Granica między półką apteczną z dermokosmetykami a ofertą drogeryjną, rozmywa się coraz bardziej. Stałym asortymentem wielu sklepów kosmetycznych są szampony działające – według deklaracji producenta – leczniczo: przeciwłupieżowo, przeciwłojotokowo, hamując wypadanie włosów lub nawet przeciwbakteryjnie. Łysienie, łojotok i łupież pstry to schorzenia dermatologicznie, choć często przez pacjentów lekceważone, uważane bardziej za defekt kosmetyczny niż chorobę. Z drugiej strony, wprowadzone kilka lat temu do asortymentu aptek farby koloryzujące, nikogo już nie dziwią.
Czym więc – oprócz ceny – różnią się apteczne preparaty do mycia włosów, od tych drogeryjnych? Choć bazą obu grup są detergenty i woda, często są to detergenty różnych klas, silniejsze lub słabsze, mniej lub bardziej uczulające. Problematyczne jest również stężenie substancji aktywnych. Producenci kosmetyków dostępnych w drogeriach rzadko stosują składniki o rzeczywistym działaniu leczniczym, a już na pewno nie określają ich dokładnego stężenia. Oczywiście składy kosmetyków zmieniają się z czasem, zarówno w sklepie kosmetycznym jak i na aptecznych półkach, widać trend do poprawy jakości produktu. Kupujący mają coraz większą świadomość działania poszczególnych substancji i coraz częściej szukają rady profesjonalisty.
Co jest w szamponie?
Dawniej szampony były roztworami mydeł sodowych i potasowych. Z czasem ich miejsce zajęły detergenty takie SLS* (Sodium Lauryl Sulfate) oraz SLES (Sodium Laureth Sulfate). Ten pierwszy to detergent silny, w ilości większej niż 1% preparatu działa drażniąco na skórę i błony śluzowe. Stanowi główny składnik prawie wszystkich kosmetyków myjących – jest tani. Musi być dokładnie spłukany, co przy gęstej konsystencji szamponu bywa trudne. Przy dłuższym stosowaniu wymywa naturalną warstwę ochronną włosów, prowadzi do ich przesuszenia oraz może powodować łupież. SLES jest delikatniejszy, może być stosowany również w preparatach nie spłukiwanych.
Podobnie delikatnym detergentem, wykorzystywanym głównie w szamponach dla skóry wrażliwej i dzieci, jest betaina kokamidopropylowa (Cocamidopropyl Betaine). Należy jednak uważać na łączenie jej w składzie z SLS, ponieważ razem mogą działać silnie drażniąco i przesuszająco. Znane są przypadki alergii kontaktowej po zastosowaniu tej pary detergentów. Co ciekawe, większość drogeryjnych szamponów przeciwłupieżowych zawiera jako podstawowy składnik SLS, zaraz po wodzie. Tym samym, to co ma leczyć, może niestety stanowić przyczynę schorzenia. Wśród szamponów aptecznych SLS w składzie występuje rzadziej i prawie nigdy w parze z betainą. Warto uczulić na to pacjentów.
Nie tylko mycie włosów…
Kolejną różnicę stanowi dobór substancji aktywnych i ich stężenie. Łupież, o ile nie jest wywołany podrażnieniem kosmetykami lub chorobą (np. łuszczyca), zwykle wynika z infekcji grzybiczej. Wiodący szampon przeciwłupieżowy dostępny w drogeriach, zawiera dwa składniki aktywne – pirytion cynku (Zinc pyrithione) oraz kwas salicylowy (Salicylic acid). Oba działają lekko bakterio i grzybostatycznie, jeśli występują w odpowiednim stężeniu. Ten drugi złuszcza naskórek oraz zmniejsza stan zapalny, a tym samym swędzenie skóry. Łupież ustępuje, ale tylko jeśli szampon stosowany jest systematycznie. Przy zmianie szamponu lub dłuższej przerwie, problem powraca.
