Regulacje rynku suplementów diety są potrzebne. Oto przykład dlaczego…

6 października 2017 11:08

Niespełna kilka tygodni temu światło dzienne ujrzał projekt Sanepidu, dotyczący zmian w regulacji rynku suplementów diety. Niemal jak na zawołanie w przestrzeni medialnej wydarzyła się sytuacja, która doskonale pokazuje, dlaczego takie regulacje są potrzebne – szczególnie w kwestii reklamy. Przykład, o którym pewnie słyszeli już wszyscy…

Lek czy suplement? Przypadkowa pomyłka czy celowe wprowadzanie w błąd? (fot. facebook.com/nieetycznareklamalekow)

Pod koniec sierpnia w mediach pojawiła się wiadomość o rewolucyjnym odkryciu lekarzy z Lublina, którzy stworzyli „tabletkę na jaskrę”. Informację taką podała Polska Agencja Prasowa, dlatego błyskawicznie wyświetliła się w większości serwisów informacyjnych (czytaj więcej: Sukces naukowców z Lublina: powstała tabletka na jaskrę). Tabletki z cytykoliną miały wspierać standardową terapię leczenia jaskry i wzmacniać jej efekty. Informacja głosiła też, że we wrześniu wprowadzi je na rynek jeden z amerykańskich koncernów farmaceutycznych i będą dostępne także w Polsce.

Z relacji znajomych farmaceutów wiem, że przez kolejne dni pacjenci pytali w aptekach o „tabletki na jaskrę”. Te do obrotu trafiły dopiero pod koniec września. I tutaj pojawił się pierwszy zgrzyt. Okazało się, że preparat zawierający wspomnianą cytykolinę, jest… suplementem diety. A więc zgodnie z ustawową definicją nie posiada działania leczniczego, a jedynie uzupełnia normalną dietę. Innymi słowy, jest to środek spożywczy – nie leczniczy. To jednak nie przeszkadzało mediom w nazywaniu go „lekiem” (vide ilustracja na górze). Sam producent też nie prostował tej informacji. Mało tego – wysyłał komunikat, z którego wynikało, że wspomniany preparat jest „nutraceutykiem” – cokolwiek by to miało znaczyć. Osobiście się o tym przekonałem podczas IV Ogólnopolskiej Konferencji Farmaceutycznej, której jednym ze sponsorów był wspomniany producent, a roll-up z reklamą preparatu miałem cały czas w zasięgu wzroku…

Dziś temat ten poruszony został w Gazecie Prawnej, a o sytuację polegającą na wprowadzaniu czytelników w błąd co do kategorii preparatu, zapytano jego producenta. Katarzyna Piórkowska, dyrektor rejestracji w Unipharm Holdings sp. z o.o., w pierwszej kolejności zastrzegła, że to nie producent był autorem informacji ukazujących się w mediach, lecz były to wyłącznie opinie autorów informacji prasowych. Z kolei jak wyjaśnia na łamach Gazety Prawnej dr Daria Wierzbińska, radca prawny w kancelarii KRK Kieszkowska Rutkowska Kolasiński, gdy w mediach pojawiają się komunikaty, że dany suplement diety ma właściwości lecznicze bądź stanowiące wprost, że dany produkt jest lekiem, a reklama nie jest prowadzona na zlecenie producenta – w takiej sytuacji producent nie ma obowiązku prostować takich informacji, rozpowszechnianych niezależnie od niego przez osoby trzecie.

Sytuacja jest kuriozalna. Producent preparatu jest ewidentnym beneficjentem komunikatów prasowych dotyczących jego produktu, które wprowadzają odbiorców w błąd. Jednocześnie nie czuje się za nie odpowiedzialny.

Firma twierdzi, że to nie ona jest autorem tych komunikatów. Każe więc nam wierzyć, że Polska Agencja Prasowa podjęła temat zupełnie spontanicznie, akurat kilka tygodni przed wejściem produktu na rynek. Jednocześnie producent mając świadomość fałszywych komunikatów, które pojawiają się w przestrzeni medialnej na temat preparatu, nie robi nic by je sprostować… Na myśl przychodzą mi od razu decyzje Wojewódzkich Inspektorów Farmaceutycznych w sprawie reklamy aptek. W trakcie postępowań właściciele aptek również nie przyznają się do zamieszczania w lokalnej prasie artykułów sponsorowanych reklamujących ich placówki, a mimo to WIF-y nie mają problemu z nakładaniem na nich kar (czytaj więcej: Kara 25 000 zł za ulotki apteki w przychodni).

