Dobiegający końca rok 2019 przyniósł środowisku farmaceutycznego mnogość dynamicznych zmian, sporo niepokojów, szczyptę nadziei i przedsmak zmian, które aptekarzy czekają za progiem nowego roku. Jednak generalizując pewien trend, nadal jedna kwestia pozostaje niezmienna – w środowisku medycznym brak jest solidarności, w środowisku farmaceutycznym brak poczucia jedności. Może czas na rozejm?
Rozejm bożonarodzeniowy
Pozostając w klimacie Bożego Narodzenia warto na chwilę udać się w myślach do wydarzeń sprzed ponad wieku, kiedy to doszło do prawdziwego Christmas truce lub Weihnachtsfrieden – momentu, który być może powinien stać się i stanie się dla nad inspiracją do zawarcia pewnych paktów przymierza, nawet jeśli pole bitwy z czasem znów się zapełni.
Mowa więc o wydarzeniach, do jakich doszło na froncie zachodnim w czasie I wojny światowej w dniach Bożego Narodzenia 1914 w okolicach Ypres, między bratającymi się oddziałami alianckimi i niemieckimi. Do pierwszych prób bratania się oddziałów doszło w noc wigilijną między oddziałami niemieckimi oraz walijskimi fizylierami z inicjatywy tych pierwszych – żołnierze niemieccy dekorowali swoje okopy lampkami i ozdobami bożonarodzeniowymi, rozpoczęło się wspólne śpiewanie kolęd i wykrzykiwanie życzeń. Obie strony zgodziły się na zebranie i pogrzebanie zabitych leżących na ziemi niczyjej – szkocka jednostka 6th Gordon Highlanders pogrzebała zwłoki zebranych towarzyszy we wspólnym grobie z Niemcami. Do pierwszego kontaktu oficerów doszło między kapitanem Stockwellem ze strony fizylierów walijskich oraz jednym z dowódców niemieckich – uzgodniono wówczas rozejm do godziny 8:30 drugiego dnia świąt. Oficerowie wymienili się symbolicznymi podarkami, Niemcy sprezentowali Brytyjczykom beczkę piwa, a kapitan Stockwell odwdzięczył się śliwkowym puddingiem. Ustalono że żołnierze obu stron mieli pozostać w okopach, to ustalenie pozostało jednak martwe. Do godziny 12 blisko połowa brytyjskiego frontu spontanicznie zawarła rozejm z niemieckimi oddziałami na swoich odcinkach.
Wieści o rozejmie dotarły do dowództwa brytyjskiego ze sporym opóźnieniem także ze względu na odległość, sztab mieścił się ponad 40km od frontu. Drugiego dnia świąt wyżsi oficerowie z obu stron próbowali doprowadzić do zakończenia rozejmu. Mimo że rozejm oficjalnie skończył się o 8:30, przez cały dzień nie podjęto walki. W niektórych miejscach rozejm trwał dłużej przeciągając się do 31 grudnia i Nowego Roku, Szkoci utrzymali rozejm aż do 3 stycznia.
Rozejm w polskich realiach
Ktoś mógłby zapytać, dlaczego przytaczam w tym kontekście zapomnianą historię niemieckiego i brytyjskiego wojska z początków ubiegłego stulecia – odpowiedź jest dość prosta, odczytuję ją jako alegorię do sytuacji polskich farmaceutów. W okopach po drugiej stronie pola bitwy raz po raz znajduje się środowisko lekarskie, podnoszące swój głos sprzeciwu wobec projektów poszerzenia kompetencji farmaceuty w aptece ogólnodostępnej, dość często jednak stajemy między sobą do walki wręcz, niczym w wojnie domowej. Musimy chyba otwarcie przyznać, że mamy w pamięci sytuację, w której farmaceuci aptek prywatnych nie szli ramię w ramię z aptekarzami z sieciówek, pracownicy jednostek szpitalnych nie stawali do walki o obronę postulatów kolegów z placówek na co dzień mierzących się z wyzwaniami dotyczącymi kontaktu z pacjentem, a środowisko hurtowników czy farmaceutów pracujących w przemyśle tworzyło zupełnie inny front do koleżanek i kolegów aptekarzy.
Dlaczego, mówiąc nadal żołnierskim żargonem, tak często sami strzelamy sobie w stopę? Dlaczego nie umiemy pokusić się o większą solidarność w grupie? Odwołując się choćby do środowiska, które zostało już wymienione jako nie zawsze przychylne farmaceutom, dlaczego nie uczymy się solidarności od lekarzy? To społeczność, która stoi za sobą murem, nieważne czy sytuacja dotyczy szpitalników, lekarzy w przychodniach czy prywatnych placówkach medycznych.
Może czas odłożyć na bok niepotrzebną dumę i pokusić się o rozejm? Mówią, że razem można więcej, więc czemu by nie spróbować po dobroci?










