Magazyn mgr.farm

Tożsamość farmaceuty

17 października 2016 08:59

Brak ustawy o zawodzie farmaceuty powoduje u wielu osób pewnego rodzaju dysonans poznawczy polegający na niemożności określenia swojej roli w systemie służby zdrowia. Czasami są to wątpliwości, czy aby na pewno jesteśmy częścią służby zdrowia, wszak apteka jest jedynie placówką ochrony zdrowia.

Poseł Myrcha twierdzi, że bez pomocy techników, sami farmaceuci nie podołają obowiązkom i zaczną szkodzić pacjentom.

Niby prawnicza gra słów, ma ona jednak olbrzymie konsekwencje już nawet w tak prozaicznych sprawach jak stawka podatku od nieruchomości, która dla placówek służby zdrowia jest preferencyjna, a dla apteki – nie. Zatem ten niby mało istotny, prawie niezauważalny zapis, dla dzisiejszej tożsamości farmaceuty aptecznego ma fundamentalne znaczenie. Ustawia on apteki niejako trochę poza głównym pionem lecznictwa, gdzieś pomiędzy izbą wytrzeźwień, a centrum leczenia uzależnień. Czy taka narzucona rola aptek ma konsekwencje dla mentalności farmaceutów, którzy coraz częściej zadają sobie pytanie: jestem farmaceutą czyli kim? Czy kiedykolwiek byliśmy jako aptekarze częścią jądra systemu, czy tylko teraz jakoś tak wypadliśmy na peryferia?

Problem z tożsamością farmaceuty jest problemem nowym, który, moim zdaniem, zaczął narastać razem z popularnością studiów na kierunku farmacja. Jeszcze nie tak dawno, bo w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, pracownicy różnych katedr jeździli po liceach z misją zachęcającą maturzystów do podjęcia tych studiów. Były to studia niszowe, a więc studentami zostawali ludzie mający jakieś pojęcie o tym czym jest apteka, tudzież ci, którzy nie dostali się na Wydział Lekarski lub chcieli uprawiać zawód medyczny, ale nie lubili widoku krwi.

W momencie, w którym na jedno miejsce zaczęło ubiegać się kilku, a w szczycie nawet kilkunastu maturzystów na studia trafili wybitni abiturienci swoich liceów, lecz według mnie nie mający zielonego pojęcia o tym, co wybrali. Wszak praca w aptece pozbawiona jest wartkich zwrotów akcji rodem z „Ostrego dyżuru” tudzież miłej, sielankowej atmosfery z „Prawa Agaty”. Apteka to żmudna, codzienna praca, w której dni potrafią się zlać w tygodnie, a tygodnie w miesiące. Patrząc zatem na studentów farmacji zastanawiam się, co zadecydowało o ich wyborze? Czy przed podjęciem tych studiów, ktoś, ktokolwiek nie mający apteki w rodzinie lub wśród znajomych zadał sobie trud i sprawdził na czym polegała i polega ta praca? Może wyszli z założenia, że przecież nie będę pracować w aptece.

Obserwuję, jak ludzie po ukończeniu pięcioletnich studiów, zderzają się ze ścianą i dopiero wtedy dociera do nich co wybrali – no jak to, sprzedawca? Ratuj, ratuj Święci Kosmo i Damianie! Dajcie nam chociaż bliżej niezdefiniowaną opiekę farmaceutyczną.

Farmaceuci, którzy przeżywają ten wstrząs nabawiają się automatycznie wielu kompleksów, spośród których najpoważniejszymi są ten dotyczący technika farmaceutycznego i lekarza.

Problem farmaceuta – technik jest dla mnie problemem sztucznym. Oczywiście są wśród farmaceutów jednostki bardzo wrażliwe na apteczną mowę nieścisłości i kiedy pacjent zatytułuje technika magistrem, a ten nie samoubiczuje się stwierdzeniem „jestem tylko technikiem”, budzą się w potach nocą i wylewają frustrację na branżowych forach internetowych. Fundamentem nieporozumień jest niedowartościowanie farmaceutów, kiedy dociera do nich, że jedyną na dzisiaj różnicą pomiędzy nimi, a technikami jest niezaprzeczalny fakt – „na moje hasło się trochę więcej sprzedaje”.

