Eddie Morra (w tej roli Bradley Cooper) jest początkującym pisarzem z wielkimi ambicjami. Niestety nie dość, że nie układa mu się w życiu osobistym, to jeszcze cierpi na blokadę twórczą. Kiedy jego sytuacja życiowa staje się już zupełnie beznadziejna spotyka byłego szwagra, który proponuje mu zażycie tajemniczej tabletki. Ma to być eksperymentalny lek poprawiający zdolności intelektualne. Eddie początkowo nie wierzy, że ta mała tabletka może cokolwiek zmienić w jego życiu. Nie mając jednak nic do stracenia zażywa ją. Efekt jest piorunujący – jego umysł zyskuje ponadprzeciętne zdolności, co pozwala mu napisać książkę w zaledwie kilkanaście godzin. Zachwycony działaniem tabletki Eddie robi wszystko by zdobyć ich więcej. Niestety cena, jaką musi zapłacić za „boski umysł” jest ogromna.
Współczesne społeczeństwo owładnięte jest ideą pigułek potrafiących rozwiązywać wszystkie problemy. Wystarczy wejść do apteki by przekonać się, że istnieje lek, suplement diety czy wyrób medyczny na niemal każde znane schorzenie. Mało tego… istnieją też preparaty na dolegliwości, o których nikt do tej pory nie miał pojęcia. Tabletki leczą zarówno schorzenia ciała jak i ducha. Nic więc dziwnego, że niektórzy marzą o pigułkach umożliwiających wiecznie życie, młodość czy dających ponadprzeciętną inteligencję.
Główny bohater filmu „Jestem Bogiem” wykorzystuje zdolności, jakie dają mu tajemnicze tabletki do spełniania swoich marzeń i ambicji. Dzięki wzmocnionej sile własnego umysłu zdobywa pieniądze, popularności i władzę. Wszystko to ma jednak swoją cenę. Każdy lek ma w końcu działania uboczne, a każdy narkotyk uzależnia. Tabletki zażywane przez Eddiego mają obie te cechy. Mężczyźnie coraz częściej „urywa się film”, a próby odstawienia tabletek kończą się niemal jego śmiercią. Jakby tego było mało jego niezwykłe umiejętności zwracają uwagę niewłaściwych ludzi, którzy również pożądają magicznych pigułek. Czy „podrasowany” intelekt głównego bohatera okaże się wystarczają prężny by wyplątać się ze wszystkich tych problemów?
Trudno jednoznacznie stwierdzić czy film „Jestem Bogiem” jest przestrogą czy zachętą do próbowania „leków” niewiadomego pochodzenia proponowanych przez obcych ludzi w barze… Z jednej strony umiejętności „boskiego umysłu”, jakie zyskuje Eddie są spełnieniem marzeń. Któż nie chciałby czytać książek patrząc jedynie przez ułamek sekundy na każdą stronę czy dostrzegać schematów w notowaniach giełdowych? Z drugiej strony objawy uzależnienia i działania uboczne wspomnianych tabletek pokazują, że koszt igrania z narkotykami niewiadomego pochodzenia jest ogromny. Niestety akurat ten aspekt filmu wydaje się niezbyt przekonywujący… Pod tym względem daleko mu chociażby do „Requiem dla snu”.
To sprawia, że „Jestem Bogiem” należy potraktować przede wszystkim jak dobrą rozrywkę na sobotni wieczór, niż próbę zgłębienia problemów narkomanii czy nadkonsumpcji leków. To wciągający i dobrze nakręcony thriller, który z pewnością rozbudzi marzenia niejednego widza. Oby tylko efektem jego obejrzenia nie była wizyta w aptece w poszukiwaniu kolejnego cudownego suplementu diety…










