REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 16 grudnia 2014, 21:14

Technik poszukiwany

Rotacja pracowników w aptece to naturalna sprawa. Jedni odchodzą, inni przychodzą. Mimo wszystko to sytuacja, której nienawidzę. Z jednej strony trudno rozstawać się z pracownikiem, który zespoił się z całym zespołem. Z drugiej strony poszukiwanie nowego wcale nie należy do łatwych zdań…

Z mojej apteki odeszła niedawno techniczka farmaceutyczna Gosia. Inteligenta, ambitna i młoda dziewczyna, która posiadała niezwykły dar zjednywania sobie ludzi. Nie muszę chyba podkreślać jak ważne są takie cechy w aptece. Rozstanie przebiegło w przyjaznej atmosferze i spowodowane było przeprowadzką Gosi na drugi koniec Polski (czego te kobiety nie zrobią dla swoich facetów).

REKLAMA

W rezultacie stanąłem przed problemem polegającym na zatrudnieniu nowego pracownika. Piszę „problemem” bo inaczej takiej sytuacji nazwać nie można. Nowy pracownik to zawsze wielka niewiadoma. Z jednej strony nigdy do końca nie wiadomo na kogo się trafi. Osoba perfekcyjnie prezentująca się w CV i na rozmowie kwalifikacyjnej, może okazać się totalnym bałwanem nie potrafiącym rozmawiać z pacjentami. Z drugiej strony nowy członek aptecznej załogi oznacza konieczność jego przeszkolenia, zastosowanie przejściowego okresu łagodnego traktowania i obciążenie dla pozostałych pracowników. Zanim nowa osoba złapie rytm apteki i pozna jej zakamarki oraz stałych pacjentów, mija sporo czasu.

Okazuje się, że znalezienie „odpowiedniego” technika farmaceutycznego wcale nie jest takie proste – szczególnie, kiedy chodzi o aptekę w dość małym mieście. Oczywiście najpierw próbowałem szukać nowego pracownika przez znajomych farmaceutów i przedstawicieli farmaceutycznych (ci ostatni są zaskakującą skarbnicą wiedzy na temat pracowników aptecznych). Niestety niewiele z tych prób wynikło. Dlatego ostatecznie umieściłem ogłoszenie w internecie. W ciągu 3 dni odpowiedziało aż 5 osób. Można by pomyśleć, że to całkiem niezły wynik. W końcu bezrobotnych techników jest podobno na rynku całkiem sporo. Problemy zaczęły się jednak podczas rozmów kwalifikacyjnych…

REKLAMA
REKLAMA

Wspomniałem wcześniej, że szukam „odpowiedniego” technika farmaceutycznego. To oczywiście bardzo względne pojęcie, ale w moim przypadku oznacza określony typ osobowości i charakteru – osobę ambitną, inteligentną, komunikatywną i dynamiczną. Tylko taka osoba mogłaby się dobrze czuć w moim zespole pracowników. Jak to w małych i indywidualnych aptekach bywa, naszym atutem jest rozmowa z pacjentem, wiedza i otwartość. W przeciwieństwie do aptek sieciowych, gdzie najważniejsza jest szybkość na kasie i umiejętność powiększania koszyka zakupowego.

Niestety mimo sporej liczby bezrobotnych techników farmaceutycznych niewielu posiada opisane przeze mnie cechy. Z pięciu osób, które przyszły do mnie na rozmowę kwalifikacyjną tylko dwie posiadały doświadczenie zawodowe. Pozostałe trzy dziewczyny ledwo co skończyły szkołę i szukały miejsca na staż. Nie mam nic przeciwko stażystom, ale indywidualnej aptece zależy na wyszkolonych i doświadczonych pracownikach. Stażyści na ogół kończą więc w sieciówkach, gdzie pierze się im umysły kompletnie wypaczając ideę tego zawodu.

Pozostałe dwie osoby (mężczyzna i kobieta) posiadały kilkuletnie doświadczenie. Niestety podczas rozmowy kwalifikacyjnej zabrakło owego „iskrzenia” – kompatybilności energii. W rezultacie od miesiąca ciągle poszukuję technika farmaceutycznego do swojego zespołu. Za każdym razem kiedy spotkam się z kandydatem na rozmowę kwalifikacyjną, pojawia się jakiś problem nie do przejścia – wysokość pensji, brak doświadczenia, zbyt długie dojazdy, nieodpowiedni typ osobowości. Dochodzę do wniosku, że znalezienie naprawdę „odpowiedniego” technika farmaceutycznego jest praktycznie niemożliwe, bo Ci najlepsi już pracę mają. Jaki z tego morał? Szanujmy naszych techników, bo lepszych możemy już nie znaleźć…

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA