Sieciowa czyli jaka?

10 sierpnia 2015 08:23

Sporo złego mówi się ostatnio o aptekach sieciowych – i słusznie. Zauważyłem jednak, że jedynie farmaceuci i osoby związane z rynkiem aptecznym są w stanie w ogóle zrozumieć tego typu rozmowy. Dla laików jest to temat totalnie abstrakcyjny…

man-thinking.jpg

Rozmawiając ostatnio w gronie rodzinnym na temat zagrożeń związanych z rozrostem sieci aptecznych usłyszałem pytanie, które totalnie zbiło mnie z tropu: „A jakie to są te apteki sieciowe?”. No właśnie. Jak wytłumaczyć przeciętnemu człowiekowi czym są sieci apteczne? Dla niego apteka to apteka. Patrząc na jej fasadę rzadko rozróżnia i kojarzy logo czy barwy. Kiedy wchodzi do środka widzi człowieka ubranego w biały fartuch i półki zapełnione kolorowymi kartonikami – mniej lub bardziej porządnie ułożonymi. Nie dostrzega sieci. Nie rozumie tego pojęcia.

To zdarzenie uzmysłowiło mi w jak hermetycznym światku funkcjonujemy. Dyskutujemy o kwestiach dla nas oczywistych i ważnych. Często jako argumentu używamy dobra pacjenta. Tymczasem sam pacjent nie dość, że nie jest zainteresowany naszymi dysputami, to tak na dobrą sprawę nie ma o nich bladego pojęcia. Kiedy padają hasła „sieć apteczna”, „odwrócony łańcuch dystrybucji”, „eksport równoległy”, „wykaz leków zagrożonych brakiem dostępności”… ludzie robią wielkie oczy. Dla nas to pojęcia podstawowe – aksjomaty. Wyjaśnianie ich definicji to wybijanie dyskusji z jej naturalnego i porywającego rytmu.

Jak zatem laikowi wyjaśnić czym są apteki sieciowe? Najprościej chyba użyć analogii do innych sieci znanych z rynku. Sieci apteczne to takie apteczne Biedronki, które przyciągają niskimi cenami i wyzyskują pracowników. Robią wszystko, żeby przygarnąć do siebie jak najwięcej klientów i nie przejmują się tym, że niszczą okolicznych przedsiębiorców indywidualnych. Wciskają nam swoje produkty o kiepskiej jakości tylko dlatego, że mają na nie najwyższą marżę. Kwitnie w nich sprzedaż przykasowa a ich wnętrze jest tak zaprojektowane, aby klient wyszedł z tuzinem niepotrzebnych rzeczy.

To tylko niektóre analogie „sieciowe”. Oczywiście rynek apteczny posiada swoją specyfikę i przez ostatnie lata wykształciły się na nim patologie nigdzie indziej nie spotykane. Za ich powstanie sporą odpowiedzialność ponoszą właśnie apteki sieciowe. Jednak ich największym grzechem jest wykorzystywanie zawodu zaufania publicznego do pomnażania spółkowego kapitału. Wykorzystywanie do tego stopnia, że pracujący w nich farmaceuci są zmuszani do postępowania wbrew kodeksowi etyki i własnej wiedzy oraz doświadczeniu. Ich pracodawcami są bezimienni akcjonariusze, których nie interesuje misja zawodu farmaceuty i jego społeczna wartość. Oceniają jakość wykonywanej przez aptekarzy prac za pomocą wykresów i słupków sprzedaży.

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież w ten sam sposób funkcjonują apteki indywidualne. Muszą na siebie zarabiać, a żeby to robić muszą sprzedawać jak najwięcej i z jak największą marżą. Oczywiście, to prawda. Różnica polega jednak na tym, że sieci apteczne są nienasycone. Na swoich stronach internetowych chwalą się tym, że osiągana przez nie sprzedaż jest kilkukrotnie większa niż w aptekach indywidualnych. Czy to służy pacjentom? Drenowanie ich kieszeni? Czy to oznacza racjonalne stosowanie leków? Apteki sieciowe nieustannie dociskają śrubę i oczekują wzrostów. Jeśli ich nie ma to redukują koszty obcinając pensje, zatrudniając młodych farmaceutów po stażu, zwalniając tych doświadczonych i droższych itp… Jak tak dalej pójdzie leki naprawdę będziemy kupować w Biedronkach, gdzie na kasie będzie siedział technik ledwie po maturze…

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Leki wykrztuśne… po 17.00? Leki wykrztuśne… po 17.00?

Farmaceuta kilka, a nawet kilkanaście razy dziennie, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym, proszon...

List cyfrowego do lampowych – część 1 List cyfrowego do lampowych – część 1

Za oknami śnieg i mróz, ale w siedzibie NIA atmosfera gorąca jak minionego lata. Trzeba spakować wsz...

Mumio, czyli…? Mumio, czyli…?

Czy mówi wam coś nazwa „mumio”? Oglądając preparat, zawierający w swoim składzie tę dziwną ingredien...