Magazyn mgr.farm

Serwitor, uczony, sprzedawca

26 kwietnia 2017 09:29

Nie da się rozmawiać o przyszłości zawodu farmaceuty bez znajomości jego pochodzenia i świadomości jego znaczenia. Spojrzenie w przeszłość polskiego aptekarstwa poddaje w wątpliwość kierunek w którym podążamy…

Bydgoscy radni przekazali milion złotych na zakup zbiorów Muzeum Farmacji.

W pewnym momencie swojej drogi zawodowej każdy farmaceuta zadaje sobie pytanie o historię zawodu, który przyszło mu wykonywać. Napotkany przypadkiem zeszyt z pożółkłymi kartkami pełnymi wykaligrafowanych recept, nadtłuczone szkło recepturowe z misterną etykietą czy krótka historia o dawnych farmaceutach na stronach czytanej właśnie książki – to wszystko budzi nieokreśloną tęsknotę i ciekawość tego, co odeszło razem ze starymi kalendarzami. Jak pracowano w odległych czasach, gdy apteki wypełniał ciężki zapach produkowanych właśnie mikstur, kim był farmaceuta na tle lokalnej społeczności? Do tego wszystkiego warto sięgnąć, gdy po raz kolejny dogoni nas tęsknota za starą apteką.

Początki aptekarstwa na Ziemi Polskiej

Początków farmacji upatruje się w klasztorach i ośrodkach handlu położonych na szlakach handlowych, gdzie z upodobaniem sprzedawano zioła lecznicze. Niemal co dzień pojawiały się w takich miejscach sklepy korzenne oferujące ludności środki lecznicze. Kupcy i rzemieślnicy przybywający z Zachodu Europy wnosili nowe elementy do życia materialnego i duchowego, a sprzedawane mikstury zyskiwały lecznicze właściwości już za sprawą swojego tajemniczego pochodzenia. Akta, które doczekały naszych czasów wskazują, że pierwsze regulacje w zakresie sprzedaży leków datuje się na lata 1248 – 1300.

Osobną kartą w dziejach farmacji polskiej są aptekarze królewscy. Do ich obowiązków należało zaopatrzenie dworu w leki oraz towarzyszenie królowi i wojsku w wyprawach wojennych. Aptekarze ci posiadali tytuł serwitorów – służebników dworu królewskiego – i jako tacy byli pod bezpośrednią władzą, nadzorem i opieką marszałków dworu. Poza stałą pensją otrzymywali oni także strawę oraz sukno na ubranie, a w razie wyjazdu 1 lub 2 wozy z końmi. Mieli nie tylko obowiązek jeździć z dworem, lecz również prawo otwierania aptek na obszarze całej Rzeczypospolitej. Byli przeważnie ludźmi bardzo zamożnymi – prawdopodobnie stąd wzięła się w Polsce opinia, że aptekarstwo jest zawodem bardzo zyskownym.

Apteki mieszczańskie

Ci, którym nie poszczęściło się na drodze kariery zostawali zwykłymi aptekarzami świadczącymi usługi dla ogółu mieszczaństwa. Ich szkolenie odbywało się w aptekach. Kandydat przechodził przez stopnie ucznia (tiro), towarzysza (socius) i majstra (magister), zatwierdzane przez cechy lub rady miejskie. W egzemplarzu „Compendium Pharmacopoeae Joannis Placotomi ed. Lugduni 1561” można przeczytać, że:

„Dom aptekarza niech stoi w rynku lub przy jakiejś ludnej ulicy głównego miasta w okolicy. Front domu ma być zwrócony na wschód, inną zaś ścianą ma być zwrócony na północ. (…) Brama niech będzie w murze po stronie zachodniej. Po lewej stronie wejścia niech będzie materialnie dość duża, czworokątna, o jasnych wielkich oknach, niezbyt jednak wysoka, aby można było czytać napisy na umieszczonych wyżej naczyniach.
Nie mniej niż odpowiedniego domu aptekarz potrzebuje ogrodu, i to z wielu przyczyn. Po pierwsze, aby miał w pogotowiu świeże rośliny, których soku w danej chwili trzeba; dalej, aby rosły w tym ogrodzie rzadsze gatunki roślin; po trzecie- dla wytchnienia i odpoczynku umysłu, aby zarówno on sam, jak i jego pomocnicy mogli przechadzać się po ogrodzie i tam wypoczywać, oglądając rośliny.

