Przecież z prażubrów wyewoluowały żubry!

Przecież z prażubrów wyewoluowały żubry!

Gdy ostatnio przeczytałem tekst mego znakomitego kolegi Wojciecha Olendra, że nas dwóch i jeszcze niecałe 31 tys. magistrów farmacji może stać się niepotrzebnymi i tak właściwie wyginąć jak mamuty, poczułem zimno spływające po mych starczych plecach.

Najpierw spojrzałem w lustro. Uuuuuuu, ja niestety naprawdę tak wyglądam: włosy prawie wyginęły, (ups, złe sformułowanie), tzn. wybrały wolność. W biegu na 100 m lub w pływaniu nie mam szans wygrać z własnym synem. Podwójnej krótkiej w siatkówkę też nie zagram, bo wzrok już nie ten, co kiedyś. Owszem, mam szkiełko i oko, na dodatek w podwójnej liczbie, ale w tej dyscyplinie sportu nie jest to zaletą. Gdybym opadł po bloku, brzuch zafalowałby jeszcze ze dwa razy. Z mądrością też nie najlepiej, bo ki diabeł kazał mi studiować farmację, a potem nie sprzedawać pseudoefedryny na kartony lub nie reeksportować deficytów? Dyplom magistra farmacji ma dla mnie znaczenie, podobnie jak nie zszargana opinia i od równych 20 lat to samo zezwolenie na aptekę. Jeżdżę nie kradzionym samochodem, na dodatek nigdy po spożyciu alkoholu, płacę rachunki, a nawet myję ręce przed jedzeniem. Rozejrzałem się wokół, zwłaszcza wśród farmaceutów, a tam pełno takich. Robią podobnie jak ja. Wojtek także. Czyli nie jestem chlubnym wyjątkiem.

Znowu się rozejrzałem i zobaczyłem inny gatunek człowieka. Kiedyś w czasach PRL-u tak mawiano o murarzach, dziś to są podmioty prowadzące aptekę. Tam też są ludzie, ale jacyś tacy… inni. Nie jest mi z nimi po drodze. Wszystko powyższe, a nawet więcej, mają za nic. Koślawe prawo, zwłaszcza farmaceutyczne, wykorzystują do innych celów, niż Wojtek, ja i podobni do nas.

Zacząłem się zastanawiać, co bardziej wpływa na wykonywanie naszego zawodu, wiedza czy cena leków? Bez zdziwienia zauważyłem, że to drugie. Nie ja pierwszy odkryłem tę Amerykę, co widać na przykładzie kolejek w sieciówkach. Młode dziewczątka (często bez matury) za pierwszym stołem (tam: za ladą lub przy okienku), bez realnego nadzoru i żenady podają kolorowe pudełka z kolorowymi tabletkami. Czynią to zgodnie z podpowiedzią komputera i nakazem menedżera, który w poprzedniej pracy robił w jogurtach. Zero sensownej porady, zamiana bez słowa informacji, pogoń za likwidacją kolejki oraz wciśnięciem promocji przykasowej. Niedawna informacja w mediach o liście wstydu nikogo nie wzrusza, a najmniej pacjentów. Czyli tego chcą? Eeeeee… Któż chce być chory? Ale zaraz, przecież pogoń za taniością stoi w sprzeczności z logiką, choć przecież farmaceuta ma (w)mówić, że tańszy odpowiednik jest tak samo dobry, jak droższy z tzw. ordynacji pierwotnej.
Z drugiej strony słyszymy: „panie, dej pan najtańszy (ale dobry!), bo emerytura taka mała!”
Przecież rozumiem…

Mógłbym podać więcej przykładów, ale po co? Znamy je wszyscy pracujący w aptekach.
Za „wytworzenie” techniczek bez matury odpowiadają organy naszego Państwa. Za możliwość ich zatrudniania w punktach sprzedaży zwanych aptekami – również. Za wirtualnego kierownika w takim punkcie należącym do rozproszonego (a więc w istocie bezkarnego) właściciela - także. Wszelkiej, nomen omen, maści cwaniacy od marketingu uzyskali szerokie możliwości, czasem ordynarnego, wpływania na magistrów farmacji. W większości na kobiety, które słabiej potrafią się przed tym bronić. Bezrefleksyjna i słabo wykształcona techniczka tym bardziej się nie przeciwstawi naciskowi mało finezyjnego pracodawcy.

Nie widzę podobieństw pomiędzy degrengoladą polskich aptek, a upadkiem wypożyczalni nie przewiniętych kaset VHS. To ostatnie zjawisko jest, owszem, konsekwencją szalonego skoku technologicznego w obszarze mediów i komunikacji. Jednak tabletki i syropy nadal są tabletkami i syropami. Niewiedza pacjentów jest podobna, a dostęp do informacji o lekach nie daje im prawa – oni tego nie rozumieją, bo nie mogą - do myślenia, że mogą się odpowiedzialnie samoleczyć. Za dopuszczenie do zalewania ich reklamą leków i wytworzenie błędnego przekonania, że wiedzą o nich tyle, co farmaceuci i lekarze, winę również ponosi Państwo.

Nie zmienia się pęd do zarobkowania na ich niewiedzy. Tymczasem my, magistrowie farmacji, jesteśmy ich jedyną i ostatnią linią obrony przed zakusami najbardziej chciwych tego świata. Popatrzmy, przed laty nie dozwolono, aby mogła zaistnieć „apteka dla aptekarza”, a przecież wtedy, czyli na początku lat 90-tych ub. wieku, nikt nie przewidywał dzisiejszego zakresu patologii w polskiej farmacji. Cały czas jak dżumy lub cholery kolejne rządy bały się demo- i geografii aptek, choć skoro są urzędowe ceny i marże na leki refundowane, urzędowy mgr farm. w aptece i takież ograniczenia obrotu (głównie recepty), logika nakazuje, aby była urzędowa liczba aptek.

Przed laty wprowadzono, perfidny w swych skutkach, rozdział podległości WIF od GIF. Dopiero od niedawna szeroko jest o tym mowa i to tylko w kontekście opłakanych skutków, a nie wskazywania pomysłodawców. Mówiąc krótko, choćby premier i minister zdrowia tak sobie zażyczyli, GIF nie może wpływać na WIF, by ten sprawniej np. ścigał przekraczających 1 % posiadanych aptek.



Niewłaściwa struktura Inspekcji to jedno, a jej finansowanie to drugie. Niecały rok temu intensywnie śledziłem proces legislacyjny, którego celem było zahamowanie reeksportu leków. Przynajmniej dwie wypowiedzi jednego z wiceministrów zdrowia (nadal dostępne na Sejm.TV) prawie zatrzymały mój oddech. W pierwszej z nich oponował przeciwko karaniu całej sieci za np. odsprzedaż z apteki do hurtowni z jednej z ich aptek, bo mogłoby to zostać wykorzystane w walce konkurencyjnej. Ludzki pan… Dziwne, że nie proponował, aby np. za kradzież auta w Warszawie, mieszkaniec Łodzi nie był w niej ścigany.

W drugiej wypowiedzi, na pytanie jednego z posłów wiceminister odparł: „rząd nie przewiduje, że się nie uda [bez dodatkowego finansowania i wsparcia kadrowego podołać przez Inspekcję dodatkowej potężnej pracy czyli obróbki raportów o brakach leków]”. Podwójne zaprzeczenie dla wzmocnienia przekazu – cymes lingwistyczny i prowokacja do kwadratu!

Co ciekawe, w jednym z wywiadów radiowych ten sam wiceminister wyraził radość, że reeksportujące firmy, poprzez płacone podatki… przysparzają dochodów krajowi. Przecież wtedy de facto przyznał, iż Państwo stało się paserem!