Gazeta Prawna słusznie wskazuje, że producent suplementu diety prowadzi dość nietypową kampanię promocyjną wspomnianego artykułu spożywczego. Zamiast używać wobec niego nazwy „suplement diety” określa go mianem „nutraceutyku”. Problem polega na tym, że coś takiego nie istnieje!

– Gdy dany środek spożywczy spełnia warunki określone w art. 3 ust. 3 pkt 39 u.b.ż.ż., wówczas należy go zakwalifikować jako suplement diety. Stosowanie pojęcia „nutraceutyk” może stanowić zabieg marketingowy, mający przyciągnąć uwagę konsumentów do produktu – mówi dr Wierzbińska w DGP, podkreślając, że takiego pojęcia nie ma w polskim prawie.

Producent suplementu diety przyznaje, że pojęcie nutraceutyk nie było dotychczas znane odbiorcom w Polsce, ale jest używane w nauce i określa status funkcjonalny niektórych składników pożywienia. Według Unipharm Holdings propagowanie wiedzy na temat nutraceutyków jest zasadne, ponieważ informuje konsumentów o preparatach i substancjach o sprawdzonym, korzystnym wpływie na zdrowie.

Oczywiście każdy farmaceuta wyśmieje taką argumentację. Żaden pacjent, lekarz czy aptekarz nie ma prawa ani pewności, by uważać, że „nutraceutyk” to coś więcej niż „suplement diety”. Już samo sugerowanie tego, powinno być uznawane, za wprowadzanie w błąd. Nie muszą one spełniać żadnych dodatkowych wytycznych, ani przechodzić dodatkowych badań niż zwykłe suplementy diety. Nie pełnią też innej funkcji niż tylko spożywcza… Zresztą idealną analogię stanowią tutaj „dermokosmetyki”, które sprzedawane są w aptekach jako „lepsze” kosmetyki apteczne. Oczywiście w polskim prawie nie ma ani słowa o „dermokosmetykach”, więc nieuprawnione jest twierdzenie, że spełniają one wyższe lub bardziej restrykcyjne normy niż zwykłe kosmetyki.

Farmaceuci, z którymi miałem okazję na ten temat rozmawiać, przypominają, że to nie pierwszy raz, kiedy wspomniany producent, promując swoje preparaty, przekracza pewne granice etyki i logiki. Jeszcze kilka miesięcy temu w aptekach można było kupić „lewoskrętną” witaminę C firmy Unipharm. Nie muszę chyba przypominać, że coś takiego po prostu nie istnieje, a każda witamina C jest prawoskrętna. Po fali publikacji na ten temat – obnażających głupotę „lewoskrętności” witaminy C – producent zmienił opis na pudełku swojego preparatu. Teraz w aptekach dostępna jest „lewostronna” witamina C firmy Unipharm.

Wróćmy jednak to tematu propozycji GIS, dotyczących zmian na rynku suplementów diety (czytaj więcej: 20 mln kary za reklamę suplementu diety sprzeczną z prawem?) – zastanawiam się, czy podobna sytuacja byłaby możliwa, gdyby obowiązywały proponowane przepisy? Czy możliwość nałożenia kary do 20 mln zł zmieniłaby podejście producenta i skłoniła go do większej dbałości o komunikaty przekazywane przez media na temat jego produktu? Czy nazywałby swój preparat „nutraceutykiem” gdyby 20 proc. jego opakowania musiała stanowić informacja o treści: „Suplement diety jest środkiem spożywczym, którego celem jest uzupełnienie normalnej diety”? Czy odważyłby się nazwać swoją witaminę C „lewoskrętną”? Pozostawiam te pytania bez odpowiedzi…

P.S: Nie jest też prawdą, że w Polsce pojęcie „nutraceutyk” nie jest znane. Doskonale pamiętam, jak kilka lat temu podobną kategorię produktów o nazwie Inneov próbowały wprowadzić do aptek dwie firmy: spożywcza (Nestle) i kosmetyczna (L’oreal).

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Odchudzanie spod lady Odchudzanie spod lady

Wielkimi krokami zbliża się „sezon na odchudzanie”. Za chwilę apteki będą szturmowały kobiety chcące...

Tak nas koszą sieciówki Tak nas koszą sieciówki

Minister Zdrowia w jednym z wywiadów przyznał niedawno, że w Polsce jest za dużo aptek. Jego zdaniem...

5 leków, które zmieniły świat 5 leków, które zmieniły świat

Ludzie od zawsze szukali możliwości poradzenia sobie z trapiącymi ich dolegliwościami. Odkrycie dzia...