W każdej aptece jest takie miejsce, gdzie czeka zapomniany, niechciany i dziwny towar; rzecz, która nie ma swojej lokalizacji, bo nigdzie nie pasuje. Zamówiony dla pacjenta, jako dodatek do pakietu, przez pomyłkę czy po prostu z czystej ciekawości zaczyna swoją historię w kartonie na naszym biurku, zwykle w momencie, kiedy obejrzenie go i wprowadzenie na stan jest mniej ważne od obsługi pacjentów w kolejce, refundacji, sprawdzania recept czy chwili odpoczynku. Jeszcze wtedy pamiętamy, że jest, ale stopniowo z upływem godzin przesuwamy go na później i na skraj biurka. Następnego dnia na kartonie lądują faktury do przyjęcia i inne dokumenty. Po jakimś czasie ktoś odkopuje spod sterty papierów i recept pudło naznaczone odciskami kubków i przestawia go w inne miejsce, może zaglądając na chwilę do środka, może (oby!) wprowadzając na stan. Mija miesiąc. Któregoś dnia w przebłysku świadomości przypominamy sobie że jakiś czas temu zamawialiśmy coś nowego, ale co to było…? I gdzie to jest?
Bałagan i brak dobrej organizacji pracy są czynnikami sprzyjającymi gromadzeniu się niechcianego asortymentu w aptece. Łatwo zawieruszyć coś, jeśli wszędzie piętrzy się nierozpakowany towar, gdy na półkach panuje chaos, a pracownicy widują się zbyt krótko, żeby zdążyć przekazać sobie jakiekolwiek informacje. Do tego skomplikowany system zwrotów obowiązujący w niektórych hurtowniach i gromadzenie nieaktualnych kart towarów nie pomaga w poprawie tego stanu. To oczywista przyczyna.
Ale nawet w najczystszej aptece, gdzie personel doskonale zna i wypełnia swoje obowiązki, leży kilka rzeczy, które wiadomo, że nie „pójdą”, bo po prostu nie ma na nie nabywcy. I po jakimś czasie, nawet gdy nabywca się trafi – nie każdy o tej rzeczy pamięta, nawet jeśli stoi na widoku, obklejona z każdej strony jaskrawymi karteczkami. Siedząc w naszej bezpiecznej, ograniczonej do pewnego asortymentu, zagródce umysłowej, nie myślimy o rozwiązaniach innych niż te, które już dobrze znamy, które wypracowaliśmy i przetestowaliśmy przez lata pracy. Tym trudniej pamiętać o czymś nowym, nieznanym, nawet jeśli leży tuż przed nami.
Taki towar zapomniany jest w każdej aptece. Zostanie przekazany kolejnemu właścicielowi, kolejnemu kierownikowi, który nigdy nie będzie miał czasu, żeby się nim odpowiednio zająć, bo nie ukrywajmy, ale jest na jednym z najniższych priorytetów codziennej pracy. Prawdopodobnie zostanie na stanie do końca swoich (lub apteki) dni.
Czasem litościwy wzrok padnie na opakowanie i naiwna ręka przeniesie w okolice lady „żeby pamiętać, żeby się sprzedało”. I może akurat dziś trafi się pacjent po to. Jednak wiem, że za kilka dni i kilku narosłych warstwach kurzu wyląduje z powrotem w kącie zapomnienia. Chociaż może nie dziś…?