To samo Państwo płaci za kosztowne kształcenie magistrów farmacji, by nimi strzelać z diamentów, a potem techniczkami bez matury i właściwego nadzoru mydlić oczy pacjentom, że dostają właściwe i poprawnie przechowywane leki. Praktycznie daje technikom farmaceutycznym ten sam zakres obowiązków, co magistrom, ale oni nie muszą się doszkalać ani dyżurować. I swobodnie mogą prowadzić punkty apteczne. Paranoja!

Nie uważam, jakoby za w/w przykłady patologii z naszej branży odpowiadała zwykła czysta gra rynkowa i postęp technologiczny. Przecież tu jasno widać, iż każda kolejna zmiana w przepisach mniej czy bardziej finezyjnie nakierowana była, aby poprzez odebranie aptek farmaceutom, zminimalizować lub wyeliminować wszelkie przeszkody w masowym wciskaniu leków/suplementów wszystkim, którzy choć trochę chcą dbać o zdrowie. MY jesteśmy tą największą, choć wcale nie twardą przeszkodą. Kobiety są bardziej miękkie od mężczyzn, a zawód mamy, niestety (jeśli chodzi o siłę oporu), sfeminizowany.

Głowa do góry, Drodzy Czytelnicy! Wojciech Olender rewelacyjnie nakreślił, mniej lub bardziej prawdopodobne, scenariusze wydarzeń. Moim zdaniem miałby sporo racji, gdyby nasza przyszłość zależała od bezrozumnych rządzących. Skoro, co mam nadzieję wykazałem, dotychczasowy bałagan w sporej części zależał nie od naturalnej ewolucji otoczenia, a od partactwa władz państwowych, to nasz sensowny wpływ na prawodawstwo może przynieść większy, lepszy skutek. Felieton W. Olendra także jest elementem wspomnianego wpływu.

Mam nadzieję, że decydenci zapierający dech w piersiach definitywnie odeszli, a nastały czasy pragmatyków. Czego wszystkim nam szczerze życzę!

P.S. Nie wiem czy faktycznie z prażubrów powstały współczesne żubry, ale te ostatnie żyją, nawet całkiem blisko mego miasta. Zapraszam do Gołuchowa! Zwłaszcza Ciebie, Wojtku.
Z przyjemnością siądę z Tobą przy żubrze, a nawet kilku. :)

Będzie to już kolejne przesunięcie terminu wejścia w życie obowiązkowego przekazywania danych za pośrednictwem Zintegrowanego Systemu Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi. (fot. Shutterstock)Raportowanie do ZSMOPL od... 1 kwietnia...

Dopiero co w życie weszła nowelizacja przesuwająca termin obowiązkowego raportowania danych...

Zdaniem NFZ stosowanie "mnożników aptecznych" prowadzi do zawyżania wartości składników. (fot. Shutterstock)NFZ kwestionuje stosowanie "...

W związku z sygnalizowaniem przez kierowników mazowieckich aptek przypadków kwestionowania przez...

Ministerstwo zdrowia będzie miało czas do końca roku, by stworzyć rozporządzenie dokładnie precyzujące jak leki i na jakich zasadach będą mogły być sprzedawane wysyłkowo (fot. Shutterstock)Wysyłkowa sprzedaż leków na receptę od...

Podczas wczorajszego posiedzenia Komisji Zdrowia posłowie przegłosowali poprawkę Prawa i...

Wysyłkowa sprzedaż leków na receptę funkcjonuje w takich krajach jak Niemcy, Wielka Brytania, Holandia, Portugalia czy Estonia. (fot. Shutterrstock)PharmaNET za sprzedażą leków na receptę...

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców i Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET wyraziły...

Naczelna Izba Aptekarska zaapelowała, w popartej przez posłów poprawce, słowo "produktów leczniczych" zamienić na "wyrobów medycznych podlegających refundacji" (fot. sejm.gov.pl)VIDEO: Gorąca dyskusja o wysyłkowej...

Podczas dzisiejszego posiedzenia Komisji Zdrowia prowadzono gorącą dyskusję na temat możliwości...