Wszystkim doskonale znany jest stereotyp lekarza traktującego wszelkie próby dyskusji z farmaceutą jako próbę podważania kompetencji. W rezultacie tego stereotypu współpraca między tymi dwoma grupami zawodowymi nie układa się najlepiej. Wielokrotnie w swojej karierze zawodowej spotykałem się z lekarzami, którzy mimo oczywistego błędu w sztuce nie przyznawali się do niego. Twardo szli w zaparte podtrzymując przekonanie w sens swojego bezsensu i nieraz świadomie ryzykując zdrowiem pacjenta.
Rolą farmaceuty nie jest ślepe realizowanie recept i sprawdzanie ich poprawności formalnej. Naszym zadaniem jest kontrolowanie tego co lekarz przepisał pacjentowi pod względem merytorycznym. Po tośmy studiowali przez te wszystkie lata, żeby na recepcie widzieć więcej niż pacjent czy nawet sam lekarz. A kiedy już widzimy coś niepokojącego musimy działać…
Pamiętam sytuację sprzed kilku lat, gdy jeden z lekarzy przepisał dziecku antybiotyk w dawce dla dorosłego człowieka. Już na pierwszy rzut oka było widać, że lekarz pomylił się. Postanowiłem więc zadzwonić do medyka przy matce dziecka realizującej u mnie receptę. Po kilku przekierowaniach w końcu udało się nawiązać dialog. Po wyjaśnieniu całej sytuacji i moich wątpliwości dotyczących dawkowania leku dla dziecka, usłyszałem od lekarza: „Tak ma być”. Kiedy mimo wszystko zaoponowałem i poprosiłem o sprawdzenie dawkowania usłyszałem: „Drogi Panie, to ja jestem lekarzem i to ja wiem jakie dawki antybiotyku zastosować u moich pacjentów. Proszę wydać taki antybiotyk, jaki zapisałem i nie dyskutować ze mną”. Po czym połączenie zostało zakończone głośnym trzaśnięciem słuchawki.
Cóż miałem robić? Wyjaśniłem matce swoje wątpliwości, zrelacjonowałem jej swoją rozmowę z lekarzem i wydałem lek zgodnie z receptą. Kilka dni później pacjentka ponownie zawitała do apteki. Oto co powiedziała: „Jeszcze tego samego dnia lekarz zadzwonił do mnie i powiedział, żebym o połowę zmniejszyła dawkowanie antybiotyku. Tłumaczył, że co innego wpisał w kartotece, a co innego musiało wydrukować się na recepcie.”
Takich sytuacji niestety są dziesiątki. Czemu niemal każdy telefon farmaceuty do lekarza musi być odbierany jako próba podważania kompetencji? Czy naprawdę nie możemy się dogadać? Mylić się jest rzeczą ludzką. Od wychwytywania takich błędów jak opisany wyżej są właśnie farmaceuci i za to lekarze powinni nam być wdzięczni. Tymczasem nieustannie spotykamy się agresją i wrogością.
Co po niektórym lekarzom przydałby się seans „Bogów”. Brak pokory Zbigniewa Religi przy jego pierwszych próbach przeszczepu serca z pewnością nie jest im obcy. „Ratuję ludzie życie, jestem bogiem, zawsze mam rację…”. Może widząc jego przemianę zrozumieją, że wszyscy stąpamy po tej samej ziemi i wszyscy od czasu do czasu musimy uderzyć się w pierś. To może nam wyjść tylko na dobre…










