; przez namiastkę psychoterapii, stosowane leki i ich działania niepożądane. Opis choroby jest przekonywający. Inny jest język tej powieści i sposób narracji, niż w „Przypadku Alicji”, wspólny jest motyw odrzucenia, samotności, choroby psychicznej głównej bohaterki. Złagodzenie sposobu narracji oceniam jako zmianę pozytywną, „Bura i szał” bliższa jest przez to nastrojowym powieściom Olgi Tokarczuk, a także, choć to „daleki serw”, realizmowi magicznemu Gabriela Garcii Marqueza.
W 2015 roku Paul Kalkbrenner, twórca muzyki elektronicznej, nawiązał do starej piosenki „White rabbit” następująco: [i]Go ask Alice/ I think she’ll know/ Remember what the Dormouse said:/ „Feed your Head/ Feed your Head!” ( Idź spytaj Alicji/ Myślę, że one będzie wiedziała/ Pamiętaj co powiedział Suseł:/ „Karm swoją głowę/ Karm swoją głowę!”).[/i] Coś faktycznie jest na rzeczy: pojawiają się nowe trendy w sztuce, sposób patrzenia na świat się zmienia, inny jest sposób pisania. Przebojowi autorzy przed trzydziestką wydają oryginalne postmodernistyczne powieści, które odbiorcom po trzydziestce czasem ciężko zinterpretować – ale warto próbować.