Aptekarz niech będzie nade wszystko przywiązany do swej sztuki i niech niczego bardziej nie pożąda, niż tego co jest. Ci bowiem, którzy się nauczyli czegoś – jak to się zwykle mówi – wbrew woli Minerwy, nieszczęśliwie się nauczyli i ciągle do innych rzeczy wzdychają, a ze swego losu nigdy nie są zadowoleni. Dalej niech będzie biegły w tych umiejętnościach i językach, które wyżej wymieniłem, a przede wszystkim niech się ćwiczy ciągle w poznawaniu nowych surowców i niech przestaje chętnie z ludźmi uczonymi. Po trzecie winien być obdarzony szlachetnym sumieniem, aby w swoim zawodzie nie czynił niedbale lub nierozważnie czegoś takiego, czym by mógł Boga obrazić lub ludziom zaszkodzić. Jeśli nie ma pewności, niech raczej zapyta, niżby miał błąd popełnić albo troski swemu sumieniu przyczynić.”
[img]http://mgr.farm//sites/default/files/mgr_1.png[/img]Ciemne lata Oświecenia

W drugiej połowie siedemnastego i na początku osiemnastego wieku ciągłe wojny i najazdy tak wyniszczyły kraj, że cała Rzeczpospolita zaczęła się chylić ku upadkowi. Kryzys nie ominął także aptekarstwa. Podczas, gdy wiek Oświecenia był złotym wiekiem dla europejskiej farmacji, w Polsce właściwie nie kształcono lekarzy ani farmaceutów. Faktyczny brak uczelni lekarsko-farmaceutycznych powodował konieczność sprowadzania osób parających się tymi zawodami z zagranicy. Tam, gdzie brakowało również farmaceutów i medyków napływowych, posiłkowano się cyrulikami. Siłą rzeczy aptekarstwo, nie mając oparcia w wyższych uczelniach, również podupadło pozostając na poziomie rzemiosła. Farmaceuci w Polsce nie brali wówczas udziału w rozwoju nauk przyrodniczych. Doszło nawet do tego, że pisano o zawodzie tak:

„Farmacja nie uważa się w Polsce za powołanie, do którego jest potrzebne głębokie, gruntowne wyższe naukowe usposobienie oprócz wprawy mechanicznej i powierzchownej znajomości ziół i produktów rozmaitych. Nie było żadnego zakładu, gdzie by się tę naukę czerpało, nie było magistratury, która by o usposobieniu sądziła” Narodziny farmacji naukowej

Sytuacja zmieniła się dopiero w roku 1773, kiedy Komisja Edukacyjna i wprowadzone przez nią uchwały dotyczące wykształcenia farmaceutów, zapoczątkowały w Polsce wyższe studia farmaceutyczne. Aptekarstwo wkroczyło na uniwersytety. Collegium Physicum zajmujące się między innymi farmacją wchodziło w skład Głównej Szkoły Koronnej. W swoim programie Komisja Edukacyjna wyraźnie zaznaczyła, że nauki aptekarskie mają być wykładane w szerokim zakresie i że szkoła ta ma być równorzędna ze szkołą lekarską. W 1783 roku Komisja powierzyła tę Katedrę Janowi Szasterowi, którego można uważać za ojca naukowej farmacji w Polsce. Jak popularną osobistością był Szaster w Krakowie, może świadczyć wierszyk o nim, który krążył staromiejskimi uliczkami:

„Tu mieszka Szaster

Na wszystko ma plaster

Kto ten dom ominie

O trzy kroki zginie!”.

Profesor nie pozwolił też zginąć polskiej farmacji. Z braku pomieszczeń wykłady, ćwiczenia i demonstracje prowadził z poświęceniem w laboratorium własnej apteki, przy której powstał pierwszy w Polsce „gabinet farmaceutyczny” – zbiór preparatów pokazowych. „Apteka pod Słońcem” znajdująca się na krakowskim rynku mogła od tego czasu być nazywana kolebką naukowej farmacji polskiej.

Prawną regulację zawodu farmaceuty można wówczas znaleźć w statucie Collegium Physicum:

„Aptekarze rządom Collegium Physicum zupełnie są poddani. Żadnemu z młodzi stan aptekarski objąć chcącemu (we wszystkich miastach po całym kraju) nie będzie wolno aptek otworzyć, tylko po uczynionym egzaminie, do egzaminu zaś tego nie pierwej kandydaci przepuszczani będą, aż nie pokażą zaświadczenia od profesora farmacji, jako pod nim przykładaniem rąk swoich zręcznie i umiejętnie pracowali. Nie będzie wolno przy aptece zostającemu do wykonania recept przystąpić, aż po uczynionym egzaminie u seniora aptekarzów…”
[img]http://mgr.farm//sites/default/files/mgr_1.png[/img]Apteka ustawą stoi

Niedługo potem zostały uregulowane nie tylko sprawy szkolnictwa. W roku 1820 Rada Lekarska opracowała pierwszą Ustawę dla aptek. Według niej zezwolenie na założenie apteki mógł otrzymać farmaceuta po uzyskaniu dyplomu aptekarza bądź magistra farmacji (w Warszawie mógł to zrobić tylko magister farmacji ze względu na „wzrost nauk w mieście stołecznym”). Aptekarze mogli sprowadzać „towary surowe z pierwszej ręki, lecz kupczenie takowymi, jako niezgodne ze stopniem naukowości” było wzbronione. Zalecano aptekarzowi posiadanie na użytek pracujących biblioteki „z najużyteczniejszych książek farmaceutycznych” z dziedziny chemii, fizyki, botaniki, zoologii, mineralogii i innych. Nie wolno było krytykować recept ani dawać ich do przeglądu nawet lekarzom (!). Aptece nie wolno też wydawać na recepty szarlatanów żadnych lekarstw, nawet „łagodnych”. Ostatni zaś artykuł mówił już o przechowywaniu trucizn w oddzielnym pomieszczeniu, wraz z małą wagą i książką kontroli.

Praca farmaceutyczna nie sprowadzała się jednak wówczas tylko do aptek. Z zasłużonych aptekarzy powoływano między innymi funkcję asesora farmaceutycznego, którego działalność wybiegała daleko poza ściany receptury. Asesor bowiem wykonywał analizy środków leczniczych, wydawał lekarzom lub innym organom opinie o wartości nowych leków, wykonywał analizę wód mineralnych, był rzeczoznawcą w dochodzeniu zafałszowań środków żywności, występował także jako członek komisji sądowo-śledczej przy postępowaniu w sprawach otruć z winy personelu. Warto jednak nadmienić, że nie tylko asesor zajmował się sprawami karnymi, „każdy bowiem wykwalifikowany w kraju aptekarz jest uważany za kompetentnego i może być powołany do dochodzeń policyjnych lub sądowo-lekarskich”.

Jak farmacja stała się kobietą

W obliczu przemian społecznych, jakie dokonały się w tym czasie, warto również wspomnieć o niecodziennych przemianach obyczajowych, których nasz kraj był prekursorem. Aptekarstwo, podobnie jak inne zawody zaliczane do powszechnie szanowanych i renomowanych na ówczesnym rynku, było domeną męską. Kobiet nie przyjmowano na uniwersytety europejskie aż do XIX wieku. Tymczasem już w 1824 roku pierwsze farmaceutki zdobyły tytuł magistra farmacji na Uniwersytecie Jagiellońskim. Były to dwie siostry Zakonu Miłosierdzia, zwanego Zakonem Szarytek – a zarazem siostry rodzone – Filipina i Konstancja Studzińskie. Precedens ten uwarunkowany był co prawda wieloletnią tradycją prowadzenia apteki przez zakon i koniecznością prawnego uregulowania tego stanu, ale jednocześnie przetarł on pierwsze ścieżki na szlaku kobiet ku farmacji.

Kolejne przedstawicielki płci pięknej zawitały w progach uniwersytetu dopiero w roku akademickim 1894/1895, kiedy to przyjęto trzy panie: Stanisławę Dowgiałło, Janinę Kosmowską i Jadwigę Sikorską. Jak wszystkie pionierki również one musiały zmagać się z nieufnością, a nieraz i jawną niechęcią środowiska akademickiego. Niestety dzielne panie nie wiedziały jeszcze, jak wiele kobiet pójdzie w przyszłości w ich ślady i jak bardzo sfeminizują one świat farmacji. Wzbogacone tymi faktami na pewno łatwiej znosiłyby trudy nowo odkrywanej drogi.

Na zgliszczach drugiej wojny światowej

Po II wojnie światowej zawód farmaceuty stanął wobec dużych trudności z powodu strasznych zniszczeń wojennych, strat materialnych i personalnych, głównie w zakresie braku fachowców i mistrzów zawodu. Wskutek gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na kadry farmaceutyczne mniej rygorystycznie przestrzegano przepisów dotyczących wymaganej praktyki zawodowej, wyznaczając na stanowisko kierowników aptek magistrów bez praktyki. W obliczu stałego zagrożenia, o jakim trudno było zapomnieć, zaistniał pomysł połączenia funkcji aptek z laboratoriami analitycznymi, by była ona nie tylko miejscem, gdzie można zakupić leki i materiały opatrunkowe, ale również ośrodkiem sanitarnym, składnicą zaopatrzoną w dostateczną tychże ilość, tak by sprostać sytuacjom kryzysowym. Apteka miała być również miejscem szerzenia zasad wiedzy na temat zagrożeń wynikających z użycia gazów bojowych i zasad postępowania w czasie ataku gazowego. Wszystkie te zmiany powstały wychodząc z założenia, że „magister farmacji polskiego uniwersytetu winien mieć pojęcie o wszystkiem”. Jakże niewiele się zmieniło w tej materii do dnia dzisiejszego.
[img]http://mgr.farm//sites/default/files/mgr_1.png[/img]Podstawą zaopatrzenia w leki dla odbiorców indywidualnych były w tamtych czasach apteki prywatne. Po drugiej wojnie światowej apteki prywatne w Polsce funkcjonowały na podstawie ustaw państw zaborczych oraz znowelizowanych aktów prawnych okresu międzywojennego. Były one koncesjonowane na podstawie ustawodawstwa farmaceutycznego z 1844 r.- koncesję na prowadzenie apteki uzyskiwała konkretna osoba, a po jej śmierci możliwe było dziedziczenie koncesji.

