Magazyn mgr.farm

Slow food – moda czy powrót do korzeni?

21 grudnia 2016 09:25

Szybkimi krokami zbliżają się Święta. Z roku na rok jesteśmy coraz bardziej zabiegani i coraz mniej tradycyjni. Uszka do barszczu z mrożonki ? Czemu nie. Wigilijny bigos ze sklepowej, doprawianej octem kiszonej kapusty? A kto jeszcze samodzielnie kisi kapustę? I jak w tym przedświątecznym zakupowym szale znaleźć czas na gotowanie…

slowfood.png

Jest taka moda, filozofia gotowania i międzynarodowa organizacja: slow food. Z definicji chodzi o ochronę prawa do smaku, ochronę produktów tradycyjnych, sposobów ich przygotowania i spożywania. Podstawowe aspekty ruchu to promowanie lokalnych sposobów produkcji żywności, wspieranie małych producentów. Organizowane są spotkania – degustacje i warsztaty, podczas których uczestnicy uczą się przygotowywać posiłki według starych receptur, kontaktują się z niewielkimi lokalnymi wytwórniami żywności, poznają trudno dostępne, niereklamowane produkty. Jest to o tyle istotne, że w związku z postępującą globalizacją w XX wieku zanikło wiele odmian warzyw, owoców, zbóż i ras zwierząt hodowlanych. Jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym na polskich stołach można było spotkać na co dzień różnorodną dziczyznę, raki, wiele dzikorosnących roślin jadalnych np. gwiazdnicę, szczaw, mlecz i barszcz zwyczajny. Naszemu pokoleniu, dla którego taki sam smak hamburgera w McDonaldzie w Polsce i w Stanach Zjednoczonych wydaje się być czymś naturalnym, trudno jest sobie uświadomić to bogactwo utraconego smaku.

Producenci lokalni dbają o jakość produktu znacznie bardziej niż „fabryki żywności”. Sery, wędliny i wina z małych wytwórni są lepszej jakości, nie zawierają tak wielu sztucznych dodatków i są po prostu smaczniejsze. Lokalni producenci nie muszą przygotowywać warzyw i owoców do długotrwałego transportu i przechowywania, stosują więc mniej chemii, mogą sprzedawać owoce i warzywa „prosto z krzaka”. Możliwa jest uprawa odmian rzadko spotykanych, o ciekawym smaku lub właściwościach. Możliwa jest hodowla starych ras, mniej popularnych lub bardziej wymagających. Kury zielononóżki znoszą jajka z mniejszą ilością cholesterolu. Czerwone krowy polskie dają mleko z większą ilością kazeiny, pozwalające na produkcję bardzo smacznych serów. Gęś kielecka jest mniej tłusta niż jej sprzedawane w supermarketach odpowiedniki. Zapomniane warzywa wzbogacają dietę nie tylko smakowo i estetycznie, ale i odżywczo. Jarmuż, boćwina, kalarepa, skorzonera, topinambur, pasternak, patison, brukiew…. Dawniej bardzo popularne, teraz znów wracają do łask.

Slow food to również sposób gotowania i podawania potraw. Nie chodzi o to, aby przygotowanie posiłku trwało wieki, ale aby zadbać o jego jakość. Tradycyjny rosół zamiast kostki z glutaminianem sodu powinien zawierać 2-3 rodzaje mięsa, szereg ziół i warzyw. Długo gotowany nabiera niesamowitego smaku i właściwości odżywczych. Wystarczy wspomnieć, że „zupa mocy” w medycynie chińskiej polecana przy wielu chorobach, to właśnie rosół, wzbogacony o kilka orientalnych przypraw, gotowany przez wiele godzin. Mięsa marynowane z przyprawami przez kilka dni, a następnie przygotowane jako domowe wędliny są nie tylko zdrowsze ale i smaczniejsze od nawet najdroższych sklepowych odpowiedników. Chleby pieczone w domu mają bardzo prosty skład i niesamowity smak, a ich zapach jest niezapomniany. Ciasta i ciasteczka samodzielnie przygotowane nie zawierają utwardzanych tłuszczy ani polepszaczy, stabilizatorów, spulchniaczy i konserwantów.

Warto zwolnić i przyjrzeć się dokładnie temu co jemy, szczególnie w okresie świątecznym. Wigilijny bigos ugotowany na samodzielnie kiszonej kapuście nie tylko będzie smaczniejszy ale i zdrowszy – powolny proces kiszenia powoduje wytworzenie wielu witamin nie dostępnych w kiszonkach sklepowych. Nie zapomnijmy również o tym, że bigos gotowany powoli smakuje najlepiej. Z farmaceutycznego punktu widzenia, po prostu długotrwałe gotowanie powoduje rozpadanie się ścian komórek grzybów i uwolnienie zawartych w nich substancji odżywczych. A tych, wbrew obiegowej opinii, zawierają wiele – sporo łatwo przyswajalnych aminokwasów dużo mikroelementów, witaminy z grupy B i witaminę D. Samodzielnie przygotowany barszcz na tradycyjnie kiszonych burakach jest zupełnie nieporównywalny do tego z koncentratu, zarówno zdrowotnie jak i smakowo. Warto również przygotować tradycyjne domowe pierniczki. Przygotowane według staropolskiego przepisu stanowią słodkie „tabletki na trawienie” – zawierają w końcu cynamon, imbir, goździki, kardamon, gałkę muszkatołową, ziele angielskie, pieprz i anyż. Co ciekawe, w XVII wieku pierniki były sprzedawane w aptekach jako lekarstwo… Również domowy kompot z suszonych owoców zapobiega skutkom świątecznego przejedzenia równie skutecznie co niejeden suplement.

Istotą ruchu slow food jest aby „jeść dla przyjemności, a nie odżywiać się” – oby ta maksyma przyświecała nam przy świątecznym wigilijnym stole.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Wstyd mi za Was! Wstyd mi za Was!

Kiedy czytam w internecie komentarze farmaceutów na temat techników farmaceutycznych, to jest mi cza...

Farmaceuta a choroby rzadkie Farmaceuta a choroby rzadkie

Z grubsza przeszkolono nas do pracy w swoim zawodzie. Całe pięć lat wkładano nam do biednych i obola...

Fałszowanie nasze powszednie Fałszowanie nasze powszednie

Fałszowanie leków to temat, który rozgrzewa opinię publiczną nie od dziś. Czy farmaceuci na zapleczu...