Nie ma co szukać w oczach pacjentów specjalnego traktowania z racji „magistra” przed nazwiskiem. W dzisiejszych czasach i tak robimy się powoli mniej warci niż pierwsza strona w Google. Dziwią mnie niektóre pomysły profesorów farmacji o innych kolorach fartuchów, najlepiej z wielkim napisem na plecach „jestem technikiem, jestem gorszy”. Prawda jednak jest taka, że znam wielu techników, jednych lepszych, drugich słabszych. Mają oni niewątpliwie wspólną cechę, brak „komplikatora”, który obecny w głowach wielu magistrów farmacji przeszkadza w rozwinięciu skrzydeł. Obie grupy zawodowe jadą na tym samym wózku i są w realiach polskiej apteki niezbędne dla osiągnięcia dobrego wyniku finansowego firmy, a przecież wszystko do tego się sprowadza.

Problem relacji lekarzy z farmaceutami jest złożony. Pomijam tych przedstawicieli naszego zawodu, którzy się na kierunek lekarski nie dostali i przyszli na farmację, o których wiadomo, że zawsze będą po cichu płakać, a na głos dyskredytować umiejętności lekarzy. Linia podziału nie dzieli lekarzy na starszych i młodych, raczej na pochylających się ze zrozumieniem nad własnymi błędami i na mających przepisy dotyczące wystawiania recept w głębokim poważaniu. Zetknięcie się z tym drugim typem lekarzy jest dla młodego farmaceuty druzgocące. Przecież razem studiowaliśmy, część katedr była wspólna a próbuje się z nas zrobić pracownika sklepu spożywczego. Dodatkowo, sami pacjenci potęgują odczucie nierówności, stojąc w gabinecie lekarskim, jak w wojsku na baczność, by całą swoją frustrację z zapisanej wyższej odpłatności lub błędów na recepcie wylać za pierwszym stołem w aptece.

Zawsze jednak zastanawiało mnie, dlaczego nasze samorządy zawodowe zamiast iść z razem pod rękę, stawiały zasieki, antagonizując nasze środowiska. Gdyby rozrysować średnią zarobków obu naszych grup zawodowych na przestrzeni ostatnich 25 lat, pierwszą zauważalną tendencją byłby widoczny spadek zarobków farmaceutów przy jednoczesnym wzroście u lekarzy. Przypadek? Dla mnie to konsekwencja w działaniach samorządu lekarskiego, który od czasów pracy za półdarmo w trybie 24/7 przewalczył zmiany na swoją niewątpliwą korzyść. Stąd być może, w niektórych kręgach rozpaliło się takie utopijne marzenie by dać farmaceucie gabinet. Farmacja stanie się usługą i na pewno będzie lepiej. Rozbijam jakiekolwiek nadzieję – farmaceuta nie był, nie jest i nie będzie lekarzem. Pomijając fakt nieprzygotowania, którego szkółką weekendową się nie nadrobi, tego typu propozycje są pozbawione logicznych wyliczeń ekonomicznych i bardzo narażone na robotyzację.

Farmaceuci w efekcie skupienia całej uwagi w ciągu ostatnich 25 lat na handelku, w którym pełna nazwa jednej z sieci obuwniczych oddaje najrzetelniej przepis na sukces, zgubili całkowicie istotę farmacji. Kim jesteś zatem farmaceuto? Powiem Wam – farmaceuta apteczny jest doradcą , rzemieślnikiem i handlarzem (kolejność nieprzypadkowa). Przez wieki aptekarze byli gdzieś pomiędzy cechami rzemieślniczymi a bractwami kupieckimi. W miarę rozwoju nauk farmaceutycznych rozwinęliśmy jednak komponentę doradczą, która dzisiaj jest najistotniejszą rolą farmaceuty w codziennej pracy. Doradztwo jednak nie może istnieć samo i winno być na traktowane niemal na równi ze sprzedażą i wytwarzaniem leków.

Jeżeli dzisiejszy farmaceuta chce przetrwać i wygrać walkę o zawód, nie może zapominać o wszystkich trzech komponentach naszej profesji. Jakakolwiek próba redefiniowania zawodu farmaceuty tylko jako zawodu usługowego zaprowadzi nas w długo falowym efekcie dokładnie w to samo miejsce, w którym jesteśmy dzisiaj. O tym jednak w kolejnych artykułach.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Rozpędzony walec historii Rozpędzony walec historii

Możemy się nie interesować polityką, ale czy tego chcemy czy nie, polityka się nami interesuje. Prze...

Co powinniśmy wiedzieć o stosowaniu ziół w ciąży? Co powinniśmy wiedzieć o stosowaniu ziół w ciąży?

W 2009 roku norwescy badacze opublikowali dane, z których wynikało, iż w trakcie trwania ciąży aż 57...

Skwar Skwar

Polakowi nie dogodzisz. Jak jest zimno i pada deszcz, to będzie narzekał, że brakuje mu słońca i pra...