[b]Taka sytuacja:[/b] Tłumaczę pacjentowi działanie leków, jakie ma na recepcie (sam mnie o to prosił). Nagle słyszę refren piosenki „Ona tańczy dla mnie”, który stopniowo przybiera na sile. Towarzyszy mu charakterystyczny dźwięk wibrującego telefonu. Mój rozmówca zaczyna macać się po kieszeniach szukając komórki. W końcu ją znajduje w wewnętrznej części marynarki. Bez słowa odbiera i jak gdyby nigdy nic podejmuje rozmowę:
– [i]„Halo? W sklepie jestem. Co mam kupić? A po co Ci buraki? No dobra, kupię dwa kilo. A dzwonił do Ciebie Heniek? No Heniek Skrzetuski. Aha… Bo do mnie też nie dzwonił. A co tam w domu? Aha… Dobra bo jestem w sklepie, zaraz będę w domu.”[/i]
Jak się zapewne domyślacie w trakcie trwania tej rozmowy po prostu stałem i wpatrywałem się w pacjenta z niedowierzaniem. Nie potrafię pojąć takiego zachowania. Przeraża mnie, że jest ono w ostatnim czasie regułą. Ludzie nie mają kompletnie żadnego szacunku do swojego rozmówcy – nawet jeśli jest to farmaceuta starający się im pomóc. Wystarczy, że komórka zawibruje, a rzucają się na nią jak kot na światełko lasera.
[b]Inna sytuacja:[/b] Kobieta podchodzi do farmaceuty, kładzie przed nim swoją komórkę – zupełnie jakby chciała się pochwalić jej wściekłym różem i cekinami wokół ekranu dotykowego – i niemalże czeka aż zadzwoni. Farmaceuta podejmujący swoje czynności spogląda z niepokojem na złowieszcze urządzenie, zastanawiając się czy zdąży uwinąć się zanim odezwie się dzwonek. Niedoczekanie. Komórka dzwoni (chyba Rihanna albo Shakira), a kobieta z namaszczeniem odbiera połączenie:
– [i]„Halo? A cześć skarbeńku. Już wróciliście Maroko? I jak było? To fantastycznie. My z Jacusiem jutro wylatujemy na Majorkę, wyobrażasz to sobie? Taki prezent mi zrobił, niespodziankę. Jestem teraz w aptece i kupuję kremy z filtrem. Może mi coś polecisz? Vichy?”[/i]
– Ma Pan Vichy? – czerwony z wściekłości orientuję się, że pacjentka łaskawie odzywa się do mnie.
– Nie, nie mam Vichy. Mam za to wiochę – odpowiadam zgryźliwie. Pacjentka patrzy na mnie krzywo nie rozumiejąc aluzji.
– [i]„Wiesz co skarbeńku. Tutaj nie mają Vichy. Ale mówisz, że są dobre? Ok, to pójdę poszukać gdzie indziej skoro tak polecasz, bo tutaj nie mają”.[/i]
W czasie swojej pracy zawodowej wysłuchałem takich rozmów setki. Wszystkie łączy jedna cecha – kompletny brak kultury osoby odbierającej telefon podczas rozmowy z farmaceutą. W głowie mi się nie mieści, jak bez słowa skruchy i prośby o wybaczenie, można w towarzystwie innej osoby odebrać telefon. To szczyt chamstwa i ignorancji. I jakby jeszcze było tego mało, rozmawiać o kompletnych bzdurach bez cienia refleksji nad miejscem i sytuacją, w której się znajduje. Wielu osobom przydałoby się kilka komórek więcej – ale tych szarych.










