Magazyn mgr.farm

Pani magister, Pani nie przystoi

9 grudnia 2015 10:25

„Pani magister, Pani nie przystoi nie mieć telewizora. Bo skąd brać informacje o lekach?” powiedział do mnie kiedyś pacjent, gdy na jego prośbę zidentyfikowania tabletek po opisanym fragmencie reklamy z telewizji, odparłam, że nie mam pojęcia, o jaki lek chodzi, bo nie mam telewizora. Był zaskoczony i wzburzony zarazem, że jest dopuszczalne, aby magister farmacji pracujący w takiej dużej aptece nie miał tego niezbędnego urządzenia.

telewizor.jpg

Nie mam telewizora, bo denerwują mnie reklamy leków. To nawet trochę za mało powiedziane, ale na tym dziś poprzestanę. Z przerażeniem obserwuję jak bardzo w ostatnich latach wzrosło natężenie emisji spotów reklamowych leków i suplementów diety, jak straszna stała się ich jakość, poprawność merytoryczna, jak bardzo są nieetyczne i naszpikowane zabiegami manipulacyjnymi.

Kiedyś czytałam na stronie Ministerstwa Zdrowia, że głównym założeniem reklamy leków ma być zwiększenie świadomości społecznej. Dziś tego zapisu na szczęście nie ma, natomiast znalazłam szczegółowe wytyczne dotyczące tego, co w reklamie jest zabronione. Na pierwszym miejscu reklama nie może: „wykorzystywać do prezentacji produktu leczniczego wizerunku osób znanych publicznie, naukowców, osób posiadających wykształcenie medyczne lub farmaceutyczne albo sugerujących posiadanie takiego wykształcenia; odwoływać się do zaleceń osób znanych publicznie, naukowców, osób posiadających wykształcenie medyczne lub farmaceutyczne lub sugerujących posiadanie takiego wykształcenia”. Czytam dalej i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że autorzy reklam zastosowali te zakazy jako główne punkty, które należy w reklamie umieścić. Zgroza.

Reklamy leków i suplementów nie tylko często uwłaczają godności naszego zawodu poprzez wykorzystywanie wizerunku farmaceuty jako osoby polecającej dany preparat, ale też promują złe zachowania społeczne, nakłaniają do samodiagnozy i lekomanii.

Wykorzystywanie wizerunku farmaceuty w reklamie powinno nam uświadomić, jak duży wpływ mamy na decyzje pacjentów dotyczącą ich zdrowia i stylu życia. Nadal jesteśmy postrzegani jako osoby zaufania, ale obawiam się, że w pewnym momencie właśnie z powodu reklam to się zmieni. Nadejdzie chwila, kiedy ludzie zaczną zastanawiać się, dlaczego ta Pani magister ciągle poleca jakieś suplementy, pomyślą, że to jest jej jedyna rola, bo tylko taki wizerunek będą kojarzyć z telewizji. W końcu więcej czasu spędzają przed ekranem niż na rozmowie z prawdziwym farmaceutą.

Moi pacjenci przyznają, że oglądają telewizję przez kilka godzin dziennie. Przez ten czas trafiają na spoty reklamowe, które w większości już teraz dotyczą preparatów farmaceutycznych. Ponieważ dla każdego człowieka bezpieczeństwo i zdrowie są jednymi z najważniejszych rzeczy w życiu, zwracają więc większą uwagę na preparaty poprawiające kondycję i pomagające zwalczać przykre dolegliwości, jak ból zęba, ból stawów, nietrzymanie moczu, hemoroidy. Większość z nich niestety nie ma pojęcia o przyczynach tych schorzeń, ani nawet nie jest do końca pewna, na czym one polegają. Co dociekliwsi sprawdzą w Wikipedii, część jednak poprzestanie na informacjach z telewizji. I w ten sposób zaczyna się samodiagnoza.

Nie chodzi nawet o to, czy ktoś ma rzeczywiście hemoroidy, zespół niespokojnych stóp, czy problemy z zasypianiem. Osoba słabsza psychicznie, podatniejsza na manipulację łatwo uwierzy, że ma dane schorzenie. Zwłaszcza, jeśli coś w życiu jej się nie układa, bo łatwo zrzucić winę za własne niepowodzenia na problemy ze zdrowiem. Reklama właśnie to umożliwia. Człowiek poczuje się lepiej, gdy słysząc reklamę oświeci go – przecież on właśnie ma problemy z zasypianiem! A na pewno przez swoje niewyspanie ma kłopoty w pracy. Na szczęście jest lek, który pomoże mu zasnąć, czyli wszystkie problemy znikną. Niestety często pacjent wcale nie ma takiej dolegliwości, lek nie działa, a kłopoty nie znikają.

