Recepta farmaceutyczna z kropką

30 maja 2016 06:58

Kilkanaście lat temu zlikwidowano status leku Rp(.). Zlikwidowano, bo taka kategoria sprzyjała nadużyciom zarówno firm farmaceutycznych jak i samych pacjentów, którzy omijali gabinety kierując się prosto do apteki.

shutterstock_31530967.jpg

Dzień 1: NaCl 0,9% 500 ml

Jest środa. Do apteki wchodzi pani Ixsińska. Znam ją bardzo dobrze. Jest moją stałą pacjentką.

Leczy przewlekłe owrzodzenia na nogach. Stosuje przeróżne plastry, opatrunki i płyny. Dzień dobry pani magister- mówi – odpowiadam tym samym. Trwa dyskusja i po chwili, pokazując butelkę pani Ixińska prosi o 0,9% NaCl 500 ml do przemywania ran. Tłumaczę jej, że niestety ale nie dostanie tego preparatu bez recepty i konieczna będzie ponowna wizyta u lekarza. Pacjentka na ten zwykły, który można kupić OTC ma uczulenie – trochę już o niej wiem. Dyskusja dalej trwa i staje na tym, że podejdzie pojutrze do lekarza pierwszego kontaktu – trzeba czekać 2 dni a wizytę u specjalisty ma dopiero za 2 tygodnie – póki co Pani Ixińska dostaje ode mnie płyn „na zeszyt” i z płaczem dziękuje.

Dzień 2: Posorutin

Jest niedziela. Do apteki wchodzi pacjent z pękniętym naczynkiem w oku. Prosi o „coś na to” . Padają pytania o nadciśnienie, uraz mechaniczny, czy może coś wpadło. Na wszystkie pytania pada odpowiedź, że nic z tych rzeczy. Pacjent mówi, że schylił się za szybko bo chciał zawiązać trapery i jak podniósł głowę to żona lament zrobiła, że czerwonooki się zrobił. Proszę pana niestety z tych preparatów, które są bez recepty raczej nic panu nie pomoże i musi pan iść do lekarza po receptę na właściwy lek. Pacjent wraca po 2 godzinach z receptą na Posorutin, Wydaję mu lek, on go ogląda i wypala: „Niech pani nie żartuje, że po Rutinoscorbin w kroplach musiałem 2 godziny w kolejce stać! Teraz to mam nadciśnienie!:

Dzień 3: Hydroksyzyna

Jest piątek. Do apteki wchodzi zapłakana kobieta. Prosi o coś na uspokojenie. Musi być mocne bo właśnie jej zmarła matka. Trwa rozmowa i pytania – czy potrzebuje być wyciszona przez dzień czy raczej na noc, żeby mogła zasnąć etc.. W końcu wybór trafia na lek na literę E. Tłumaczę, że to preparat naturalny oparty na ziołach. Kobieta płacząc mówi, że jej matka chorowała od dłuższego czasu i wszystko co było ziołowe w aptekach już na nią nie działa i prosi o coś mocniejszego. Odpowiadam, że niestety ale po silniejsze leki musi iść do lekarza. Na to pacjentka mówi: „pani magister teraz to ja muszę pogrzeb załatwiać i wszystkie formalności, nikt mi nie pomoże bo byłam jedynaczką a pani mi każe po lekarzach za receptą gonić! Jest pani bez serca!” Leku na E oczywiście nie wzięła i wyszła roztrzęsiona. Wróciła za parę dni pokazując pudełko po Hydroksyzynie z pytaniem ile to kosztuje bo „pożyczyła” od sąsiadki i musi oddać pieniądze.

Dzień 4. Naproksen czopki

Jest wtorek. Do apteki wchodzi dziewczyna z nogą w szynie. Prosi o coś przeciwbólowego – tylko musi być w czopkach bo na wszelkiego rodzaju tabletki źle reaguje, jest jej niedobrze etc … Pokazuję jej, że bez recepty to mogę jej wydać tylko paracetamol i ewentualnie ibuprofen ale ten drugi w wersji czopkowej to raczej dla dzieci jest. Dziewczyna mówi, że potrzebuje czegoś mocniejszego bo wizytę u lekarza ma dopiero jutro a dziś musi być na uczelni, bo ma ważne kolokwium, noga ją boli a musi skupiona, bo kolokwium ważne. Wyszła o niczym a po godzinie wróciła kuśtykając jeszcze bardziej z receptą na Naproksen w czopkach.

Dzień 5: Sulfacetamidum krople

Jest czwartek. Do apteki wchodzi facet w średnim wieku. Widzę od razu, że ma problem z oczami. Ma też katar, chce jakieś krople na niego no i coś do oczu, bo go pieką i chyba sobie zatarł czymś zaropiały mu całe, jak rano wstawał. Tak poza tym nic mu nie jest. Wybrał krople i informuję go, że po lek na oczy to niestety musi do lekarza iść, gdyż z preparatów OTC nic skutecznego nie wybierzemy raczej. Niestety lekarz rodzinny na urlopie. Facet wraca po godzinie 18 z receptą na Sulfacetamidum 10% z oczami jeszcze gorszymi niż w południe.

Dzień 6: Antybiotyk

Jest sobota wieczór. Do apteki wpada zapuchnięta z jednej strony kobieta. Prosi o coś na zęba bo jakiś stan zapalny się zrobił i wygląda tak jak wygląda. Kieruję ją do dentysty a pacjentka mówi, że chyba z 10 gabinetów obdzwoniła i nikt jej nie przyjmie – wiadomo weekend – najbliższa wizyta dopiero w środę. Każę jej iść na OC . Pacjentka wychodzi. Otwieram aptekę w niedzielę rano i zaraz po godzinie 10 wchodzi pani od zęba, zapuchnięta jeszcze bardziej z receptą na Duomox 1000.

Dzień 7: Maxon Active

Jest piątek. Do apteki przychodzi biznesmen z aktówką. Poproszę Maxon Acive. Idę do szuflady, wyciągam, kładę na okienku, kasuję i mówię – proszę wypełnić „narzędzie diagnostyczne”. Facet odpowiada: Pani – nie mam czasu bo jadę na wyjazd integracyjny z pracy!
Tradycyjnie na tym powinnam zakończyć.

Jakie można wyciągnąć z tego wnioski?

Apteka – definicja.

Apteka jest placówką handlową zajmującą się sprzedażą leków i innych produktów leczniczych oraz wykonywaniem leków recepturowych. W aptece w godzinach jej czynności powinien być obecny magister farmacji, który odpowiada za prawidłowe jej funkcjonowanie. Nadzór nad apteką powierza się kierownikowi apteki. W aptece zatrudniony personel udziela konsultacji medycznych a nawet pierwszej pomocy.

Opieka Farmaceutyczna – takie modne ostatnio dwa słowa. Co to takiego?

Tak w skrócie jest to bardziej skomplikowana forma doradztwa prowadzonego przez magistra farmacji. Farmaceuta musi dokonać potwierdzenia takiej formy pomocy pacjentowi, opisać przyczyny i wydane leki. Dokumentacja taka zostaje na stałe w aptece. Powinna być okazana na żądanie lekarza jak i pacjenta. Opieka farmaceutyczna to także przegląd lekowy, który prowadzi do zmniejszenia liczby przyjmowanych leków. W jej zakres wchodzi również monitoring działań niepożądanych.

Recepta farmaceutyczna – kolejne modne dwa słowa.

W przypadku nagłego zagrożenia zdrowia lub życia kierownik apteki a teraz już każdy magister farmacji może wydać bez recepty lekarskiej produkt leczniczy zastrzeżony do wydawania na receptę w najmniejszym dostępnym opakowaniu (z wyłączeniem środków odurzających, substancji psychotropowych i prekursorów grupy I-R).

Leki o kategorii dostępności Rp(.)

Lek posiadający taką kategorię można było wydać w ilości jednego opakowania bez recepty lekarskiej. Funkcjonowała kilkanaście lat temu.
Moi drodzy, wszystkie te definicje są Wam doskonale znane.

Ale pozwoliłam sobie na potrzeby je artykułu przywołać.

Farmaceuci ostatnimi czasy walczą o odzyskanie właściwego wizerunku. Wizerunku specjalisty a nie sprzedawcy i podawacza kolorowych pudełek. Specjalisty a nie urzędnika, który patrzy czy recepta, z jaką pacjent przyszedł do apteki może być zrealizowana właściwie. Specjalisty a nie telemarketera, który wydzwania do Wszystkich Świętych w poszukiwaniu leków dla chorych. Specjalisty a nie magazyniera, który metkuje i rozkłada towar na półki. Specjalisty a nie konserwatora powierzchni płaskich, bo przecież aptekę ktoś musi posprzątać.

Wszystko pięknie ale gdzie w tym wszystkim jest pacjent ? I wrażenie jakie na nim robi pan lub pani w białym fartuchu z niebieską plakietką.?
Sporo także mówi się o idei Opieki Farmaceutycznej, jako tej, która jest receptą na odzyskanie właściwych proporcji podczas komunikacji pacjent – lekarz.

Bardzo mi się to wszystko podoba.

Równocześnie coraz więcej leków zyskuje status OTC. Wszystko po to aby być bliżej pacjenta. Z jednej strony to dobrze – farmaceuta ma większe pole do zaproponowania właściwego leczenia. Nie bez znaczenia jest fakt, że firmom zależy na tym najbardziej. Jednymi z bardziej kontrowersyjnych „słiczów” jest zmiana kategorii dostępności furaginy, fenspirydu no i sildenafilu. Na ten temat powstał już niejeden artykuł notabene zamieszczony na „mgr.farm”

Obok tego wszystkiego jest cała lista leków zawierająca w swoim składzie substancje psychoaktywne: kodeinę, dekstrometorfan i pseudoefedrynę. Leki te są dostępne bez recepty praktycznie w każdych ilościach. Była co prawda zmiana wprowadzająca ograniczenia, ale ona nie działa, bo pacjent powyżej 18 roku życia idąc ulicą, przy której jest apteka na aptece może kupić sobie po 1 opakowaniu w każdej i w każdym okienku bez żadnego problemu.

No i oczywiście reklamy – wszędzie gdzie się da + wujek Google i ciocia Wikipedia.

Dobrze – wracamy do meritum.

Czy naprawdę w wymienionych przypadkach sami nie jesteśmy w stanie pomóc pacjentowi?

Rzeczywistość wygląda tak:
Kolejki do lekarzy specjalistów – normalka – wszyscy się do tego już przyzwyczaili.
Kolejki do lekarzy w POZ – teraz już też normalka – pacjent musi przewidzieć 2/3 dni wcześniej, że będzie chory.
Kolejki do lekarzy przyjmujących na OC – normalka – Opieka Całodobowa odciąża POZ – przecież pacjent, któremu się skończyły leki i nie może czekać do POZ idzie na dyżur po receptę. A tam jeszcze nagłe przypadki, epidemie rota, anginy i cała reszta inwentarza.

Recepty mogą wystawiać pielęgniarki – OK – tylko, że póki co żadna się do tego nie pali i chyba żaden farmaceuta jeszcze takiej (osobistej od początku do końca a nie tylko przez nią napisanej i podbitej przez lekarza) nie realizował.

Jest recepta farmaceutyczna – uuu taki dokument widmo, bo do niedawna mógł ją wystawić tylko kierownik apteki a apteki bały się jej jak diabeł święconej wody. Z jednej strony niewydanie leku na taką receptę czasem pociąga za sobą konsekwencje dyscyplinarne, odszkodowanie i zadośćuczynienie w stosunku do pacjenta a z drugiej nadużywanie prowadzi do nieprzyjemności podczas kontroli WIF. Najlepiej było powiedzieć, że kierownika nie ma!

Wszystkie wymienione na początku artykułu przypadki nie kwalifikują się w żaden sposób pod receptę farmaceutyczną.

Tutaj chcę zaznaczyć wyraźnie, że znam swoje miejsce w szeregu i w lekarza bawić się nie zamierzam.

Póki co jestem krawężnikiem i biurokratyczą podawaczką pudełek.

