REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
czw. 10 grudnia 2020, 11:06

Uśmiech lekarstwem na epidemię?

Pamiętam kwietniowy dzień, gdy do apteki dotarły przyłbice. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w niej swoje odbicie w lustrze, łzy pociekły mi po policzkach. W głowie rodziły się setki pytań. Zastanawiałam się, jak długo dodatkowy element ubioru będzie mi towarzyszył i jak teraz będzie wyglądała moja praca…

Setki uśmiechów, jakie wywołałam na twarzy pacjentów, setki przeprowadzonych z nimi rozmów, setki porad, jakich udzieliłam, już na zawsze będą kojarzyły mi się z trwającą epidemią (fot. Shutterstock)
Setki uśmiechów, jakie wywołałam na twarzy pacjentów, setki przeprowadzonych z nimi rozmów, setki porad, jakich udzieliłam, już na zawsze będą kojarzyły mi się z trwającą epidemią (fot. Shutterstock)

W mojej karierze kierownika apteki miewałam wzloty i upadki. Bałam się, że rola, jaką piastuję, zgasi mój entuzjazm i zabije pasję, z jaką zawsze podchodziłam do pracy w aptece. Będąc kierownikiem zjadłam wagon pokory i samokrytycyzmu, okraszony asertywnością, empatią, lekcją samodyscypliny. W swojej codziennej pracy, staram się patrzeć na siebie oczami mojego personelu, oczekując w zamian nie tylko profesjonalizmu i rzetelności, ale przede wszystkim otwartości na drugiego człowieka. Dziś wiem, że taka postawa sprawiła, że w dobie epidemii, apteka stała się miejscem, do którego pacjenci lgną, bo czują się w nim tak po ludzku, dobrze.

REKLAMA

I wtedy przyszedł… marzec

Kiedy wydawało mi się, że osiągnęłam katharsis w swojej codziennej pracy, przyszedł marzec 2020 roku. Pierwsze potwierdzone przypadki zachorowania na wirusa Sars-Cov-2, lockdown, ogłoszenie stanu epidemii, diametralnie zmieniły warunki pracy w aptece i wymagały ode mnie i mojego personelu szybkiego przystosowania się do zmieniającej się sytuacji.

Widziałam udzielający się wszystkim strach, przerażenie w oczach setek pacjentów szturmujących wówczas aptekę i okoliczne sklepy. Puste półki w marketach, wydłużająca się lista braków leków w hurtowniach farmaceutycznych, pseudonaukowe wymysły w massmediach, teorie spiskowe – tylko dodatkowo indukowały zbiorowy niepokój, który udzielił się również i mi, niejednokrotnie spędzając sen z powiek.

Czułam się w obowiązku, by jako kierownik, zadbać o bezpieczeństwo pracowników, wprowadzając procedury, zabezpieczając środki ochrony osobistej. Postanowiłam także „zaprzyjaźnić się z wrogiem” czytając publikacje naukowe na temat wirusa SARS-Cov-2, COVID, biorąc udział we wszystkich możliwych webinarach. Tylko dzięki wiedzy opartej na EBM (evidence based medicine) mogłam zapewnić poczucie bezpieczeństwa i zawalczyć o względny spokój moich pracowników, którzy pomimo strachu o swoje zdrowie i zdrowie swoich bliskich, nie opuścili stanowisk pracy. Pomimo ogromnego zmęczenia, trwali przy mnie w najcięższych chwilach.

Małe „badanie naukowe”

Pamiętam kwietniowy dzień, gdy do apteki dotarły przyłbice. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w niej swoje odbicie w lustrze, łzy pociekły mi po policzkach. W głowie rodziły się setki pytań. Zastanawiałam się, jak długo dodatkowy element ubioru będzie mi towarzyszył i jak teraz będzie wyglądała moja praca. Płyta z pleksi, przyłbica, taśma odgradzająca pacjenta od pierwszego stołu na bezpieczną odległość. Czy to nie za dużo? Jak będzie teraz wyglądała obsługa niedosłyszącego seniora, pacjentów z depresją, członków rodziny pacjenta z nowotworem, przychodzących zrealizować recepty na bardzo silne leki przeciwbólowe?

Oczywiście, nie byłabym sobą, jakbym szybko nie wpadła na pomysł rozbawienia i zjednoczenia zespołu. Na pasku przyłbicy napisałam dużymi drukowanymi literami „UŚMIECHNIJ SIĘ” i stanęłam za pierwszym stołem, by obsługiwać pacjentów.

REKLAMA
REKLAMA

To, w jaki sposób pacjenci reagowali na tak prosty napis, zaskoczyło mnie. Okazuje się, że bez względu na wiek, 90% obsługiwanych przeze mnie pacjentów patrząc na mnie ze wzruszeniem, mówiło: „pod maseczką się uśmiecham”,  inni dziękowali za poprawę samopoczucia, a co najważniejsze, oni naprawdę się uśmiechali!

Pacjent i jego problemy…

W maju br. Fundacja „My pacjenci” przeprowadziła telefoniczne ankietowe badanie opinii na grupie około 1000 pacjentów dotyczące funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w czasie pandemii koronawirusa SARS-Cov-2. Wyniki badania, są w mojej opinii załamujące. Aż 81% ankietowanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że w czasie trwającej pandemii dostęp do lekarza w sprawach niezwiązanych z koronawirusem jest utrudniony, a 78% badanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że ograniczenie kontaktów międzyludzkich na czas pandemii źle wpływa na kondycję psychiczną /wpływa na zaburzenia nastroju.

Pacjenci czując się zagubieni, wystraszeni, ze względu na pozamykane przychodnie, nie wiedzą, gdzie szukać odpowiedzi na trapiące ich pytania związane ze stanem zdrowia, często osamotnieni, bezsilni, z poczuciem beznadziei sytuacji, trafiają do naszych aptek. Często jesteśmy ich jedynymi „słuchaczami”. Nie ma co ukrywać, nie jesteśmy doceniani, wychwalani, nasza praca jest obciążająca, ciągle czyha na nas groźba kary. Nie mamy UoZF, OF, ale drobny gest – uśmiech, dobre słowo, nic nas nie kosztują, a mogą dodać otuchy zestresowanemu pacjentowi. Tak naprawdę, tylko my im pozostaliśmy… Niech pacjentocentrym (ZM?) nie będzie tylko często powtarzanym sloganem!

„Drobne gesty sprawiają, że w lepszym świetle postrzegamy i siebie i innych.” (Reid I.)

Pomimo faktu, że o wynikach mojego małego „badania” nie przeczytacie na PubMedzie, nie otworzę na ich podstawie przewodu doktorskiego, to setki uśmiechów, jakie wywołałam na twarzy pacjentów, setki przeprowadzonych z nimi rozmów, setki porad, jakich udzieliłam, już na zawsze będą kojarzyły mi się z trwającą epidemią.

Jestem przekonana, że jeśli spojrzymy na pacjentów przekraczających próg naszych aptek, jak na kogoś nam bliskiego, żaden robot, żadna aplikacja nas nie zastąpi. Bo czy istnieje coś piękniejszego niż uśmiech drugiego człowieka?

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA