Toksyczne związki

31 marca 2016 06:46

Przychodzi do pracy i nikt go nie wita, choć na zmianie są cztery osoby. W milczeniu zakłada kitel. Dostaje listę zadań do zrobienia, wchodzi na kasę, pracuje. Słyszy śmiechy za plecami, ale kiedy się odwraca, widzi tylko zawistne spojrzenia. Je śniadanie z koleżankami i rozmawiają, ale czuje, że coś jest nie tak. Dostaje więcej obowiązków niż inni, a nikt nie kwapi się do pomocy. Przekomarza się w ramach żartu z kierownikiem, ale nie jest mu wesoło. Znowu coś w jego pracy budzi zastrzeżenia. Wychodzi z pracy zmęczony i smutny. I tak co dzień. Niezależnie, czy jest się magistrem, technikiem czy kierownikiem, na toksyczną atmosferę można trafić w każdej aptece.

cowork.png

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że będąc czynnym zawodowo i pracując w pełnym wymiarze godzin, w pracy spędza się połowę dnia. Schodzi nam na tym właściwie połowa naszego życia. Dlatego tym bardziej w miejscu zatrudnienia powinniśmy dbać o przyjazną atmosferę i dobre relacje z kolegami. Niestety coraz częściej spotykam się z narzekaniem na pracodawców, szefów i współpracowników, nie mówiąc już o pacjentach czy ilości obowiązków.

Większość moich kolegów ze studiów w ciągu ostatnich pięciu lat zmieniła pracę więcej niż cztery razy. Niektórzy nie zostają w jednym miejscu nawet kilku miesięcy. Nie odpowiadają im zarobki, warunki, personel, układy, kierownik, zakres obowiązków… Odnoszę wrażenie, że coraz trudniej jest zaczepić się gdzieś na dłużej, pytanie tylko czy to rzeczywiście wina czynników zewnętrznych, czy może sami nie potrafimy zbudować na tyle zdrowych relacji ze współpracownikami, żeby otwarcie mówić o swoich potrzebach i egzekwować swoje prawa?

Nasze relacje z innymi nie zależą tylko od nas, ale nie oznacza to, że możemy usprawiedliwiać się takim argumentem. Faktycznie bywają osoby, z którymi po prostu nie da się pracować – zawistne i złośliwe, ale najczęściej przykre sytuacje generowane są przez osoby z nieuzasadnionymi uprzedzeniami, a nie paskudnym charakterem. Ostatnio usłyszałam, że magistrzy farmacji uważają się w aptece za bogów – wśród niektórych techników panuje taki stereotyp. Pięcioletnie ciężkie studia nie czynią z nas nieomylnych i wszystkomogących, choć z pewnością przygotowują merytorycznie do pracy i wiedza jaką mamy jest bardzo obszerna i szczegółowa. O technikach z ust magistrów usłyszałam z kolei, że są niekompetentni i niedouczeni… A przecież zakresy naszych obowiązków są różne. Niestety wielu pracowników aptek widzi to inaczej.

Technik farmacji ma przewagę nad magistrem jeśli chodzi o doświadczenie w sprzedaży. Pod tym względem jest doskonale przygotowany, jego tok kształcenia narzuca długi staż zanim podejmie się właściwej pracy, dzięki czemu ma szansę poznać rynek, techniki sprzedaży, wypracować sobie jakiś schemat postępowania z pacjentem-klientem. W porównaniu ze świeżo upieczonym magistrem wie więcej o tym jakie są leki na rynku, jakie suplementy i często znacznie lepiej potrafi poradzić sobie w recepturze (co może akurat nie wynika z różnic w wykształceniu, ale z lenistwa magistrów).

Magister farmacji ma bardzo obszerną wiedzę uzyskaną podczas długich i wymagających studiów. Potrafi myśleć analitycznie i kompleksowo (i mam nadzieję, że to nie jest tylko moja ideologiczna wizja) a pacjentów traktować nie jak klientów, ale jak osoby z konkretnym problemem zdrowotnym. Został wykształcony w celu rozwiązywania problemów lekowych, doskonałej znajomości substancji leczniczych i prowadzenia dokumentacji związanej z ich obrotem, a nie pod kątem handlowym. Tego musi nauczyć się sam, pracując zawodowo.

Właściciele aptek z kolei muszą myśleć o rentowności apteki i jej zyskach. Często jednak spotykam się z myśleniem, że magister to drogie zło konieczne do uzupełnienia wymaganego grafiku i wymagają od niego takich samych efektów sprzedażowych jak od technika kosztem innych kwalifikacji jakie posiada.

Osobiście nigdy nie czułam się źle z powodu współpracowników. Jako świeżo upieczony magister, może i miałam wiedzę teoretyczną, ale w praktyce byłam zupełnie niedoświadczona. Widziałam, w jaki sposób każdy z kolegów i koleżanek mnie traktuje – niektórzy pomagali, inni nie angażowali się w moje sprawy i każde takie stanowisko uznawałam za normalne. Byłam wdzięczna za życzliwość i nie miałam pretensji za obojętność. Zawsze wychodziłam z pracy w dobrym stanie psychicznym, choć czasami bywało ciężko, ale nie z powodu kolegów tylko nawału pracy. Wiem jednak o sytuacjach, które spotkały moich znajomych zarówno techników, jak i magistrów, w których ci pierwsi byli notorycznie gnębieni za rzekomą niekompetencję, a drudzy za wywyższanie się, co bardzo negatywnie wpływało na pracę całej kadry.

Niełatwo zmienić czyjeś błędne przekonanie, stereotypowe myślenie czy uprzedzenia. Ale uważam, że warto się postarać, nawet jeśli czasem trzeba pójść na ustępstwo. Dyplom pięcioletnich studiów nie daje nam prawa do poniżania innych osób i uważania się za lepszych od nich. Świadczy tylko o tym jakie mamy kompetencje. To jakimi jesteśmy pracownikami i farmaceutami zależy tylko od naszego zaangażowania, szkolenia i tego w jaki sposób komunikujemy się z pacjentami i kolegami z apteki. Praca w toksycznym środowisku męczy i źle wpływa na jakość pracy, nie dziwię się, że wielu moich znajomych często decydowało się na zmianę. Ale może, kolego magistrze, techniku, żeby poprawić tę sytuację, warto zapomnieć o uprzedzeniach i zacząć traktować innych jak normalnych ludzi, a nie oceniać ich przez pryzmat wykształcenia?

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Pierwiastek ludzki Pierwiastek ludzki

Czym byłaby apteka bez ludzi? Nie mam w tej chwili na myśli pacjentów, ale osoby ją tworzące. Bez fa...

Apteki w Powstaniu Warszawskim – część I Apteki w Powstaniu Warszawskim – część I

Był 10 lipca 1944 roku, godzina 5:45. Czternastu żołnierzy grupy bojowej IV plutonu I kompanii Batal...

Farmaceuta w Irlandii: stali pacjenci Farmaceuta w Irlandii: stali pacjenci

Pacjent irlandzki wykupujący leki Rx jest pacjentem stałym dla danej apteki trochę z wygody, trochę ...