Magazyn mgr.farm

Po co mi to było?

21 kwietnia 2016 09:12

O studiach farmaceutycznych słyszałam wiele opinii. Jedni, na informację, że takie studia skończyłam reagowali zdziwieniem, że w ogóle taki kierunek istnieje i że osoba pracująca w aptece musi mieć wyższe wykształcenie; inni z politowaniem kiwali głowami, żałując mojego straconego życia na pięcioletniej harówce przy wkuwaniu wszystkiego na pamięć. Wybierając ten kierunek niewiele wiedziałam na co się piszę. Podczas studiowania wiele razy zastanawiałam się po co to robię, gdzie w tym wszystkim sens? Teraz, po kilku latach pracy, chętnie poszłabym na studia jeszcze raz.

shutterstock_198140546.jpg

Decydując się na farmację spodziewałam się, że będzie ciężko. Czułam się przygotowana psychicznie, ale okazało się że jest gorzej niż myślałam. Dużo czasu zajęło mi przestawienie się z poprzedniego systemu zajęć (moje liceum miało program amerykański, rok podzielony na trymestry, codziennie te same zajęcia, które sama wybierałam) i nauczenia się systematyczności na zupełnie innych zasadach. Pierwszy rok był trudny, bo trzeba było się zaaklimatyzować i poziom był znacznie wyższy, niż ten, do którego byłam przyzwyczajona, ale wtedy byłam jeszcze pełna zapału. Potem nadeszły ciężkie czasy, więcej przedmiotów, długie laborki i przede wszystkim – poczucie, że wielu z tych rzeczy uczę się po prostu bez sensu. Nie rozumiałam zastosowania w praktyce chemii fizycznej, parazytologii, botaniki, genetyki, toków wykrywania substancji nieorganicznych, syntezy substancji organicznych i to wrażenie nie pomagało w nauce. Zaczynając pracę w aptece nadal uważałam, że wiele z przedmiotów którym musiałam poświęcić tyle swojego czasu i energii było bezużytecznych.

I to było nie tylko moje zdanie – od wielu kolegów farmaceutów słyszałam często, że nasze studia są fatalnie skonstruowane, nie uczą praktycznych rzeczy, skupiają się na niepotrzebnych informacjach i nie są dostosowane do realiów zawodu. Trzeba przyznać, że jest w tym sporo racji, szczególnie jeśli chodzi o przedmioty przygotowujące do pracy w aptece, których jest naprawdę niewiele. Studentowi, który miał do tej pory mały kontakt z apteką ciężko jest sobie wyobrazić jak wygląda praca, a co za tym idzie – na co powinien zwrócić uwagę podczas nauki. Mi niestety nikt nie powiedział, że praca jest tak naprawdę wymagająca nie tylko jeśli chodzi o szybkie przetwarzanie informacji, podejmowanie decyzji, robienie prostego rozpoznania różnicowego w kilka minut, ale też o psychologię pacjenta, o specyfikę kontaktu z klientem i aspekty marketingowe pracy. To uświadomiłam sobie dopiero w aptece i nauka nie przyszła mi ani szybko, ani łatwo. Ale może to tylko kwestia doświadczenia.

Z perspektywy czasu jednak, poza przedmiotami, które przygotowywałyby praktycznie do pracy w aptece, doszłam do wniosku, że nie wszystkie okazały się być tak bezsensowne jak mi się zdawało na początku. Nabierając doświadczenia zauważyłam, że pacjenci lepiej rozumieją moje zalecenia, jeśli wytłumaczę im dokładnie co i jak się dzieje oraz dlaczego. A nie umiałabym tego zrobić gdyby nie dobrze ugruntowane podstawy. Dlaczego owsików tak trudno się pozbyć i wszyscy mieszkańcy domu muszą się przeleczyć? Gdyby nie parazytologia i nawet te szczątkowe wiadomości, które pozostały mi po tylu latach w głowie, nie byłabym w stanie dokładnie i wystarczająco wyczerpująco odpowiedzieć na to pytanie ad hoc. Dzięki m.in. biologii molekularnej łatwiej mi jest wytłumaczyć na czym polega np. działanie inhibitorów pompy protonowej czy leków na nadciśnienie. Pacjenci nie potrzebują wprawdzie takiej szczegółowej wiedzy, ale dzięki temu, że dokładnie rozumiem te procesy na najniższym możliwym poziomie, o wiele łatwiej jest obrazowo i prosto je wyjaśnić. Widzę, że taką wiedzę i umiejętności doceniają nie tylko nasi stali pacjenci, ale również (niektórzy) pracodawcy oraz… head hunterzy z zagranicy. Zwłaszcza z Wielkiej Brytanii, gdzie studia farmaceutyczne są bardzo drogie, program wydaje się być bardziej ułomny od naszego, specjalistów jest mało i polscy farmaceuci cieszą się tam dużym szacunkiem. Więc chyba nie jest tak źle, jak myślałam.

Gdybym miała możliwość i mogłabym teraz wybrać dowolny kierunek studiów poszłabym jeszcze raz na farmację. Ale studiowałabym bardziej świadomie, skupiłabym się na rzeczach, które naprawdę się przydają, które budują podstawy wiedzy. Widzę, że przez swoje zniechęcenie mam sporo luk i z wielu dziedzin muszę się dokształcać, co może byłoby do uniknięcia, gdyby nie moje negatywne podejście. I tylko tego żałuję.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Skwar Skwar

Polakowi nie dogodzisz. Jak jest zimno i pada deszcz, to będzie narzekał, że brakuje mu słońca i pra...

Nieuczciwa konkurencja Nieuczciwa konkurencja

Nieuczciwa konkurencja na rynku aptek powinna być skutecznie sankcjonowana. Sprawiedliwości dochodzi...

Zespół drażliwego farmaceuty Zespół drażliwego farmaceuty

I stało się! Wykryłem u siebie Zespół Drażliwego Farmaceuty. Nie mam siły milczeć już dłużej o metod...