Zawód aptekarza miał zazwyczaj charakter pokoleniowy, co sprzyjało doskonaleniu profesjonalnych umiejętności, pielęgnowaniu tradycji i etyki zawodowej oraz stabilnemu wkomponowaniu apteki w lokalne struktury gospodarcze i społeczne. Zawód aptekarza cieszył się zaufaniem i szacunkiem społecznym, a apteki dzięki zasadzie ciągłości funkcjonowały skutecznie i harmonijnie. Drugą podstawową cechą ówczesnych aptek – w odróżnieniu od dzisiejszych – było uniezależnienie od niepewnych dostaw surowców i wyrobów gotowych. Apteki bazowały na produkcji środków własnych w rozbudowanym wyposażeniu laboratoryjnym. Powodowało to konieczność utrzymywania dużego zaplecza technicznego i odpowiednio zgromadzonego zapasu surowców, wymagało posiadania właściwych umiejętności i możliwości logistycznych.

Upaństwowienie

Stan tej idylli nie trwał jednak długo. Na terenie całego kraju urzędy skarbowe doręczały do aptek wezwania do podwyższania zadeklarowanych przez nie obrotów i dochodów oraz dokonywały obliczeń na podatek obrotowy i dochodowy w oparciu o nierealne normy średniej zyskowności – z pominięciem prawidłowo prowadzonych ksiąg aptecznych. Te i inne działania władz państwowych doprowadziły do upadku lub przejęcia wielu mniejszych aptek. Pozbawieni swojego warsztatu pracy właściciele aptek – farmaceuci otrzymywali nakaz pracy w aptece jako pracownicy i zgodnie z ustawodawstwem nie wolno im było porzucić pracy. Z dniem 8 stycznia 1951 r. wszystkie apteki otwarte w Polsce zostały objęte kierownictwem Centrali Aptek Społecznych. Tego dnia odebrano polskiemu aptekarstwu znacznie więcej niż tylko prawo własności do lokali i wielopokoleniowych firm rodzinnych. Na łamach prasy pisano m.in.: „Przejęcie aptek prywatnych nie tylko nie przyniosło poprawy zaopatrzenia pacjentów w leki, ale trudności związane ze zdobyciem leku pogłębiły się”. Stan taki trwał niemal przez cały okres PRL.

Dopiero rok 1989 przyniósł nadzieję dla środowiska farmaceutycznego, że wreszcie w III Rzeczpospolitej doczekają się poszanowania świętego prawa własności i uzyskają rekompensatę za zabór prywatnego mienia i korzyści, jakie uzyskało Państwo w ciągu 40-letniego okresu zarządu nad ich aptekami. Spełnienie tych nadziei nie było jednak tak oczywiste.

Bibliografia

1. C. Fink-Finowicki „Zarys historii i propedeutyki farmacji”, PZWL Warszawa 1959
2. R. Rembieliński, B. Kuźnicka „Historia farmacji”, PZWL Warszawa 1987
3. L.Czyż „ Laudator temporis acta. XX lat Samorządu Aptekarskiego na Podkarpaciu”. Podkarpacka Okręgowa Izba Aptekarska Rzeszów 2011 r.
4. Ustawa o przejęciu aptek na własność państwa. Farm. Pol. 7: 1951

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Regulacje rynku suplementów diety są potrzebne. Oto przykład dlaczego… Regulacje rynku suplementów diety są potrzebne. Oto przykład dlaczego…

Niespełna kilka tygodni temu światło dzienne ujrzał projekt Sanepidu, dotyczący zmian w regulacji ry...

Lek ci to jeszcze czy nie lek? Lek ci to jeszcze czy nie lek?

Na gruzach afery z EllaOne w roli głównej, tam gdzie wypowiedziano już tysiące słów i żadne nie ukoi...

Zadbaj o swoje rumieńce! Zadbaj o swoje rumieńce!

Cera naczynkowa to cera problematyczna. Wymaga stałej i troskliwej pielęgnacji. Podstawą jest system...