Magazyn mgr.farm

Prowokatorzy w aptece

20 lipca 2017 16:08

W ostatnich miesiącach przez polskie apteki przetoczyła się fala dziennikarskich prowokacji. W roli głównej pojawiały się na przemian: klauzula sumienia, pigułka „dzień po” i recepty transgraniczne. Osobiście z niecierpliwością czekam kiedy dziennikarze zaczną sprawdzać w ilu polskich aptekach jest obecny farmaceuta na zmianie.

Czy mgoę poprosić o farmaceutą? - Jaką odpowiedź uzyskałby dziennikarz na takie pytanie?

Prowokacja to narzędzie umożliwiające dziennikarzom budowanie i publikowanie sensacyjnych, kontrowersyjnych lub zaskakujących treści. Daje ona możliwość prostego i taniego nagłośnienia oraz sprzedania pewnych tez, które budzą emocje. Tez, których w inny sposób nie dałoby się zbadać czy udowodnić. Zresztą nie temu służy prowokacja, a jej wynik trudno nazwać wiarygodnym czy rzetelnym. Jego celem jest jedynie uzyskanie treści „głośnej”, a niekoniecznie reprezentatywnej. Zasygnalizowanie jakiejś patologii lub ludzkiej słabości.

Problem z prowokacją dziennikarską polega niestety na tym, że jej „efektem ubocznym” jest napiętnowanie ofiary. Pół biedy jeśli jest to system lub prawo. Gorzej, kiedy ofiarą prowokacji staje się człowiek lub cała grupa zawodowa – tak jak to ma miejsce na ogół w prowokacjach przeprowadzanych w aptekach.

W październiku ubiegłego roku Rafał Betlejewski – prowadzący program „Betlejewski. Prowokacje” – postanowił sprawdzić, jak pacjenci reagują na farmaceutę, który odmawia sprzedaży antykoncepcji, powołując się na klauzulę sumienia. W prowokacji wystąpiło dwoje aktorów. Jeden z nich odgrywał rolę farmaceuty, który powołując się na klauzulę sumienia odmawia wydania środków antykoncepcyjnych przepisanych na recepcie. Z kolei aktorka wcieliła się w rolę pacjentki, która prosi przechodniów o zrealizowanie za nią recepty w tejże aptece (czytaj więcej: „Betlejewski prowokuje… w aptece”).

Klauzula sumienia dla farmaceutów jest wdzięcznym tematem prowokacji dziennikarskich już od dawna. Zresztą nie tylko prowokacji dziennikarskich, bo temat ten bardzo często poruszają też politycy. Kilka lat temu piętnowaniem farmaceutów odmawiających sprzedaży środków antykoncepcyjnych zajmowali się głównie politycy lewicy. Ostatnio temat podjęli też działacze Nowoczesnej, którzy postanowili wyłuskać w Warszawie te apteki, w których funkcjonuje klauzula sumienia (czytaj więcej: „Warszawskie apteki z klauzulą sumienia”). Jak to w przypadku prowokacji zazwyczaj bywa, jej celem był rozgłos i próba nagłośnienia rzekomego problemu. W sumie politycy po odwiedzeniu 500 aptek, w 17 spotkali się z odmową sprzedaży antykoncepcji awaryjnej. A w zasadzie w 16, bo przynajmniej jedna z nich zaprotestowała przeciwko oczernianiu przez umieszczenie jej na liście aptek z klauzulą sumienia (czytaj więcej: „Apteka będzie żądała sprostowania od działaczy Nowoczesnej”.

W ostatnim czasie inspiracją do aptecznych prowokacji była również zmiana kategorii dostępności pigułki „dzień po” – ellaOne. Temat ten częściowo zazębiał się z klauzulą sumienia, ale zdarzały się też w tym kontekście, próby „testowania” wiedzy farmaceutów na temat obowiązujących przepisów. Tak między innymi było z receptami transgranicznymi, które miały być sposobem na ominięcie wspomnianych przepisów zmieniających kategorię dostępności ellaOne. W wielkim skrócie – po wypełnieniu krótkiego formularza, kobieta dostawała na swój mail receptę transgraniczną w formacie pdf, którą miała samodzielnie wydrukować i zrealizować w aptece. Rozentuzjazmowani dziennikarze Gazety Wyborczej postanowili sprawdzić, czy w ta metoda faktycznie działa i poszli z wydrukowaną w ten sposób receptą do polskiej apteki (czytaj więcej: „Realizacja tej recepty zależy od dobrej woli aptekarza?”). Udało im się. Tylko, że zamiast dziury w przepisach, znaleźli po prostu farmaceutów będących na bakier z tak egzotycznymi przepisami, jak te o receptach transgranicznych.

No właśnie… czy to brak znajomości przepisów, czy może ich świadome ignorowanie? Temat leków wydawanych w aptekach bez recepty, podjął w 2012 roku dziennikarz TVP3 Wrocław. W ramach prowokacji dziennikarskiej odwiedził kilka dolnośląskich aptek, w każdej z nich próbując kupić leki, na które powinien mieć receptę. Efekt? Udało mu się w ten sposób zdobyć całą torbę takich leków, jak Ketonal czy Metocard. Były wśród nich też antybiotyki. Podobno z pięciu aptek, które odwiedził, tylko w dwóch odmówiono my sprzedaży leków na receptę. Dziennikarz sprawę zgłosił do Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego (czytaj więcej: „Sprzedają leki bez recepty, będą mieli problemy”).

Punkt widzenia farmaceuty na tego typu prowokacje, zawsze będzie różnił się od punktu widzenia dziennikarza i zwykłego czytelnika. Farmaceuta będzie w nich dostrzegał wiele niedoskonałości (np. realizacja recepty transgranicznej na ellaOne, podczas gdy preparat jest ciągle OTC czy pomijanie kwestii istnienia recepty farmaceutycznej) i szukanie dziury w całym. Farmaceuta chętnie podpowiedziałbym dziennikarzowi, gdzie powinien szukać prowokacji i patologii – takich jak chociażby apteki pracujące bez farmaceuty na zmianie czy prowadzenie programów lojalnościowych w sytuacji istnienia zakazu reklamy aptek. Ale kto wie… Może kiedyś, jakiś dziennikarz weźmie i te tematy na swój celownik. Jedno jest pewne. Prowokacja czeka na każdym kroku.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Lista refundacyjna – fakty i mity Lista refundacyjna – fakty i mity

Jednym z głównych założeń powstania listy refundacyjnej jest umożliwienie się leczenia pacjentom dro...

Dieta Cud Dieta Cud

Jak co roku o tej porze amatorzy mocnych wrażeń rozpoczynają wielką wędrówkę po internecie w poszuki...

Farmaceuta mrożący krew w żyłach Farmaceuta mrożący krew w żyłach

Farmaceuta za dnia, pisarz po pracy. Nikt lepiej od niego nie wie jak jednocześnie przyspieszyć puls...