Magazyn mgr.farm

Poza czubek własnego nosa

16 października 2017 10:41

Czasem warto spojrzeć poza czubek własnego nosa i w momencie gdy inni potrzebują naszej pomocy, choćby poprzez dobre słowo, nie zaczynać narzekać na własny los i nie być psem ogrodnika. Teraz to młodzi lekarze są w potrzebie. Czy to tak źle, że koleżanka czy kolega mogą mieć lepiej? Pokażmy ludzką twarz. Na uczelnianych korytarzach szło nam to zdecydowanie lepiej…

Gdy w ostatnim czasie pojawia się w mediach głośny temat rezydentów, apteczne pokoje socjalne nie pozostają obojętne na skomentowanie tego w odpowiednim tonie. (fot. Shutterstock)

Pewnie wielu z nas wywodzi się z tej samej Alma Mater, mijała się na korytarzach, spędzała popołudnia mijając się wzrokiem w bibliotecznych zaułkach, ratowała się notatkami i bazą pytań na egzaminy, szczerze wspierała się w czasie sesji, a świętowała po zdanych egzaminach w tych samych akademiach. I nagle zakończyliśmy okres edukacji i zapomnieliśmy o sobie. O tym, jak kiedyś nawzajem wspieraliśmy się w swoich marzeniach. O czasach, w których byliśmy dla siebie oparciem, idąc ramię w ramię. Przyszły lekarz i przyszły farmaceuta.

Dziś to już nie żadna współpraca, ale jedynie gościnne występy. Jesteśmy sobie „bliscy” niczym rodzina na wspólnym zdjęciu. Niejednokrotnie rozpisywałem się a propos niezrozumienia nas farmaceutów przez medyków, niedoceniania naszej wiedzy, zaangażowania w proces leczenia pacjenta, ambiwalencję czy deprecjonowanie opieki farmaceutycznej jako niezbędnego ogniwa całego procesu leczenia. Dziś jednak chciałbym napisać o tym, co my robimy. A właściwie mam wrażenie, że nie robimy.

Gdy w ostatnim czasie pojawia się w mediach głośny temat rezydentów, apteczne pokoje socjalne nie pozostają obojętne na skomentowanie tego w odpowiednim tonie. Muszę przyznać, że jestem mocno zaskoczony brakiem jakiegokolwiek zrozumienia tematu. Przyrównywanie naszej sytuacji po studiach do sytuacji młodych lekarzy w Polsce jest daleko niesprawiedliwym posunięciem i zdaje się wynikać z kompletnego braku znajomości podstawowych faktów. Gdy padają słowa „Niby za co powinni im więcej płacić, skoro nam za staż też nikt nie płaci!”, jestem mocno skonsternowany. Staż stażem, ale rezydentura jest krokiem dalej. To prawda, studenci wydziałów lekarskich również odbywają staż, przy czym jest on stażem podyplomowym i stażem płatnym. Natomiast rezydentura jest kilkuletnim okresem przed specjalizacją, podczas którego obowiązków wcale nie jest mniej, ale gratyfikacja za włożony trud i wysiłek jest nieporównywalnie mała do tej, oferowanej lekarzom ze specjalizacją.

Zaczynaliśmy studia razem. Farmacja zajmuje 5,5 roku, po czym absolwent uzyskuje pełne prawo pracy w zawodzie. Ukończenie studiów lekarskich to sześć lat plus 13 miesięcy stażu plus zdany Lekarski Egzamin Końcowy. A zatem na starcie mam półtora roku przewagi nad koleżankami i kolegami medykami. Przez ten czas pracuję już za pełną stawkę, niewiele różniącą się przez następne lata pracy. Oczywiście, moje miejsce zatrudnienia podyktowane jest aktualnym zapotrzebowaniem na rynku, ale mam nieproporcjonalnie większy wpływ na kształtowanie swojej ścieżki rozwoju, zarobki i miejsce pracy. Po pięciu latach od ukończenia studiów mogę starać się o posadę kierownika apteki. W tym samym momencie moi znajomi będą w połowie kilkuletniej specjalizacji (oczywiście pod warunkiem, że uda im się ją rozpocząć zaraz po LEKu). Posada warta kilka tysięcy złotych vs miejsce na rezydenturze za mniej-więcej połowę tej sumy. Ja nabędę swoich uprawnień z czasem, oni będą musieli włożyć w to niemało wysiłku. Po 11 latach od rozpoczęcia studiów będę kierować apteką, oni zaś będą specjalizować się z pensją równą wynagrodzeniu technika farmacji.

Nikt nie mówił, że na tym świecie istnieje sprawiedliwość. Tak samo ja wybierając farmację liczyłem się z ograniczeniami tego zawodu, tak samo lekarz zdawał sobie sprawę z drogi, która czeka go, by osiągnąć swój wymarzony zawodowy sukces. Nie znaczy to jednak, że żaden z nas nie ma prawa mieć nadziei, by sytuacja, która na początku drogi wydawała się beznadziejna, taką nie była. Każdy ma prawo do godnego wykonywania swojej pracy, a zgodnie z piramidą potrzeb jeśli musimy martwić się o najbardziej przyziemne sprawy, nie poświęcimy się w pełni wykonywanemu zawodowi z wyższych pobudek.

Wychowała nas ta sama Alma Mater – Matka Karmicielka. A zatem jesteśmy sobie jak bracia, a przynajmniej powinniśmy. To nie wstyd poprzeć koleżankę i kolegę. Wspierając ich w roszczeniach nie godzimy się przecież równocześnie na zabieranie z naszego koszyka. Po prostu wyrażamy swoje poparcie dla sprawiedliwego traktowania jednych i drugich. Czasem warto spojrzeć poza czubek własnego nosa i w momencie gdy inni potrzebują naszej pomocy, choćby poprzez dobre słowo, nie zaczynać narzekać na własny los i nie być psem ogrodnika. Teraz to oni są w potrzebie. Czy to tak źle, że koleżanka czy kolega mogą mieć lepiej? Pokażmy ludzką twarz. Na uczelnianych korytarzach szło nam to zdecydowanie lepiej…

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Suplementy diety tylko z apteki Suplementy diety tylko z apteki

Profesor Iwona Wawer jest autorytetem w Polsce, jeśli chodzi o wiedzę na temat suplementów diety. Od...

Udana praktyka zawodowa w 10 krokach Udana praktyka zawodowa w 10 krokach

Po 5 latach trudnej nauki na studiach farmaceutycznych, przychodzi ten dzień, kiedy staniesz pierwsz...

Farmaceuci apelują o legalizację medycznej marihuany Farmaceuci apelują o legalizację medycznej marihuany

Farmaceuci wystosowali do premier Ewy Kopacz petycję w sprawie wprowadzenia w polskim ustawodawstwie...