W piątek znowu gruchnęła w internecie informacja o awarii elektrowni atomowej. Tym razem w Belgii. Zaraz potem pojawiły się informacje o tym, że na zachodzie Niemiec rozpoczęła się akcja rozdawania tabletek z jodem. Na efekty nie trzeba było czekać długo. W sobotę telefon w mojej aptece nie przestawał dzwonić:
– Macie płyn Lugola?
[color=#008AD1]- Nie. W tej chwili nie mamy. [/color]
– Już się skończył? A kiedy będzie?
[color=#008AD1]- W tej chwili nie ma nawet w hurtowniach, więc trudno powiedzieć? [/color]
– To nawet w hurtowniach wykupili? A jakiś inny jod?
[color=#008AD1]- Mamy suplementy diety z jodem. Jest też jodyna do dezynfekcji. [/color]
– O. A ile takiej jodyny się pije?
[color=#008AD1]- Tego się nie pije. To jest na alkoholu i służy do stosowania zewnętrznego. [/color]
– Ale jak wypiję kilka kropel to przecież chyba nic się nie stanie?
Nie jestem w stanie policzyć ile takich rozmów przeprowadziłem w ostatnich latach. Za każdym razem jak tylko pojawi się w mediach wzmianka o awarii elektrowni atomowej, pojawiają się te same pytania i telefony. Oczywiście ta panika i obsesja na punkcie płynu Lugola ma źródło w naszej przeszłości – a dokładnie w 1986 roku gdy w Czarnobylu doszło do wybuchu elektrowni atomowej. Opinia publiczna dowiedziała się wtedy o całym wydarzeniu z kilkudniowym opóźnieniem. W ramach szeroko zakrojonej akcji profilaktycznej podano wówczas blisko 15 milionom Polaków płyn Lugola.
W efekcie tych wydarzeń, nasi rodacy są przekonani, że płyn Lugola jest cudownym lekiem, który ochroni ich przed promieniowaniem jonizującym. Nauczyli się też, że kiedy pojawiają się plotki o awarii elektrowni atomowej, a władze na ten temat milczą lub tym informacjom zaprzeczają, to na pewno są one prawdziwe. Przekonanie to potęguje też powtarzana przez aptekarzy informacja, że płynu Lugola nie ma w aptekach. Przeciętny Kowalski myśli sobie bowiem wtedy, że „skoro nie ma, to znaczy, że już wykupiony albo aptekarz trzyma dla siebie”. I tak panika się nakręca…
A teraz trochę historii. Po co w 1986 roku podawano Polakom płyn Lugola? Miało to zapobiec wchłanianiu się radioaktywnego izotopu jodu z opadów promieniotwórczych. Jod zawarty w płynie Lugola miał wysycać tarczycę w sposób uniemożliwiający wbudowywanie radioaktywnego jodu w tryroksynę i trójjodotyroninę, a przez to zapobiegać rozwojowi nowotworów. Teoretycznie mało to sens. Praktycznie nie miało jednak żadnego znaczenia. Jeden z autorów akcji podawania w 1986 roku płynu Lugola – profesor Zbigniew Jaworski – stwierdził w jednym z wywiadów, że gdyby wówczas dokładnie znano skalę skażenia i charakter awarii elektrowni w Czarnobylu, nie rekomendowałby podawania płynu Lugola.
I na koniec jeszcze kluczowa informacja. Śmiertelna dawka jodu to dla dorosłego człowieka 2 gramy (0,03 g / kg). Wystarczy zażywać 0,2 grama dzienne przez kilka dni by sprokurować choroby tarczycy.