Część szamponów drogeryjnych swoje działanie opiera na disiarczku selenu (Selenium disulfide), który w odpowiednim stężeniu działa grzybobójczo, przeciwświądowo i normalizuje keratynizację naskórka. Niestety może podrażniać i stymulować wypadanie włosów, jego stosowanie u dzieci nie jest zalecane. W przypadku aptecznych szamponów prym popularności wiodą te zawierające ketokonazol (Ketoconazolum), pirokton olaminy (Octopirox, Piroctone Olamine) oraz cyklopiroks olaminy (Ciclopirox Olamine). Wszystkie są zarejestrowane jako substancje lecznicze o działaniu grzybobójczym, a ich stosowanie na skórę głowy jest bezpieczne. Aby zadziałały skutecznie, szampon musi być pozostawiony na skórze głowy przez 3 do 5 minut, a sam dermokosmetyk musi być zastosowany kilkukrotnie.
Wypadanie włosów to problem, z którym większość szamponów sobie nie radzi. Osłabienie cebulek włosowych oraz łysienie androgenne wymagają preparatów pozostających na skórze głowy, tak aby substancje czynne mogły się wchłonąć. Jeśli szampon zawiera szereg ekstraktów roślinnych, przy stałym stosowaniu może działać pielęgnująco oraz zwiększać odżywienie cebulek. Polecane są w szczególności ekstrakty z łopianu (Arctium lappa), tataraku (Acorus calamus), henny (Lawsonia inermis) oraz chmielu (Humulus lupulus). Podobnie jest ze stymulującą porost włosów kofeiną (Coffeine), witaminami z grupy B (Biotin, Pyridoxine HCL) oraz chininą (Cinchona succirubbra).
Więcej na temat leków recepturowych znajdziesz w serwisie RECEPTURA.PL.
Co w składzie szamponu może szkodzić?
Wiele drogeryjnych szamponów zamiast wzmacniać włosy obciąża je, podrażnia i może przyśpieszać wypadanie. Oprócz wyżej wymienionych silnych detergentów, należy unikać silikonów nierozpuszczalnych w wodzie. Osadzają się na skórze głowy blokując dostęp powietrza, a do ich zmycia potrzebne są silne detergenty. Przy dłuższym stosowaniu mogą wywoływać łojotok oraz zapalenie mieszków włosowych. W szczególności należy uważać na trimethylsiloxysilicates, trimethylsilylamodimethic, simethicone oraz trimethicone.
Nieco mniej szkodliwy jest dimethicone oraz phenyl trimethicone – mogą być zmyte delikatnymi detergentami. Ostrożnie należy stosować preparaty zawierające pochodne formaldehydu np. DMDM Hydantoin, Diazolidynl Urea, Imidazilidynyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate oraz sam formaldehyd (Formalin, Methanal Methyl aldehyde, Methylene oxide, Morbicidacid, Oxymethylene). Często występują w składach jako konserwanty. W przypadku szamponów sprzedawanych w aptekach, szczególnie tych do skóry wrażliwej, substancji drażniących i alergizujących dodaje się znacząco mniej. Za to często w spisie INCI można spotkać składniki kondycjonujące, olej kokosowy, arganowy i makadamia, emolienty oraz ekstrakty roślinne. Substancje te, nawet jeśli są dodawane do kosmetyków drogeryjnych, występują w ilości minimalnej, na samym końcu składu. Przyczyna jest prozaiczna – ich cena. Naturalne składniki aktywne są w większości droższe niż silikony i syntetyczne polimery, ponadto kłopotliwe jest takie przygotowanie składu, aby produkt przy dłuższym przechowywaniu nie zmieniał konsystencji lub barwy.
Szampon z apteki?
Szampony apteczne mają również tę przewagę, że można wśród nich znaleźć preparaty o zastosowaniu specjalistycznym. Łuszczyca, łysienie plackowate, łupież pstry, atopowe lub łojotokowe zapalenie skóry – to już schorzenia wymagające komplementarnej do leczenia pielęgnacji. Tylko w aptece znajdziemy szampony biobójcze – na wszy i gnidy oraz preparaty przeciwbakteryjne.
Czy to znaczy, że w drogerii nie ma dobrych kosmetyków? Nie do końca, zarówno na półce aptecznej jak i sklepowej, można odnaleźć kosmetyki naprawdę świetne. I takie, które zamiast pielęgnować – szkodzą. Kluczem jest skład INCI, a w jego odszyfrowaniu bardzo pomocne bywa farmaceutyczne podejście do substancji i ich działania.
*Wszystkie nazwy wg INCI










