Magazyn mgr.farm

Run Andrzej, Run!

16 maja 2017 11:48

Wielu oburzonych kolegów, liberałów gospodarczych i ultrasów wolnego rynku zadaje mi pytanie. Jak konserwatywny liberał, korwinista i magister farmacji Krzysztof Soboń może popierać taką ustawę jak „apteka dla farmaceuty”. Wielu zarzuca mi niekonsekwencję. Promujesz darwinistyczny kapitalizm, a na własnym podwórku chcesz gospodarki sterowanej rodem z głębokiego PRL-u.

Apteka dla farmaceuty jest tylko preludium do uzdrowienia branży.

Hola, hola moje wolnorynkowe misiaczki, jako magister farmacji, posiadający w żyłach domieszkę krwi żydowskiej uwielbiam ten zapach zgniłego kapitalizmu. Walki rynkowej o pacjenta się nie boję, a wręcz jej pożądam. Konkurencja jest moim motorem do działania, bo osobiście bez adrenaliny nie potrafię się skupić i pracować.

Kiedy jednak stajesz do walki z firmą, która generuje kapitał z eksportu leków, karuzel rabatowych przy wykorzystaniu odwróconego łańcucha dystrybucji oraz fałszuje obsady w aptekach, często mając jedynie wirtualnych kierowników, dzięki czemu może działać przez kilka lat poniżej kosztów aby wyczyścić przedpole z małych przedsiębiorców, załącza się we mnie wewnętrzny sprzeciw.

Mam jednak pełną świadomość, że dzisiejszy stan rzeczy jest również wynikiem braku zapobiegliwości farmaceutów na przełomie wieków, aczkolwiek zadaję sobie ciągle retoryczne pytanie. Czy farmaceuci lat dziewięćdziesiątych mieli możliwość akumulacji wystarczającej ilości kapitału aby stoczyć wyrównaną walkę? Im dłużej pracuję w tym biznesie, tym większe mam przekonanie, że po roku 1989 farmaceuci nie mieli szans. Tak ten system po okrągłym stole został stworzony, że bogata, aptekarska klasa średnia nie miała powstać. Potwierdzili to doradcy podatkowi ze Spółki Doradztwa Podatkowego Dziesięcina, podczas 1 Forum Ekonomicznego Aptekarzy w 2001 roku, gdzie podano, iż 60% aptek było zadłużonych, a około 30% znajdowało się na skraju bankructwa. 10 lat po prywatyzacji, rzekomych kur znoszących złote jajka, jak to starano się opisywać w ówczesnych artykułach polemizujących z „apteką dla farmaceuty”, a na początku XXI wieku połowa rynku ledwo wychodziła na plus.

W 2001 roku uchwalone Prawo Farmaceutyczne było jeszcze ostrzejsze, gdyż przewidywało jedną aptekę na jednego farmaceutę. Ostatecznie po wygranych przez SLD wyborach, usunięto te zapisy, ale co ciekawe, we wspomnianych już artykułach z przełomu wieków, a odnoszących się krytycznie do „apteki dla farmaceuty”, jako jeden z kontrargumentów wspominano potrzebę dojścia do 10 tysięcy aptek (było ich wówczas 8,5 tysiąca). Dzisiaj mamy ich 15 tysięcy. Co to się stało? Czy Polacy rodzą się coraz bardziej chorzy, że muszą mieć aptekę na każdym rogu i dodatkowo niemały stojaczek z lekami w każdym sklepie?

Ustawa o działalności gospodarczej zwana „Ustawą Wilczka” z 1988 roku, którą to w kontekście procedowanej ustawy „apteka dla farmaceuty” przywoływali wolnorynkowcy, a którą można podsumować zdaniem – co nie jest zabronione jest dozwolone, wprowadzała w artykule 11, 11 przypadków koncesjonowania (dzisiaj mamy kilkaset różnego rodzaju ograniczeń!). Cechą wspólną tych wykluczeń był strategiczny charakter i potencjalna możliwość sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego. Dlatego wśród tych 11 dziedzin, 2 punkty dotyczyły farmacji tj. wytwarzania i obrotu lekarstwami. Co takiego zatem jest w tej farmacji, że wymaga ciągłego trzymania ręki na pulsie? Wbrew pozorom bardzo trudno wytłumaczyć osobom, nie będącym farmaceutami, zawiłości i detale dystrybucji leków, niuanse decydujące o zdrowiu i życiu pacjenta, o których wiedział Mieczysław Wilczek, a które dzisiejsi wolnorynkowi ignoranci przyrównują do handlu jogurtem.
Gdy z ust farmaceutów pada słowo bezpieczeństwo, bardzo wiele osób podśmiechuje się. Mówią wówczas, ale o co tobie Krzysiu chodzi. Przecież apteka prawie nic produkuje, jedynie od czasu do czasu przygotujesz jakąś maść, a tak poza tym masz odczytać i zrealizować prawidłowo receptę, wydając leki gotowe, które są przebadane, dopuszczone do obrotu i bezpieczne.

