Proceder wykryłem dopiero po tygodniu. Wcześniej nie miałem okazji pracować na zmianie z nią. Aż pewnego dni gdy zostaliśmy wieczorem sami w aptece to się stało. Oboje mieliśmy pacjentów. Po dwie osoby w kolejce. Nagle zaczął dzwonić telefon. Najpierw pomyślałem, że to któregoś z pacjentów. Pracownicy na ogół trzymali swoje telefony w kuchni – jeśli któryś z nich dzwonił to był raczej ledwo słyszalny i dobiegał z zaplecza. Jednak ten telefon dzwonił w izbie ekspedycyjnej. Pacjenci spojrzeli po sobie, ale żaden nie chwytał się gorączkowo za kieszenie i torebki. Nagle dzwonek ucichł i słyszę jak moja pracownica mówi: „No co tam? Mów szybko”.
Jak myślicie? Jaka była moja reakcja? W pierwszej chwili zdębiałem. Obsługiwałem akurat pacjenta więc nie mogło to trwać długo. Poczułem wściekłość. Tak się po prostu nie robi. Sami oburzamy się kiedy pacjent odbiera telefon podczas rozmowy z nami. Odebranie telefonu przez farmaceutę przy pacjencie po prostu się nie mieści w głowie. To wstyd podwójny. Spojrzałem na pracownicę wściekłym wzrokiem – tylko tyle mogłem zrobić w aptece z ludźmi w kolejce. Nie chciałem przy niej robić afery. Przechwyciła mój wzrok, w lot zrozumiała o co chodzi i rozłączyła się.
Dopiero po chwili spojrzałem na pacjenta, którego akurat obsługiwała. Facetem ewidentnie miotały podobne emocje co mną. Stał jak wmurowany, patrzył wściekłym wzrokiem na moją pracownicę i był o krok przed wybuchem. Spojrzałem na niego i z dezaprobatą pokiwałem głową. Nic nie mówiłem. Widać zrozumiał, że tym sposobem przyznaję mu rację i wyrażam dezaprobatę dla zachowania farmaceutki. Pomogło. Pacjent stęknął porozumiewawczo i nie zrobił awantury. Problem jednak nie był załatwiony. Po wyjściu pacjentów musiałem porozmawiać z pracownicą.
Obsługując pacjentów układałem sobie w głowie tę rozmową. Nakręcałem swoją wściekłość, przekonywałem się, że farmaceutka okazała brak szacunku dla pacjenta i mnie, jako jej pracodawcy. Że miała niebywały tupet by zrobić coś takiego, będąc na zmianie ze mną. Przy ostatnim pacjencie byłem już przekonany, że zagrożę jej zwolnieniem jeśli nie zmieni swojego podejścia. Nie ma w mojej aptece miejsca dla pracowników, którzy nie szanują pacjentów i nie poświęcają im pełnej uwagi.
I nadszedł moment rozmowy. Wiedziała, że jestem wściekły. Zanim zdążyłem powiedzieć choć słowo, ona zaczęła od przeprosin. I zaczęła się tłumaczyć. Okazało się, że od tygodnia ma siostrzeńca w szpitalu. Syn jej siostry wylądował tam z podejrzeniem sepsy – chłopiec miał 3 lata. Od tego momentu były nieustannie w kontakcie. Jej siostra samotnie wychowywała chłopca i nie miała nikogo w okolicy. Moja pracownica pomagała jej i wspierała na każdym kroku w tej sytuacji. Dlatego nosiła komórkę przy sobie i odbierała każdy telefon. Każdy mógł bowiem oznaczać najgorsze lub najlepsze. Kiedy zapytałem ją dlaczego nie wzięła urlopu na ten czas stwierdziła, że nie chciała dezorganizować pracy apteki.
I co mogłem zrobić w tej sytuacji? Wysłałem ją z miejsca na urlop i kazałem nie wracać dopóki chłopiec nie wróci ze szpitala. Praca jest ważna, ale rodzina ważniejsza. Złoty środek polega na tym, żeby jedno nie przeszkadzało drugiemu.










