REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 17 maja 2017, 09:33

Towar zapomniany

Leży gdzieś samotny, zakurzony, niechciany. Wepchnięty między puste opakowania po szpatułkach laryngologicznych, w których są teraz spinacze, a pieluchomajtki i buty ortopedyczne. Piętrzą się na nim mydełka i długopisy, które kiedyś zostawił przedstawiciel. Z boku wciśnięty kurzy się kalendarz sprzed dwóch lat. Sterta jednorazowych fartuchów powoli zsuwa się żeby za kilka dni zupełnie zasłonić opakowanie minimalizując szanse na zmianę tego smutnego losu. Nikt go nie sprzeda, bo nikt już o nim nie pamięta. Laktator elektryczny na dwie piersi. Termometr do ucha. Inhalator w kształcie psa.

Taki towar zapomniany jest w każdej aptece. Zostanie przekazany kolejnemu właścicielowi, kolejnemu kierownikowi, który nigdy nie będzie miał czasu, żeby się nim odpowiednio zająć.

W każdej aptece jest takie miejsce, gdzie czeka zapomniany, niechciany i dziwny towar; rzecz, która nie ma swojej lokalizacji, bo nigdzie nie pasuje. Zamówiony dla pacjenta, jako dodatek do pakietu, przez pomyłkę czy po prostu z czystej ciekawości zaczyna swoją historię w kartonie na naszym biurku, zwykle w momencie, kiedy obejrzenie go i wprowadzenie na stan jest mniej ważne od obsługi pacjentów w kolejce, refundacji, sprawdzania recept czy chwili odpoczynku. Jeszcze wtedy pamiętamy, że jest, ale stopniowo z upływem godzin przesuwamy go na później i na skraj biurka. Następnego dnia na kartonie lądują faktury do przyjęcia i inne dokumenty. Po jakimś czasie ktoś odkopuje spod sterty papierów i recept pudło naznaczone odciskami kubków i przestawia go w inne miejsce, może zaglądając na chwilę do środka, może (oby!) wprowadzając na stan. Mija miesiąc. Któregoś dnia w przebłysku świadomości przypominamy sobie że jakiś czas temu zamawialiśmy coś nowego, ale co to było…? I gdzie to jest?

REKLAMA

Bałagan i brak dobrej organizacji pracy są czynnikami sprzyjającymi gromadzeniu się niechcianego asortymentu w aptece. Łatwo zawieruszyć coś, jeśli wszędzie piętrzy się nierozpakowany towar, gdy na półkach panuje chaos, a pracownicy widują się zbyt krótko, żeby zdążyć przekazać sobie jakiekolwiek informacje. Do tego skomplikowany system zwrotów obowiązujący w niektórych hurtowniach i gromadzenie nieaktualnych kart towarów nie pomaga w poprawie tego stanu. To oczywista przyczyna.

Ale nawet w najczystszej aptece, gdzie personel doskonale zna i wypełnia swoje obowiązki, leży kilka rzeczy, które wiadomo, że nie „pójdą”, bo po prostu nie ma na nie nabywcy. I po jakimś czasie, nawet gdy nabywca się trafi – nie każdy o tej rzeczy pamięta, nawet jeśli stoi na widoku, obklejona z każdej strony jaskrawymi karteczkami. Siedząc w naszej bezpiecznej, ograniczonej do pewnego asortymentu, zagródce umysłowej, nie myślimy o rozwiązaniach innych niż te, które już dobrze znamy, które wypracowaliśmy i przetestowaliśmy przez lata pracy. Tym trudniej pamiętać o czymś nowym, nieznanym, nawet jeśli leży tuż przed nami.

REKLAMA
REKLAMA

Taki towar zapomniany jest w każdej aptece. Zostanie przekazany kolejnemu właścicielowi, kolejnemu kierownikowi, który nigdy nie będzie miał czasu, żeby się nim odpowiednio zająć, bo nie ukrywajmy, ale jest na jednym z najniższych priorytetów codziennej pracy. Prawdopodobnie zostanie na stanie do końca swoich (lub apteki) dni.

Czasem litościwy wzrok padnie na opakowanie i naiwna ręka przeniesie w okolice lady „żeby pamiętać, żeby się sprzedało”. I może akurat dziś trafi się pacjent po to. Jednak wiem, że za kilka dni i kilku narosłych warstwach kurzu wyląduje z powrotem w kącie zapomnienia. Chociaż może nie dziś…?

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA