Magazyn mgr.farm

Recepturowy nonsens?

28 września 2015 08:09

W każdej aptece otwartej po roku 2001 musi być receptura służąca do wykonywania leków robionych. Jest to jeden z najgłupszych przepisów regulujących rynek apteczny. Nie dość, że generuje spore koszty to jest zupełnie nieprzydatny z punktu widzenia dobra publicznego. Nikt mi nie wmówi, że zapotrzebowanie na leki recepturowe w Polsce jest tak duże, że każda apteka musi je wykonywać.

receptura222.png

Nawet nie wiem od czego zacząć argumentowanie bezsensowności obowiązku posiadania receptury przez każdą nowootwieraną aptekę… Postaram się więc najpierw skupić na atutach wykonywania leków recepturowych. Otóż tego typu leki były i zawsze będą potrzebne. Pozwalają one na wytworzenie preparatu dostosowanego do indywidualnych potrzeb pacjenta. Pozbawionego zbędnych dodatków, konserwantów i innych substancji mogących alergizować. Receptura apteczna umożliwia też wykonanie leków o stężeniach nieobecnych w lekach gotowych – zarówno niższych jak i wyższych. Poza tym ciągle w użyciu znajdują się leki, które dostępne są wyłącznie jako preparaty wykonywane w aptece i niedostępne w formach gotowych – np. maści z Cignoliną czy Proderminą. Innymi słowy – leki recepturowe to specjalistyczne preparaty, które zawsze będą potrzebne, choć podaż ta będzie dotyczyła bardzo niewielkiej liczby pacjentów…

No właśnie. Kiedyś próbowałem dowiedzieć się ile w Polsce wykonuje się tak naprawdę leków recepturowych i jaki ułamek całego obrotu lekami w naszym kraju one stanowią. Niestety nikt takich wyliczeń nie prowadzi. Obiło mi się jednak kiedyś o uszy stwierdzenie kierowniczki Apteki Akademickiej w Poznaniu, wykonującej ogromne ilości leków recepturowych dla swoich pacjentów, innych aptek, a nawet szpitali, że w stosunku do sprzedaży leków gotowych, receptura stanowi u niej jedynie 2% całego obrotu. I teraz wyobraźcie sobie ile ten procent wynosi w zwykłej aptece osiedlowej? To nawet nie jest procent, ale promil… ułamek promila. I dla tych kilku pacjentów tygodniowo wprowadzono obowiązek posiadania i utrzymywania receptury w każdej polskiej aptece. Jaki w tym sens?

Niestety historia tego zapisu w prawie jest dość smutna. Kiedy w 2001 roku samorząd aptekarski poległ w próbach wprowadzenia ograniczeń własnościowych, geograficznych i demograficznych przy otwieraniu nowych aptek wymyślił, że obowiązek posiadania receptury nieco ograniczy powstawanie nowych placówek – szczególnie sieciowych. Receptura miała podnosić koszt otwarcia apteki, a tym samym utrudniać jej otwarcie „przypadkowym” ludziom. Tłumaczono to wtedy etosem zawodu farmaceuty i koniecznością podkreślania jego umiejętności. Przeczytać receptę, wyjąć pudełko z szuflady i skasować należność potrafi każdy – nie potrzeba studiów. Natomiast wykonywanie leków recepturowych to umiejętność wyróżniająca farmaceutów, dlatego farmaceuci tworzący w 2001 nowelizację Prawa farmaceutycznego uparli się, że każda apteka musi mieć recepturę. Przyznam, że dziwny to sposób na budowanie autorytetu naszego zawodu…

Ktoś mógłby powiedzieć, że gdyby nie było obowiązku obecności receptury w każdej nowej aptece, to w żadnej by jej nie było i ucierpieli by na tym pacjenci potrzebujący takich leków. Kiepski argument. W Wielkiej Brytanii żadna apteka nie ma receptury i pacjenci doskonale sobie radzą. Istnieją bowiem tam laboratoria, które zajmują się wyłącznie wykonywaniem takich leków. Apteka podpisuje umowę z taką placówką i jeśli przydarzy jej się recepta na taki lek, to laboratorium go wykonuje i w krótkim czasie dostarcza do apteki. I to wykonuje w warunkach daleko bardziej higienicznych i przez specjalistów bardziej doświadczonych niż w jakiejkolwiek polskiej aptece. Zresztą kiedy widzę jak niektórzy farmaceuci w Polsce wykonują leki recepturowe to mam ochotę wyrwać z głowy resztę swoich siwych włosów. Zsendymentowane czopki, grudki w maści, zawiesiny z interakcją…

Bo bądźmy szczerzy – dla przeciętnej polskiej apteki receptura to zło konieczne. Na ogół robi za kolejny magazyn, a kiedy przychodzi pacjent z receptą na taki lek to jest odsyłany do innej apteki. Tylko nieliczni entuzjaści czekają z niecierpliwością na kolejny lek recepturowy. Poza tym dziwnym trafem coś co miało być atutem farmaceutów, podkreślającym ich wykształcenie i przydatność dla systemu opieki zdrowotnej, w większości polskich aptek jest robione przez techników farmaceutycznych. I gdzie tu sens?

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Jak nas widzą, tak nas…traktują Jak nas widzą, tak nas…traktują

Uczciwy, przyjazny, pomocny, fachowy i godny zaufania – z pewnością w taki sposób chciałby być postr...

Leki, których nie było Leki, których nie było

Czy pacjenci czasami pytają Was o lek, którego nazwy nigdy wcześniej nie słyszeliście? Istnieje duża...

Bohaterski czyn magistra farmacji Bohaterski czyn magistra farmacji

Jak donosi lokalna gazeta i naoczni świadkowie, w czwartek, około godziny 16:00, magister farmacji G...