Magazyn mgr.farm

RKO na pierwszym stole

24 listopada 2015 10:24

Zwykle praca w aptece jest dość spokojna. Przyjęcie towaru, obsługa pacjenta, sprawdzanie recept, zamówienia, refundacje, raport dobowy… Czasami ciśnienie bardziej wzrasta, gdy zdarzy się rozwiązywanie problemu lekowego, ciekawy przypadek, walka o lek deficytowy w hurtowniach albo źle zapisana recepta. Ale są też sytuacje, gdzie nasze tętno szaleje, leje się adrenalina i działamy instynktownie – gdy przychodzi pacjent w stanie ciężkim.

resuscyt.png

Najczęściej zdarzało się to wieczorami. Pierwszy raz udzielałam pomocy w aptece gdy jeszcze byłam na stażu. Przyszła pacjentka z receptą na leki przeciwpadaczkowe. Niestety nie zdążyła ich zażyć – dostała napadu, który nie wyglądał tak jak klasyczny atak. Na początku straciła przytomność i uderzyła głową o blat, rozcinając skroń. Zwykle w przypadku omdlenia układamy pacjenta w pozycji czterokończynowej (nogi i ręce w górze, żeby zwiększyć dopływ krwi do mózgu), co też uczyniłam. W tej pozycji jednak pojawił się wyciek płynu z jamy ustnej. To były wymioty i gdybym dalej utrzymywała pozycję, to mogłoby się skończyć tragicznie (treść żołądkowa mogłaby się dostać do dróg oddechowych). Ułożyłam pacjentkę w pozycji umożliwiającej wydalenie płynu i czekałam na pogotowie, które przyjechało po 5 minutach. W tym czasie pacjentka dostała pełnego ataku z drgawkami.

Niedługo potem miałam pacjenta w podeszłym wieku, który przyszedł do apteki jak zwykle na pogaduchy i w trakcie rozmowy poczuł się źle. Ponieważ zauważyłam, że coś wyraźnie go boli, poprosiłam żeby usiadł i powiedział o co chodzi. Siadając zachwiał się i upadł. Stracił przytomność. Po szybkiej ocenie oddechu i tętna, a właściwie jego braku, rozpoczęłam masaż serca a koleżanka zadzwoniła po karetkę. Na szczęście wyszedł z tego bez szwanku.

Innym razem tuż przed zamknięciem apteki przyszedł do mnie rosły mężczyzna. Trzymał się za rękę, która była owinięta w ręcznik i worek foliowy od łokcia do dłoni. Prosił o plaster w sprayu. Ta ręka owinięta ręcznikiem mnie zaintrygowała i zapytałam co się stało. Pacjent więc powiedział, że pracując w kuchni w restauracji uciął się maszyną do krojenia mięsa, i że jest trochę krwi – „Pokażę Pani” – powiedział i jednym ruchem zdjął swój prowizoryczny opatrunek. Na szczęście stał w takim miejscu, że gdy już krew chlusnęła z tętnicy to trafiła głównie na zafoliowany plakat, omijając mnie i innych pacjentów czekających w kolejce. Sytuacja była poważna, bo choć rana na pierwszy rzut oka nie była głęboka, to odcięty był spory płat skóry po wewnętrznej stronie nadgarstka i przecięte naczynia krwionośne. Palce dłoni były sino-białe a pacjent przyznał się, że nie czuje ich zbyt dobrze. Założyłam opatrunek uciskowy, który zatamował największe krwawienie i poleciłam jak najszybciej jechać do szpitala. Pacjent pojechał z kolegą, stracił przytomność w drodze, ale dzięki bardzo dobrej reakcji na SORze obyło się bez poważniejszych komplikacji.