Inną sprawą jest to, że reklamy oferują szybkie rozwiązania poważnych problemów, które nie powinny być bagatelizowane. Ból zęba? Jedna tabletka i po kłopocie. Ale co z wizytą u stomatologa? To samo tyczy się przygnębienia, na które oferuje się całą gamę preparatów OTC. Łatwo zamaskować objawy depresji, która na początku choroby często wygląda dość niepozornie, ale konsekwencje jej nieleczenia dla pacjenta i jego otoczenia mogą być bardzo poważne. Opisując często występujące schorzenia i oferując szybkie rezultaty leczenia reklamy sprawiają, że pacjencji uspakajają się, mniej chętnie idą do lekarza, bagatelizują swój stan zdrowia.

I oczywiście pozostaje aspekt preparatów „korekcyjnych”. Witaminy na poprawę kondycji, na odchudzanie, na włosy i paznokcie, na zatrzymywanie wody w organizmie, na potencję, na płodność… Dają pacjentom złudzenie, że w sposób bardzo łatwy mogą uzyskać upragnione efekty – lepszą sprawność fizyczną, szczuplejszą sylwetkę, większą satysfakcję w łóżku, albo poczęcie dziecka. Będą więc wydawać pieniądze na cudowne preparaty, które nie dadzą im tego, czego pragną, bo bez zmiany stylu życia żaden taki lek po prostu nie zadziała. Ale jest obietnica, jest nadzieja i to wystarcza.

Nie mam nic przeciwko suplementom diety czy lekom OTC, bo rzeczywiście są przypadki, kiedy pomagają. Poza tym nie ma co ukrywać – napędzają naszą ekonomię. Ale niewłaściwe stosowanie tych preparatów bez świadomości ich działania i konsekwencji przyjmowania to coś, z czym należy walczyć, a nie wspierać.

Pacjent opętany reklamą jest trudny. Zwykle staram się pomóc z całego mojego farmaceutycznego serca, ale w przypadku „reklamożercy” bezsilnie rozkładam ręce. Często dlatego, że faktycznie nie mam pojęcia, o jakie tabletki na supeł brzucha albo kaktusa w gardle chodzi, ale niekiedy dlatego, że widzę, że pacjent po prostu wymyśla sobie schorzenia. Oczywiście, proponuję alternatywy, niestety osoba święcie przekonana o niezawodności działania preparatu, który niszczy potwory na języku nie zadowoli się byle czym, nawet jeśli skuteczność potwierdzają badania. Pacjenci przychodzą niby po poradę, ale każde sensowne rozwiązanie odrzucają i kupują właśnie to, co widzieli w reklamie, oczywiście jeśli zapamiętali nazwę, albo chociaż wiedzą cokolwiek o danym specyfiku.

„Myślałem, że farmaceuci zarabiają wystarczająco, żeby było ich stać na telewizor”, „Jak Pani żyje??”, „Skąd Pani wie co dzieje się na świecie?”, „Niemożliwe, każdy ma telewizor”, „Jest pani biedna, ja mam stary telewizor, oddam Pani”. To tylko część komentarzy, jakie słyszałam po tym jak już po walce w domyślanie się o jaki lek z reklamy chodzi, przyznawałam, że nie posiadam telewizora. Wydaje się być niemożliwe w dzisiejszych czasach, żeby obyć się bez tego urządzenia. A jednak nie mam telewizora. Nie oglądam popularnych programów, nie śledzę seriali, nie oglądam wiadomości, nie oglądam reklam. Ale nie jestem odcięta od świata. Mam po prostu więcej czasu, żeby dowiedzieć się czego potrzebuję z wiarygodnego źródła, żeby przeczytać książkę, prawdziwie odpocząć i mieć własne zdanie.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

PiS nowelizuje ustawę refundacyjną. Farmaceuci mogą zyskać! PiS nowelizuje ustawę refundacyjną. Farmaceuci mogą zyskać!

Obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy o refundacji leków umożliwiający farmaceutom odzyskiwani...

Strach przed nieznanym Strach przed nieznanym

Wokół wprowadzania nowych leków na rynek zawsze jest pewna aura tajemniczości. Wiele z nich budzi ko...

Święta to czas cudów? Święta to czas cudów?

Jak to mówią: „Święta to czas cudów. Nasze interesy przestają być najważniejsze i zaczynamy dostrzeg...