No właśnie… Powszechny chaos w obrocie lekami stwarza nieopisane możliwości wprowadzenia do obrotu leków podrobionych, czy przeprowadzenia ataku terrorystycznego. Wiele osób często bagatelizując problem odwróconego łańcucha dystrybucji zapomina, że proceder ten ma drugie dno, jest to zagrożenie sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego. Fikcja? Skądże, proszę zapoznać się z historią amerykańskiego Tylenolu opisaną niedawno na portalu mgr.farm (czytaj więcej: (Nie)śmiertelny Tylenol). Również nasze polskie podwórko co jakiś czas nawiedzają podobne historie, jak w przypadku Corhydronu, czy niedawno Atramu. Nie skończyły się one dramatycznie, ale w farmacji linia pomiędzy śmiercią, a życiem jest cienka.

Podrabia się dzisiaj wszystko, również tak prozaiczne produkty jak ketchup, dlatego krążenie palet towaru pomiędzy hurtownią, apteką, potem znów hurtownią, zaliczając po drodze jakieś szemrane magazyny, czy transport pod plandeką, stwarza idealne warunki dla wprowadzenia do obiegu towaru podrobionego. Nie ma większego problemu, aby towar przerzucany z tira do tira, na leśnym parkingu podmienić lub rozmnożyć o bliźniaczo podobne produkty, zmieszane w betoniarce. Jak łatwo wprowadzić podróbki do systemu opowiedział mi kiedyś inspektor farmaceutyczny. Pewna europejska firma postanowiła wprowadzić hologram na opakowaniu leku. Wielkie było zdziwienie gdy okazało się, że opakowania z hologramem pojawiły się na rynku, zanim zdążył wprowadzić je producent.

W dzisiejszym, codziennym galopie, pacjent przefruwając niczym wiatr przez aptekę chce mieć pewność, że otrzymał towar jakościowo zgodny z opisem i właściwie przechowywany. Również farmaceuta kupując towar, chce mieć pewność, że jedyną rzeczą jaką musi sprawdzić to zgodność z fakturą ilości, daty ważności i serii produktu. Bazując zatem na produktach gotowych, oczekujemy spełnienia norm od syntezy substancji do ust pacjenta. Dlatego farmacja jest branżą najwrażliwszą na wszelkiego rodzaju zagrożenia, mogące skutkować sprowadzeniem niebezpieczeństwa powszechnego. Bardziej niż produkty spożywcze, gdzie idzie jeszcze zauważyć pleśń, nie taki kolor, czy inny zapach, w przypadku leków człowiek dostaje małą, białą tabletkę. Tabletkę wyglądającą jak zawsze, a mogącą zabić. Pacjent wchodząc do apteki nie chce zastanawiać się nad bezpieczeństwem stosowania danego produktu, za to ma odpowiadać sprawnie funkcjonujący system.
Zatem, wolna amerykanka mająca miejsce w patologicznym obrocie lekami w mechanizmach odwróconego łańcucha dystrybucji to istne „eldorado” dla wprowadzenia w obieg wszelkiego rodzaju podróbek. Tak dużo mówi się o zagrożeniu terrorystycznym, a jest to przecież prosta droga, aby zaatakować niewinnych ludzi podrobionym, trującym lekiem.
Dla farmaceuty są to sprawy oczywiste. Jednak istnieje problem ze zrozumieniem i egzekucją wspomnianych przepisów. Problem ten, jak wiele w Polsce wynika z łatwości uniknięcia odpowiedzialności karnej pomimo praktycznie niezbitych dowodów. Bezosobowy właściciel w postaci spółki z ograniczoną odpowiedzialnością jest praktycznie nie do ukarania. Odebrana koncesja? Nie ma problemu. Nasi prawnicy już rejestrują kilka nowych spółek do przodu, których właścicielem jest zawsze ten sam Pan Kowalski.

Właśnie dlatego potrzeba, by właścicielem apteki był farmaceuta, nie dlatego, że magister farmacji zagwarantuje super jakość i uczciwość, tylko po to aby schodząc na złą stronę mocy, miał świadomość, że ryzykuje wszystko. Ustawa apteka dla farmaceuty, nie jest lekarstwem na wszystkie dzisiejsze bolączki, na tysiące błędów i zaniechań, z których po 25 latach usypała się gigantyczna góra śmieci. Apteka dla farmaceuty jest tylko preludium do uzdrowienia branży. Wstępem, bez którego procedowanie kolejnych zmian jest pozbawione sensu.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Sprawa fartucha Sprawa fartucha

Jakiś czas temu czytałem o tzw. „aferze fartuchowej”. Pewien dziennikarz wytknął wiceprezesowi Nacze...

Potrzeba świeżości! – wywiad z mgrem farm. Michałem Byliniakiem Potrzeba świeżości! – wywiad z mgrem farm. Michałem Byliniakiem

Pół roku temu w drugim numerze magazynu MGR.FARM rozmawialiśmy o nadchodzących wyborach samorządowyc...

Wstyd mi za Was! Wstyd mi za Was!

Kiedy czytam w internecie komentarze farmaceutów na temat techników farmaceutycznych, to jest mi cza...