Magazyn mgr.farm

Szkolenie „pro forma”

30 lipca 2018 10:01

Nie da się ukryć, że mówiąc o kształceniu podyplomowym, można odnieść wrażenie, jakbyśmy cofnęli się do czasu studiów. Czy wplatanie treści z nauk podstawowych, historyczny rys danego problemu, omawianie leków dawno wycofanych z obrotu, brak aktualnego ujęcia problemu a jedynie zarysowanie go w takiej formie, w jakiej znamy go o lat, jeszcze z akademickich ławek ma jakikolwiek sens?

Praktycznie 60% farmaceutów jest zdania, że szkolenia powinny mieć charakter warsztatowy (fot. Shutterstock)

Zgodnie z wymogiem narzuconym przez rozporządzenie Ministra Zdrowia każdy farmaceuta ma obowiązek odbywania szkoleń ciągłych w okresach edukacyjnych w celu uzyskania odpowiedniej liczby punktów edukacyjnych. Punkty można oczywiście zdobyć poprzez inne aktywności, jak publikacja artykułów naukowych, uzyskanie stopnia naukowego itp., jednak lwia część z nas uzyskuje wymaganą pulę punktów poprzez uczestnictwo w szkoleniach. Prawne podstawy i przyświecająca im idea wydają się górnolotne, jednak jaka jest rzeczywistość?

Naczelna Izba Aptekarska, jako organ nadrzędny naszej grupie zawodowej podjęła się podsumowania oczekiwań i obserwacji płynących ze szkoleń ciągłych farmaceutów, jednak wyniki chyba lekko odbiegają od ideału*. Choć nie zdarza się, by ktokolwiek z nas twierdził, że ciągłe doskonalenie w tym zawodzie jest zbędne, praktycznie połowa farmaceutów otwarcie podkreśla fakt, że szkolenia w ramach kształcenia ciągłego nie spełniają ich oczekiwań. Szkolenia w ocenie farmaceutów są mierne, nie mają przełożenia na codzienną pracę w aptece, nie są prowadzone przez praktyków, którzy na co dzień stykają się z ich problemami, w większości są szkoleniami teoretycznymi.

Praktycznie 60% farmaceutów jest zdania, że szkolenia powinny mieć charakter warsztatowy, bowiem tylko w taki sposób jesteśmy w stanie przyswoić i przećwiczyć odpowiednie narzędzia do pracy w aptece*

Poza samą treścią merytoryczną czy formą przeprowadzenia szkolenia, wiele do życzenia pozostawia również kwestia organizatora. Coraz częściej mamy do czynienia ze szkoleniami sponsorowanymi, w których brak obiektywizmu – często rażący, przejawiający się ujmowaniem treści reklamowych podczas samego szkolenia – jest sprawą wpływającą na jakość kształcenia. Prelegent w osobie przedstawiciela farmaceutycznego czy też wykładowca akademicki w przypadku szkoleń przeprowadzonych przez jednostki naukowe również nie spełnia swojego zadania, bowiem każdy z nich w bardzo subiektywny, pozbawiony często pragmatyzmu sposób odzwierciedla omawiany problem.

Nie da się również ukryć, że niejednokrotnie choć mówimy o kształceniu podyplomowym, mamy wrażenie, jak byśmy cofnęli się do czasu studiów. Czy wplatanie treści z nauk podstawowych, historyczny rys danego problemu, omawianie leków dawno wycofanych z obrotu, brak aktualnego ujęcia problemu a jedynie zarysowanie go w takiej formie, w jakiej znamy go o lat, jeszcze z akademickich ławek ma jakikolwiek sens? Nowsze roczniki absolwentów spotkały się jeszcze na studiach z zagadnieniem Evidence Based Medicine – medycyny opartej na faktach. Dlaczego ten element tak często jest pomijany podczas spotkań szkoleniowych? Kiedy i gdzie, jak nie podczas takich okazji farmaceuta ma mieć styczność z najnowszymi danymi ze świata medycyny i nauki?

Według rozporządzenia Resortu Zdrowia szkolenia powinny przybliżać farmaceutom wiedzę z zakresu farmakoterapii, technologii postaci produktów leczniczych, farmacji aptecznej, farmacji szpitalnej, farmacji klinicznej, leku roślinnego, farmakologii, biotechnologii farmaceutycznej i farmakoekonomiki.

Odnoszę jednak wrażenie, że większość z tych dziedzin jest nieproporcjonalnie rzadko prezentowana podczas szkoleń edukacyjnych. Faktem jest, że większość z nas pracuje na co dzień w aptekach i tam nie każdy naukowy fakt jest możliwy do wykorzystania, jednak mamy obowiązek szkoleń ciągłych, a nie praktycznego wykonywania zawodu. W przeciwnym wypadku pracownicy aptek ogólnodostępnych, aptek szpitalnych i hurtowni farmaceutycznych powinni kształcić się oddzielnie.

Lista skarg i zażaleń jest długa. Zdobyte kwalifikacje powinny być potwierdzane odpowiednimi certyfikatami i iść w parze ze zwiększającymi się kompetencjami w wykonywanej pracy. Nabyte podczas szkoleń kompetencje powinny przekładać się na podwyższenie prestiżu zawodu. Bardzo liczne wypowiedzi farmaceutów, wskazują na to, że w ich opinii szkolenia powinny być wliczane do czasu pracy. Tego wszystkiego nie ma. Za to są szkolenia o czymś, co już wiemy, tylko po to, by wyrobić limit punktów. Farmaceuta przychodzi, nie skupia się, bo większość z tych faktów już zna, pracodawca i tak nie jest zainteresowany implikacjami wynikającymi z faktu doszkolenia, także męczy się wykładowca, męczy się odbiorca. W imię czego? Może więc warto coś zmienić?

* Źródło danych: Oczekiwania farmaceutów w zakresie edukacji podyplomowej. Badanie ankietowe NIA[/url]

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Cukier nie krzepi Cukier nie krzepi

Czasem historia płata figle. Melchior Wańkowicz, polski pisarz, dziennikarz, reportażysta i publicys...

Skwar Skwar

Polakowi nie dogodzisz. Jak jest zimno i pada deszcz, to będzie narzekał, że brakuje mu słońca i pra...

Poza czubek własnego nosa Poza czubek własnego nosa

Czasem warto spojrzeć poza czubek własnego nosa i w momencie gdy inni potrzebują naszej pomocy, choć...