Szkolenia ciągłe farmaceutów – po co mi to?

24 marca 2016 10:01

Nie jestem wrogiem szkoleń samych w sobie, jestem wrogiem narzucania farmaceutom czegokolwiek, bo jak wiadomo z niewolnika nie ma pracownika. Ciągle słyszę: musicie to, musicie tamto, a jak nie pomagają prośby, to się wprowadza odpowiednie rozporządzenia lub uchwały.

przymus.png

Tak było w przypadku aptek w Pleszewie, gdzie uchwałą Rady Powiatu chciano zmusić właścicieli aptek do wydłużenia czasu pracy aptek (praca do godziny 24.00). Zostało to pięknie nazwane kompromisem, bo równie dobrze można było podjąć decyzję o tym, że apteki będą całodobowe. Ze szkoleniami ciągłymi farmaceutów było podobnie – zostało wprowadzone rozporządzenie, bo przecież musimy aktualizować posiadane zasoby wiedzy i musimy ciągle się dokształcać. A może wystarczyłoby samo „chcemy”?

Czym są szkolenia? Może napiszę w mocnym skrócie:

Obowiązek ciągłego szkolenia się farmaceutów wprowadzony został rozporządzeniem ministra zdrowia z 25 czerwca 2003 roku. Farmaceuci wykonujący zawód w aptece i hurtowni farmaceutycznej zobowiązani są do stałego podnoszenia swoich kwalifikacji, poprzez uczestniczenie w szkoleniach i kursach oraz w innych formach działalności naukowej. Za każdy ze wskazanych rozporządzeniem rodzajów aktywności, farmaceutom przypisywane są punkty edukacyjne. Ciągłe szkolenia realizowane są w pięcioletnich okresach rozliczeniowych.

Moja Okręgowa Izba Aptekarska od początku roku zorganizowała 3 bezpłatne szkolenia, gdzie w sumie można było uzyskać zawrotną ilość punktów edukacyjnych, a dokładniej 6 czyli po 2 punkty za każde szkolenie. Każdy z tych wykładów odbywał się w środku tygodnia, w godzinach popołudniowych, czyli w terminach mało atrakcyjnych dla farmaceutów „z terenu”. Czy ktoś się tym przejmuje? Czy ktoś o nich pomyślał? Odpowiedź brzmi nie! Oczywiście dla chcącego nic trudnego – można wziąć dzień wolny, można wyjść wcześniej z pracy, można też nie spać, aby mieć więcej czasu, ale chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie wspomnę już o kosztach dojazdu, których nikt nie zwraca i których w żaden sposób nie można odliczyć od podatku, jako np. koszty kształcenia. Gdyby moja izba była bardziej przyjazna farmaceutom, to mogłaby raz na jakiś czas zorganizować szkolenie w innym mieście niż miasto wojewódzkie – wiadomo, że to też są koszty, ale farmaceuci „z terenu” też płacą składki, ale są traktowani jako ten „gorszy sort”.

Kolejna ważna sprawa to kwestia jakości szkoleń – brałam udział w różnych szkoleniach organizowanych przez różne izby aptekarskie, byłam też na wykładach w różnych województwach i za każdym razem towarzyszyły temu mieszane uczucia. Mamy wykładowcę z tytułami przed nazwiskiem, mamy na pierwszy rzut oka interesujący temat, ale zdarza się, że forma i treść wykładów pozostawia wiele do życzenia, bo jest całkowicie nieprzydatna w pracy farmaceuty. Dosyć często trafiałam na wykłady prowadzone przez lekarzy i to, co zostało w nich przedstawione było typowo „medyczną sieczką”, trudną do przetrawienia dla przeciętnego farmaceuty. Ten sam wykład zaprezentowany lekarzom prawdopodobnie wywołałby burzę oklasków, ale z punktu widzenia farmaceuty była to strata czasu. Nikt nie dba o jakość szkoleń i efekt jest taki, że część farmaceutów traktuje szkolenia, jako karę lub przykry obowiązek.

Z braku czasu przerzuciłam się na szkolenia internetowe (wykład i egzamin), które można było robić w dowolnym czasie jak i miejscu pod warunkiem dostępu do internetu. Jeśli miałabym ocenić (być może subiektywnie) przydatność zawartych w nich treści to byłoby to tylko kilka procent. Jeśli jesteś lekarzem to być może zainteresuje cię, na czym polega „pomiar ciśnienia wewnątrzgałkowego tonometrem aplanacyjnym Goldmanna”, jeśli jesteś farmaceutą, to, co najwyżej możesz sobie o tym poczytać. Poczytać to ja sobie mogę też dobrą książkę albo szmatławą gazetę, a nie wykład, który z założenie powinien wzbogacać moją farmaceutyczną wiedzę.

To nie jest tak, że nie chcę się uczyć i generalnie jestem na „nie”. Chcę, ale nie pod przymusem zdobycia iluś tam punktów twardych lub miękkich i tylko dlatego, że wynika to z rozporządzania. Jeśli nikt nie zadba o jakość szkoleń dla farmaceutów, to niestety, ale w dalszym ciągu będzie to dla nas „obowiązek do odwalenia”. A ja po prostu chcę, aby ze szkolenia pozostało mi coś więcej niż certyfikat!

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Z pamiętnika najemnika, czyli wynurzenia takiego jednego Z pamiętnika najemnika, czyli wynurzenia takiego jednego

Studia zacząłem w 1995 roku. Podobnie jak „Mój Poważany Wielce” kolega, na początku myślałem o byciu...

Proszek na dziedziczenie Proszek na dziedziczenie

Zaczytywanie się pikantnymi historiami o dawnych trucicielach, uroczych damach w stylu Lukrecji Borg...

Marnujemy leki na potęgę! Marnujemy leki na potęgę!

W kilkudziesięciu aptekach w moim mieście stoją pojemniki, do których można wrzucać przeterminowane ...