Mam wrażenie, że zupełnie nie poradziliśmy sobie z wyzwaniem, jakie rzucił nam, czyli społeczeństwu, COVID-19. Sanepid, Ministerstwo Zdrowia i armia urzędników dostarcza nam coraz więcej niespójnych, nielogicznych wytycznych i zaskakujących sposobów na ochronę przed zakażeniem.
Gdzie jest logika, myślenie i fachowa wiedza?
Kiedy na początku pandemii pisałem, że mam wątpliwość co do przestrzegania zasad higienicznego i rozsądnego stosowania maseczek, można było z tym polemizować. Natomiast dzisiaj maseczki musimy nosić w sklepie, ale już w klubie, na stadionie, czy na koncercie nie trzeba. Tak jakby świat rozrywki był wyłączony z dziejącej się wokół nas pandemii. Zresztą codziennie mamy tysiąc nowych zachorowań, co chyba niespecjalnie dowodzi skuteczności stosowania przez społeczeństwo maseczek.
Mam wrażenie, że my wciąż nie określiliśmy problemu, z jakim walczymy. A zasady funkcjonowania dyktują nam media i celebryci, a nie fachowcy z zakresu epidemiologii, czy medycyny.
Podam przykład. Do mediów dotarła informacja, że Wielka Brytania wprowadza kolejne sankcje, co w pewnym stopniu wzbudza w nas lęk. “Brytyjczycy w odwrocie w walce z pandemią?” – zastanawiają się odbiorcy. Czytając dalej, dowiadujemy się, że puby w Wielkiej Brytanii mogą być otwarte tylko do godziny 22! Co wskazuje na to, że przed godziną 22 Koronawirus jest dezaktywowany i niegroźny. Przypomina się znana akademicka anegdota, którą powtarzaliśmy, kiedy jakiś produkt spożywczy upadł na posadzkę: “spokojnie, bakterie nie zdążyły się do niego dobrać”!
No więc Brytyjscy urzędnicy oznajmiają, że w pubach, Koronawirus dobiera się do nas dopiero po 22. Możemy być spokojni, w końcu zaczynamy dorównywać Europie Zachodniej, po tylu latach, doganiamy ją, tyle że w wyścigu absurdu.
Przychodnie POZ i paraliż służby zdrowia
Wróćmy jednak do przychodni POZ.
Istnieje pewna logika postępowania rządzących, nad którą warto się najpierw pochylić. Prześledźmy zatem chronologię wydarzeń:
Dochodzi do nas niepokojąca informacja ze świata, o niezidentyfikowanym, potencjalnie niebezpiecznym wirusie. Tak więc, w obawie o bezpieczeństwo obywateli zalecamy im, pozostanie w domach, wprowadzamy izolację społeczną. Wirus do nas dociera, konfrontujemy się z nim. Szpitale dają radę, respiratory pozostają w gotowości, procent ciężkich i śmiertelnych przypadków jest stosunkowo niewielki, lub niższy niż zakładano. Więc zaczynamy powoli “odmrażać” gospodarkę – tak przedstawiała się rzeczywistość do niedawna.
W tym całym planie zadziwia mnie fakt, że do normalnego trybu jako ostatnie wracają placówki podstawowej opieki zdrowotnej tzw. POZ. Jaki argument przemawia za tym rozwiązaniem?
“Przez zakażenie personelu jednej przychodni, kilka tysięcy osób pozbawionych jest dostępu do lekarza, dlatego musimy ograniczać kontakt pacjentów z personelem POZ” – to jest niezbity dowód na to, że POZ muszą zostać nadal zamknięte!
Zatem pozwolę sobie zadać trzy pytania:
- Co jeżeli personel POZ zaraził się COVID-19 na meczu?
- Co jeżeli personel POZ zaraził się na dyskotece lub na koncercie?
- Czy łatwiej zarazić się Koronawirusem w tłumie kibiców, czy w budynku POZ?
Nie czytałem, żeby personel POZ nie mógł udać się na mecz lub koncert. A przecież na koncercie skaczemy, pocimy się, nie nosimy maseczki, nie dezynfekujemy się, nie jesteśmy w budynku, który przynajmniej w teorii przystosowany jest do przyjmowania codziennie ludzi chorych…
Podejdźmy do sprawy z innej strony. Czym różni się teleporada udzielana z domu, od teleporady udzielonej z przychodni? Czy w domu nie ma dostępu do dokumentacji medycznej? Przecież dopiero co powstał portal “gabinet.gov”. Całe sądy pracują zdalnie, więc nie mówmy, że z domu nie można udzielić teleporady, że w przypadku zakażenia, personel jest całkiem pozbawiony możliwości świadczenia usług.
