W Polsce przybywa sieci aptecznych. Według danych IMS Health jest ich obecnie ponad 330. Te największe (liczące ponad 50 aptek) stanowią już 14%. Najwięcej jednak jest tych najmniejszych, do których należy po kilka aptek – Niezapominajki, Słoneczka, Przyjazne, Nove… To takie małe, lokalne sieci psujące rynek i zarabiające na kolejne Mercedesy dla swoich pazernych właścicieli.
No właśnie… Pazerność czy ambicja? Co kieruje ludźmi otwierającymi kolejne apteki? Nie wierzę, że nie można wyżyć z tylko jednej. Jestem zresztą tego najlepszym przykładem. A mimo to koledzy farmaceuci i koleżanki farmaceutki, nieustannie pytają mnie kiedy otworzę kolejną apteką. Gdy byłem zwykłym farmaceutą, pracującym u innych, ciągle pytano mnie kiedy w końcu otworzą swoją własną aptekę. Teraz kiedy już ją posiadam i całkiem nieźle mi się powodzi, nieustannie słyszę pytanie: „A czemu by nie założyć kolejnej”?
Na takie pytanie ja odpowiadam krótko: „A po co?”. Po to, żeby ganiać między dwoma lub trzema aptekami i doglądać czy strumień pieniędzy płynie równo z każdej z nich? Po to, by stracić wszystkich znajomych farmaceutów, dla których stanę się biznesowym konkurentem? Po to, żeby już zupełnie nie mieć czasu dla rodziny i własne zainteresowania? Po to, żeby stracić kontakt z pacjentami i zostać biznesmenem? Wybaczcie – takie życie mnie nie kręci. Jestem zdania, że farmaceuta posiadający więcej niż jedną aptekę jest po prostu pazerny. A ambicją to nie ma nic wspólnego. Nie po to studiowałem farmację i ciągle kształcę się w tym zawodzie, żeby teraz zostać zwykłym handlowcem. Nie mam zamiaru zamieniać białego kitla na białą koszulę i garnitur. To nie moja historia…
Owszem – każdy chce zarabiać tyle pieniędzy, żeby móc pozwolić sobie na luksusowe i rozrzutne życie. By dać swojej rodzinie wszystko to, czego samemu się za młodu nie miało: piękny dom, wygodne samochody, egzotyczne wakacje, dobre szkoły, najmodniejsze ubrania. Tylko czy to naprawdę jest sensem naszego życia? Czy pieniądze powinny być przyczyną wszystkiego co w nim robimy? Jeśli tak, to nasza cywilizacja zmiesza ku nieuchronnej autodestrukcji.
Zastanawiacie się dlaczego farmaceuci nie lubią sieci? Ponieważ przez pazerność ich właścicieli cierpią inni. To ludzie, którzy nie mają przyjaciół wśród innych farmaceutów, tylko pracowników i potencjalnych pracowników. Spotykają się co jakiś czas z właścicielami innych sieci i przedstawicielami hurtowni by imponować sobie nawzajem obrotem. Na ich pazerności cierpią też pacjenci. Znam przykłady małych sieci, które zamieszane były w odwrócony łańcuch dystrybucji i wywóz leków za granice. Poznań, Pleszew… Nie będę wymieniał nazwisk ich właścicieli ani nazw aptek – w środowisku znają je wszyscy. Pazerne zakały naszego zawodu, który nie wystarcza, że mają kilka aptek. Szukają dodatkowego zysku w okradaniu polskich pacjentów z najważniejszych leków. Sprawiają, że brakuje ich w innych aptekach i jeszcze mają czelność stawiać się w pozycji ofiar bezdusznego samorządu i inspektorów farmaceutycznych. Władza i pieniądze uderzają im do głowy. Uważają się za lepszych… Dla mnie są nienażartymi pijawkami, które nie wiedzą kiedy przestać. Oby pękli.










