Quo Vadis, Apteko? – część 1

8 listopada 2016 09:28

Z dużym zaniepokojeniem na początku października przeczytałem artykuł pt. „Leki znikną ze stacji benzynowych i sklepów” w dzienniku „Rzeczpospolita”. Obawiam się, że w farmacji, pod płaszczykiem „dobrej zmiany”, może dojść do zabicia zdrowej konkurencji między podmiotami na rynku aptecznym w myśl starszych i mądrzejszych – jedno sprzedam, jedno kupię.

pytanie.png

Postulat likwidacji sprzedaży pozaaptecznej wytrąci nam z ręki argument przeciwko darmowym dyżurom. Jestem przeciwny temu, aby osoba podróżująca autostradą w przypadku wystąpienia objawów bólu głowy była zmuszana do zjeżdżania do najbliższego miasta i szukania apteki w niedzielę popołudniu. Leki z tak zwanego asortymentu apteczki zakładowej winny być dostępne do sprzedaży gdziekolwiek ktoś zapragnie w opakowaniach doraźnych – czyli jednodawkowych. Dzisiaj, mam wrażenie, że jedynym towarem „ścisłego zarachowania” w sklepie spożywczym są papierosy. Z tego względu leki powinny być przechowywane poza zasięgiem klientów, w przeszklonej szafie zamykanej na klucz, wyposażonej w monitoring temperatury. Sprzedawane tam leki przestałyby być towarem wyłożonym pomiędzy batonami, prezerwatywami i gumami do żucia.

Aby odciążyć inspekcję, proponuję zapis, że punkty działalności wszelakiej, chcące sprzedawać leki, o których mowa w rozporządzeniu o obrocie pozaaptecznym, muszą zawrzeć umowę o treści zapisanej w ustawie, o objęciu odpłatnym nadzorem takowej szafy przez apteki będące własnością farmaceutów z terenu danej gminy lub miasta. Chodziłoby mi tutaj o to, aby nie doszło do sytuacji, w której sklep z Gdańska będzie nadzorować apteka z Zabrza. Niech decyduje kod pocztowy. Punkt sprzedaży uiszczałby stałą miesięczną opłatę za to, że raz na 4 tygodnie odwiedzi go farmaceuta, zinwentaryzuje towar zgodnie z wydrukiem, sprawdzi daty oraz serie, a w przypadku wycofania leku przez GIF, przygotuje jego zwrot. Licząc, że mamy kilkaset tysięcy punktów sprzedaży pozaaptecznej, przy przykładowej sztywnej opłacie 100 złotych, dałoby to globalnie kilka milionów dodatkowych dochodów dla aptek.

W podobny sposób można rozwiązać nadzór nad punktami aptecznymi. Nie są to jakieś rozwiązania innowacyjne na skalę kraju. Podobny mechanizm kontroli pośredniej występuje w inspekcji weterynaryjnej, gdzie nad zakładem mięsnym pieczę sprawuje inspektor powiatowy, ale ani on, ani urzędnicy inspektoratu nie są obecni przy każdej partii produkcyjnej. Inspektor sprawuje kontrolę pośrednio poprzez wyznaczonych weterynarzy, którzy poza badaniem mięsa z ramienia inspekcji, normalnie mogą prowadzić swoje praktyki zawodowe. Rozwiązania proste, skuteczne i niewymagające armii urzędników.

Kolejny pomysł dotyczący ograniczenia asortymentu apteki jedynie do leków i wyrobów farmaceutycznych jest kuriozalny. Były już czasy, gdy w aptece sprzedawano marcepan i inne wiktuały, a także szereg innych produktów, niekoniecznie bezpośrednio związanych ze zdrowiem. Co to komu przeszkadza, że ktoś sprzedaje kosmetyki, karmę dla zwierząt, coca-colę, a nawet papier toaletowy? Gdyby pabianicka fabryka cudów wypuściła magiczny papier toaletowy do stosowania przy hemoroidach, dlaczego nie mógłby on być sprzedawany w aptece? Każda forma zwiększania marży w aptece, niebędąca przestępstwem, winna być dozwolona. Marzyłoby mi się, aby obecność papieru toaletowego w asortymencie była największym problemem farmacji, o którym dzisiaj byśmy dyskutowali.

Gdy jestem zagranicą mam takie zboczenie zawodowe, że oglądam z zewnątrz jak i wewnątrz miejscowe apteki. Nie wiem, czy ktokolwiek proponujący opisane zmiany był w aptekach zachodniej Europy. Muszę powiedzieć, że te największe i dobrze zaopatrzone apteki wprawiają w osłupienie mnogością pozycji. Ściany kosmetyków, odżywek i wszelkiego rodzaju produktów z obrożami antykleszczowymi dla psów i kotów włącznie, a pomiędzy nimi wielofunkcyjne urządzenie pomiarowe jak Corazon i aparat wykonujący ilościowe oznaczenie podstawowych parametrów biochemicznych. Można? Można, tylko trzeba pozwolić ludziom pracować, a nie jak jeszcze niedawno karać apteki za ciśnieniomierz. Nie rozumiem, dlaczego w imię czyjejś chorej wizji apteki nie mógłbym dziś sprzedawać oleju lnianego? Nie lękajcie się! Mam dla Was, wszystkich farmaceutów, piszących w komentarzach „A ja bym chciał, żeby apteka sprzedawała tylko leki”, genialne rozwiązanie. Proszę otworzyć własną aptekę i tam działać według własnego pomysłu, ale proszę innym farmaceutom nie zabraniać oferować takiego asortymentu, jaki im odpowiada. Bo próba narzucania tego typu rozwiązań to już nawet nie jest socjalizm, to komunizm i to w stylu azjatyckim.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Kannabinoidy jako leki Kannabinoidy jako leki

Niedawno media obiegła informacja dotycząca zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, które zostało ...

Szczepionki na zakręcie historii Szczepionki na zakręcie historii

Afera szczepionkowa związana z firmą Cutter to dziś jeden z czołowych argumentów ruchów antyszczepio...

Pacjent rozpuszczony jak dziadowski bicz Pacjent rozpuszczony jak dziadowski bicz

Jest takie powiedzenie w moich stronach: „rozpuszczony jak dziadowski bicz”. Określa osobę rozpieszc...