Telemedycyna to bardzo dobry trend, który powinien być nadal udoskonalany, ale nie może pozostawać jedynym rozwiązaniem dla pacjentów.
Lekarz pracuje z chorym, na tym polega ten zawód, i po to istnieje nauka zwana “higieną”, która wciąż jest udoskonalana, żeby można było bezpiecznie pracować z chorym pacjentem. Dentyści sobie poradzili. Prywatne wizyty działają. Sparaliżowane są szpitale i POZ.
A na końcu decydenci powiedzą: “My mamy argument. Nie otwieramy POZ, bo to grozi utratą możliwości kontaktu z lekarzem dla tysięcy pacjentów!!”
Ale zaraz… jak to wygląda teraz?
Wobec wyników kontroli NFZ, z której wynika, że zdarzają się przychodnie w żaden sposób niedostępne dla pacjentów, powiem krótko, to patologia którą należy wypalić gorącym żelazem‼️
— Jacek Krajewski (@JacekKrajewski1) September 25, 2020
Bardzo częstym powodem skarg pacjentów w trakcie #pandemia #COVID-19 do @RzeczPacjenta jest brak możliwości skontaktowania się z lekarzem POZ: mówi Jarosław Chmielewski z biura RPP. #ForumEkonomiczne w Karpaczu. Ważne w kontekście niedawnego spokania lekarzy z @a_niedzielski
— Jaroslaw J. Fedorowski (@JJFedorowski) September 8, 2020
Paraliż służby zdrowia to najbardziej niebezpieczny efekt uboczny pandemii. Miejmy tego świadomość.
Czym grozi paraliż ochrony zdrowia?
Odpowiedź znajdziemy tutaj:
W dobie pandemii liczba osób z wykrytymi nowotworami zmniejszyła się o 1/4, statystycznie jest o 1/3 mniej zawałów, zaś w wielu szpitalach rejestruje się o połowę mniej udarów niż przed rokiem. Ludzie bojący się wirusa umierają w domach.
Szczegóły jutro w Magazynie @DGPrawna.— Patryk Słowik (@PatrykSlowik) September 3, 2020
Na łeb, na szyję lecą statystyki wykrywania chorób przewlekłych. Mówiąc wprost, zabija nas, jako społeczeństwo wszystko w takim samym stopniu, jak przed pandemią. Tylko tym razem służba zdrowia jest jeszcze bardziej spóźniona, jeszcze bardziej niedołężna, przez co tracimy bezcenny w wielu przypadkach czas.
Ordynator SOR o teleporadach: trafia do nas znacznie więcej chorych w stanie ciężkim – Polityka zdrowotna https://t.co/yotgkOQdiy
— Marcin Pakulski🇵🇱 (@marcin_pakulski) September 8, 2020
Dlaczego Ministerstwo Zdrowia przez te kilka miesięcy nie opracowało skutecznej metody pozwalającej przynajmniej częściowo udostępnić pacjentom możliwość kontaktu z lekarzem POZ?
Mam takie przeczucie, które graniczy z pewnością, że jeśli służba zdrowia pozostanie dłużej sparaliżowana, lub będzie bardziej niedostępna, to na pewno odczujemy to bardziej niż samą pandemię COVID-19.
Przychodnie na równi z aptekami?
Są takie decyzje, które należy pochwalić i wziąć z nich przykład do kolejnych działań! Farmaceuci na dzień 7 września, od momentu udostępnienia im tego przywileju, wystawili w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia 420 tysięcy recept!! To jest ogromna liczba. Biorąc pod uwagę, że nie mieliśmy takiej możliwości oficjalnie nigdy wcześniej, to wręcz szokuje.
Zastanawia mnie także to, że zdecydowanie rzadziej słyszymy o przypadku braku dostępu do apteki z powodu Koronawirusa (zakażenie personelu), niż o braku dostępu do przychodni. Ciekawe, czy ma to związek z ilością wykonywanych badań, która jak wiemy, jest inna wśród personelu apteki i POZ. A zatem kolejny wniosek: “zakażenie koronawirusem w aptece jest mniej groźne niż zakażenie w POZ?” Przypomnę, że apteka zgodnie z definicją jest placówką ochrony zdrowia publicznego…
Czy zatem COVID-19 jest groźniejszy w sektorze publicznym, niż prywatnym?