Co z tego, że na dzień dzisiejszy mam wiedzę potrzebną do tego aby te leki po odpowiednim wywiadzie wydać bez recepty. No bo skoro jak każdy magister farmacji nawet z jednodniowym stażem aptecznym, mogę wydać prawie wszystko z apteki w sytuacji zagrożenia życia pacjenta, to taka hydroksyzyna czy sól fizjologiczna to pikuś.

Facet z warzywniaka może sobie kupić psychoaktywnych cukiereczków ile chce, może zrobić sobie z nich szejka i mu wolno a ja nie mogę wydać bez recepty apirogennego 0,9% NaCl bo nikt mi na rękach nie umiera.

Nie mogę wydać Posorutinu – chociaż to taki Rutinoscobin w kroplach do oczu.

Nie mogę wydać Sulfacetamidu – chociaż Sulfarinol jest OTC.

Nie mogę wydać Naproksenu w czopkach – chociaż w wersji tabletkowej i smarowideł jest bez recepty.

Nie mogę wydać Hydroksyzyny – bo przecież to trucizna jest.

Nie mogę wydać Duomoxu – chociaż pielęgniarka może wypisywać amoksycylinę. OK – farmaceuta nie ma możliwości zdiagnozowania pacjenta – ale taką opuchliznę od zęba przecież widać na zewnątrz.

Kilkanaście lat temu zlikwidowano status leku Rp(.). Zlikwidowano, bo taka kategoria sprzyjała nadużyciom zarówno firm farmaceutycznych jak i samych pacjentów, którzy omijali gabinety kierując się prosto do apteki.

Ale to było dawno i jeszcze nie było tak rozwiniętej informatyzacji z służbie zdrowia. Teraz komputer i internet posiada każda apteka. Moim zdaniem warto do tej idei powrócić. Można podpiąć ją pod Opiekę Farmaceutyczną. W każdej aptece jest magister farmacji. Taka osoba już teraz po odpowiednim wywiadzie potrafi skutecznie ocenić czy może wydać powyższe leki bez recepty nie narażając się WIF-owi.

Wystarczy stworzyć taki wachlarz leków, których wydawanie przez farmaceutę odciążyłoby lekarzy a z magistrów farmacji zrobiłoby fachowców z prawdziwego zdarzenia. Do tego naprawdę nie trzeba wiele. Każdą taką transakcję można bez większych problemów zapisać w programie komputerowym a pacjentowi dać karteczkę tak jak teraz chorzy dostają przy udzieleniu świadczeń w OC.

Do prawdziwej Opieki Farmaceutycznej jeszcze nam trochę brakuje. Bez e-recepty i dostępu do karty pacjenta się nie obędzie. Wiem to doskonale wydając pacjentom leki zwłaszcza z wypisów ze szpitala. Sto pytań do – bo przecież tacy ludzie chodzą zwykle do swoich lekarzy w POZ.

Aczkolwiek uważam, że od czegoś trzeba zacząć.

Teraz mamy świetny Samorząd!

Grzechem byłoby tego nie wykorzystać!

Nie chcę, żeby skończyło się tak jak z ostatnim lekiem z sildenafilem, że magistra farmacji zastąpiło narzędzie diagnostyczne!

PS. Wszystkie sytuacje są autentyczne a lokowanie produktów jest celowe.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Apteka dla aptekarza, czyli młot na nielegalnie wywożących leki Apteka dla aptekarza, czyli młot na nielegalnie wywożących leki

W miniony piątek organy ścigania zatrzymały koordynatorów oraz kierowników aptek sieciowych, przez k...

O słodzeniu herbaty, czyli polemika z Markiem Kotelukiem O słodzeniu herbaty, czyli polemika z Markiem Kotelukiem

Żeby herbata szybko stała się słodka nie wystarczy tylko nasypać do niej cukru, ale trzeba też zamie...

Więcej farmaceutów w reklamach! Więcej farmaceutów w reklamach!

Przeczytałem ostatnio sporo negatywnych wypowiedzi farmaceutów na temat występu jednej z aptekarek w...