To trzy sytuacje, które zapamiętałam najbardziej, pewnie dlatego, że były dość wcześnie w mojej karierze. Teraz, z perspektywy czasu umiem o tym opowiadać z dystansem i czasami nawet z humorem. Ale wtedy nie było mi do śmiechu. Za każdym razem działałam zupełnie automatycznie, dzięki wiedzy i szkoleniu, które odbyłam na studiach, gdzie nauczono mnie specyficznego myślenia w takich wypadkach, ale potem, w domu, przychodziły emocje – adrenalina, niepewność, strach czy wszystko zrobiłam dobrze i niepokój związany z tak bliskim otarciem się o czyjeś nieszczęście.

Nie sądziłam, że sytuacje, w których jest bezpośrednie zagrożenie życia zdarzają w aptece. Zawsze przecież jak coś się przytrafia, to w domu, na spacerze, w autobusie – w „innym miejscu”, ale nie tam, gdzie akurat jesteśmy. Niestety, takie wypadki po prostu czasami zdarzają się tuż obok nas i powinniśmy być gotowi, żeby sobie z nimi poradzić. Zwłaszcza, że część osób zasięgnie najpierw porady farmaceuty, choć wydawałoby się oczywiste, że gdy ktoś naprawdę źle się czuje to pierwsze o czym pomyśli to telefon na pogotowie, a nie spacer do apteki.

Pacjenci często mają wątpliwości, czy ich stan jest na tyle poważny, żeby fatygować się do szpitala (zwłaszcza, jeśli nigdy wcześniej tam nie byli), czy zawracać głowę lekarzowi oraz, jeśli już ich przyjmie, czy nie odeśle z kwitkiem. I boją się szpitala, a raczej tego, że nie będą umieli się odpowiednio zachować. Przez to odwlekają telefon na pogotowie albo wyjazd tak bardzo, że często na skuteczną interwencję jest już za późno. Dlatego w aptece sytuacje z zagrożeniem życia zdarzają się potencjalnie częściej. Pacjenci czują się lepiej, gdy ktoś inny, ktoś może lepiej znający się na rzeczy i dostępny „od ręki” podejmie za nich decyzję. W ten sposób miałam już przypadki między innymi z poparzeniami trzeciego stopnia, wstrząsem anafilaktycznym, ciałem obcym w jamie ustnej, złamaniem otwartym, udarem cieplnym i wstrząsem mózgu, a ludzie, którzy przychodzili do mojej apteki z takimi problemami, zachowywali się czasem tak jakby to było kolejne przeziębienie. Trzy razy wykonywałam pełną resuscytację krążeniowo-oddechową. Nadal, gdy myślę o tym czuję zimny dreszcz na plecach.

Nie spodziewałam się zaczynając pracę, że przyjdzie mi ratować ludzi i na początku każde takie zdarzenie bardzo mocno przeżywałam. Z czasem chyba się oswoiłam, a teraz nawet nie bywam zaskoczona. Od tamtego wieczoru, kiedy zakładałam opatrunek uciskowy na ociekającą krwią ranę, a inni pacjenci patrzyli na mnie z wyrazem przerażenia na twarzach, staram się zwracać im uwagę na to czym są stany zagrażające życiu, jak je rozpoznać i co należy wtedy robić. Może naiwnie, ale liczę na to, że zastanowią się na chwilę, będą zażywać leki regularnie, zakładać czapki, pić wodę i bardziej na siebie uważać. A jeśli już zdarzy się stan ciężki – będą wiedzieli co robić i gdzie się udać a ja nie będę musiała już więcej nikogo resuscytować na pierwszym stole.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga.

Egipcjanie znali i stosowali przynajmniej jedną trzecią wszystkich leków zawartych we współczesnych ...

Sprawa fartucha Sprawa fartucha

Jakiś czas temu czytałem o tzw. „aferze fartuchowej”. Pewien dziennikarz wytknął wiceprezesowi Nacze...

Liczcie trupy, może nam zaufają Liczcie trupy, może nam zaufają

500 milionów tabletek sprzedanych w sklepach! Liczba ogromna. Równie wielki komunikacyjnie błąd. To ...