REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
czw. 26 listopada 2015, 08:23

Samorząd młodnieje, beton twardnieje

Rozbawiły mnie ostatnie publikacje w prasie branżowej o młodniejącym samorządzie aptekarskim. W ten sposób mogą to tylko widzieć osoby, które nie znają tego środowiska. Prawda jest bowiem taka, że młodzież pojawiająca się w strukturach izb, jedynie utwardza rządzący tam beton.

Owszem – młodych ludzi w samorządzie przybywa. Tylko trzeba się lepiej przyjrzeć kim jest ta młodzież. A są to niestety głównie dzieci i wnuki farmaceutów obecnych w strukturach Izb od ponad 20 lat. Kolejne pokolenia aptekarskich rodzin, które niejednokrotnie zarządzają sieciami aptecznymi. Ci młodzi niestety nic do samorządu nie wnoszą. Z szacunku lub strachu przed swoimi rodzicami, wypełniają powierzone im funkcje i robią wszystko by piąć się do góry po samorządowej drabinie. Beton jeszcze bardziej twardnieje.

REKLAMA

Taka jest niestety smutna prawda. Samorząd należy do właścicieli aptek. Szeregowych farmaceutów, czy nawet kierowników, jest w nim jak na lekarstwo. Miałem okazję pracować w swojej karierze w kilku izbach aptekarskich i wszędzie obserwowałem to samo. Powiązania towarzyskie, biznesowe i rodzinne ostatecznie zawsze decydują o składach rad, sądów i innych organów samorządu. Kto przyprowadzi najwięcej „swoich” ten rozdaje karty. A Ci „swoi” to rodzina i podlegli pracownicy, którzy przed wejściem na wybory dostają wytyczne na kogo głosować, a kogo wyeliminować. A eliminowani są Ci młodzi, na których nie ma haka. Ambitni i nie należący do tej „kasty” zawodowej. Eliminuje się ich, bo są nieprzewidywalni i nie da się ich kontrolować. Tłamsi się w nich ambicję zanim zdołają zgromadzić wokół siebie grupę równie młodych i ambitnych, która mogła by zagrozić dominacji samorządowej dynastii.

Zanim ktokolwiek zacznie mówić i pisać o odmładzaniu samorządu aptekarskiego, niech lepiej przyjrzy się nazwiskom i rodzinnym koneksjom naszych reprezentantów w Izbach. Wtedy zobaczy matkę w radzie i syna w sądzie. Ojca rzecznika i córkę delegatkę na KZA. Całą rodzinę, broniącą swoich interesów i lokalnej sieci aptecznej.

REKLAMA
REKLAMA

W środowisku coraz więcej mówi się o tym, że za brakiem reguły „apteka dla aptekarza” stoją sami farmaceuci. Nasi samorządowcy sprzed kilkunastu lat, którzy bali się, że ich dzieci nie skończą farmacji. Kto by wtedy przejął rodzinny interes? Trzeba było więc stworzyć mniej inteligentnym potomkom możliwość posiadania aptek i pozwolono zakładać je wszystkim. To był przysłowiowy „strzał w kolano”.

Niestety w niektórych izbach samorząd wygląda jak… monarchia. Raz na cztery lata apteczne klany zbierają się by wybrać spośród siebie króla lub królową. Oczywiście faktyczny wybór następuje jeszcze przed zebraniem delegatów. Tam jedynie przypieczętowuje się wcześniejsze rozgrywki. Delegaci (na ogół pracownicy / poddani dynastii) głosują tak jak się im powie. Nieliczni „niezależni” mają kreować wrażenie demokratyczności tych wyborów. Mogą się burzyć, pytać i zyskiwać poklask – ale do samorządu nie wejdą. Muszą za to potem konkurować z aptekami sieciowymi członków Rady, którzy bezpardonowo łamią zakaz reklamy i czują się nietykalni. Jak to działa można przekonać się na przykładzie byłego prezesa WOIA – oskarżonego i skazanego za korupcję. Czy słyszeliście, żeby zajął się jego sprawą jakiś rzecznik odpowiedzialności zawodowej? Czy samorząd odniósł się do tej sprawy? A może próbuje wszystko zamieść pod dywan? Pomyślcie o tym…

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA