Parabeny, gluten, żółcień pomarańczowa, laktoza, DEET, SLS… Substancji, którymi przemysł farmaceutyczny nas obecnie straszy jest zapewne więcej. Oczywiście straszeni jesteśmy nimi po to, żebyśmy kupowali produkty, które ich nie mają. Z jednej strony tworzy się fobie, które samoistnie narastają w społeczeństwie i stają się tematem niezliczonych dyskusji w mediach. Z drugiej strony koncerny farmaceutyczne stawiają się w roli obrońców ludzkiego zdrowia i życia zapewniając, że w ich produktach tych niebezpiecznych składników nie ma. To nie jest zwykły chwyt marketingowy. To sposób na budowanie zaufania społecznego do konkretnych marek i producentów. Sposób niezwykle wyrachowany i przepełniony hipokryzją.
Czy rzeczywiście powinniśmy się obawiać wymienionych wyżej substancji? Czy ktokolwiek z oglądających ostrzegającą przed nimi reklamę zadał sobie kiedykolwiek trud sprawdzenia realnego zagrożenia? Bardzo wątpię. Większość osób woli „dmuchać na zimne” i na wszelki wypadek uwierzyć w treść reklamy. Treść, która przecież wcale nie tłumaczy dlaczego parabeny albo gluten są złe. Reklama najczęściej tylko informuje że w produkcie X tych substancji nie ma. To odbiorca reklamy intuicyjnie rozumuje, że skoro brak tych związków w preparacie jest komunikowany w reklamie, to znaczy, że to ważna informacja decydująca o jego bezpieczeństwie. Tymczasem gdyby jeden z drugim uważnie poczytał wiarygodne źródła naukowe, dowiedziałby się, że szkodliwość parabenów nigdy nie została potwierdzona. Niestety dotarłszy do tych informacji zapewne część osób i tak by w nie uwierzyła. Bo skoro parabeny nie są niebezpieczne, to dlaczego producenci nadal informują, że nie ma ich w tych konkretnych kosmetykach i wiadomość o tym znajduje się na każdym opakowaniu?
Kreowanie tego typu fobii ma niestety swoje konsekwencje w nieracjonalnym zachowaniu pacjentów w aptekach. Nieracjonalnym, bo pomijającym proces myślenia. Miałem ostatnio pacjentkę, która wykupując leki z recepty za każdym razem pytała mnie czy znajduje się w nich gluten. Furosemid, Polfilin, Febrofen… Za każdym razem to samo pytanie. Cierpliwie otwierałem więc przy niej pudełka i szukałem w ulotce informacji o substancjach pomocniczych. Nigdzie glutenu nie było. W końcu zapytałem pacjentkę skąd u niej ten strach przed glutenem. Na to odpowiedziała mi, że widziała ostatnio reklamę w telewizji tabletek na skurcze brzucha, w której podkreślano fakt, że nie zawierają one glutenu. Uznała więc, że to wyznacznik bezpieczeństwa leku i postanowiła sprawdzić, czy gluten jest lekach, która ona zażywa. W końcu tyle się ostatnio słyszy o tym glutenie w telewizji i jego szkodliwości, że to być może właśnie on odpowiada za jej choroby. No cóż. Dobrze, że nie spytała o laktozę…
Czy pacjentka zastanowiła się dlaczego gluten miałby być dla niej szkodliwy? Czy zrobiła w tym kierunku badania? Czy sprawdziła ile glutenu jest w jej diecie? Czy pomyślała w ogóle ile glutenu mogłoby się zmieścić w jednej tabletce Furosemidu, gdyby tam był? Oczywiście, że nie. Wolała „dmuchać na zimne” o uwierzyć w insynuację, która została umieszczona w telewizyjnej reklamie innej tabletki. Podobnie dzieje się z pozostałymi substancjami, których brak deklarują inny producenci leków w swoich reklamach, tworząc tym sposobem społeczne fobie. Szczytem hipokryzji jest dodatkowo fakt, że część firm farmaceutycznych na potęgę używa w innych produktach substancji, którymi same straszą…










