Uśmiech nie na każdy smutek

27 lutego 2018 14:42

W grudniu 2017 r. pojawił się raport na temat występowania przewlekłej depresji w krajach OECD, trzydziestu najbardziej rozwiniętych państw. Wynika z niego, że polscy mężczyźni chorują najrzadziej, a kobiety są „czwarte od końca”. Jednak ten sam raport OECD pokazuje, że liczba samobójstw popełnianych przez mężczyzn – Polaków jest piąta na świecie.

Ekonomiczne koszty leczenia depresji w Polsce wahają się między 1-2,6 mld złotych. W całej Europie jest to około 170 mld euro. (fot. Shutterstock)

Gdy pogoda za oknem nijaka, gdy zimowe dni pozbawiają nas słońca, gdy za oknem mróz i szaruga, nic dziwnego, że nie zawsze mamy ochotę śmieć się do łez i skakać z radości. Jednak niektórzy niezależnie od pogody nie cieszą się z życia jak inni. I gdy wiosna zapuka do ich drzwi, nie otworzą jej z radością. Często nawet, gdy zauważamy, że coś jest nie tak, mówimy takiej osobie, by wstała, zaczęła żyć, uśmiechnęła się! To trochę tak, jakby astmatykowi kazać przestać kaszleć. Choć epidemia tej choroby zbiera żniwo większe niż grypa w sezonie, zdajemy się o niej zapominać, albo unikać myślenia o niej. A szkoda, bo temat depresji powinien być nagłaśniany. Okazją był Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją, ale w zasadzie przeminął niezauważalnie, nie pozostawiając po sobie niczego konkretnego.

Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją, to święto obchodzone 23 lutego po ustanowieniu przez Ministerstwo Zdrowia od 2001 roku. Celem tego dnia jest upowszechnienie wiedzy na temat depresji i zachęcenie chorych do leczenia. W kalendarzu świąt medycznych i związanych ze zdrowiem co rusz mamy do czynienia z różnymi dniami poświęconymi jednostkom chorobowym, ale choć problemy obejmują dużo mniejszą skalę, mówi się o nich wiele. Przykładowo – Światowy Dzień Walki z AIDS. Plakaty na ulicach miast, newsy w krajowych wiadomościach, ogólnokrajowe akcje. Dane epidemiologiczne mówią o ok. 40 milionach w skali świata i kilkudziesięciu tysiącach w Polsce. A depresja? Według danych WHO na ten moment na świecie choruje na nią 350 milionów ludzi, podczas gdy w kraju jest to rząd wielkości 1,5 miliona pacjentów. Problem jednak zdaje się przemykać niepostrzeżenie, podobnie jak objawy…

Ostatnio na stronie internetowej jednej z apteki znalazłem bardzo eufemistyczny opis skierowany do pacjentów. Stwierdzono tam, iż zaburzenia nastroju wiążące się z uczuciem smutku czy obniżeniem energii można skutecznie stosując leki OTC czy suplementy, które nie tylko poprawiają witalność czy „doskonale wpływają na nastrój”, ale nie mają działania uzależniającego. Co jednak, gdy pacjent systematycznie wraca do nas po kolejne opakowanie suplementu reklamowanego jako łatwo dostępny normotymik? Czy nie powinno nas to zaniepokoić? Oczywiście, możemy sprzedać mu następny kartonik, jednak jako przedstawiciele zawodu medycznego powinniśmy zdawać sobie sprawę z możliwości wystąpienia u pacjenta objawów depresyjnych.

Jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe, dlaczego – zarówno na świecie jak i w Polsce – myśli się o akcjach społecznych (w aptekach, w centrach handlowych, w przychodniach), które mają na celu prewencję i profilaktykę nadciśnienia, skuteczną rozmowę nakłaniającą do zaprzestania palenia tytoniu, natomiast nie ma nawet plakatów w poradniach czy aptekach, sugerujących, że depresja może dotyczyć każdego z nas. I że to nie wstyd podejrzewać ją u siebie, poprosić o pomoc. Lepiej prosić o pomoc póki ma się siłę niż zaistnieć w statystykach tych, którym nie udało się już pomóc. A te są zatrważające. W naszym kraju rocznie odbiera sobie życie około sześć tysięcy osób. Kilkanaście osób dziennie. U większości z nich prawdopodobnie występowały objawy depresyjne. Choć w tym miejscu warto zaznaczyć, że samobójstwa i próby samobójcze nie są monitorowane medycznie w naszym kraju. Statystyk dostarcza policja wraz z GUS. Warto pamiętać, że Światowa Organizacja Zdrowia mówi, iż każdą zarejestrowaną próbę samobójczą należy przemnożyć od 100 do 200 razy, żeby otrzymać realną liczbę podjętych prób. Statystyki mówią, że 80 proc. osób, które popełniły próbę samobójczą, wcześniej o tych zamiarach informowało, tylko nie zostało usłyszanych. Takim mitem jest też to, że kiedy już ktoś raz podjął próbę samobójczą i mu nie wyszło, więcej tej próby nie podejmie.

Jeśli nie kwestia etyczna, niech przemówią finanse. Ekonomiczne koszty leczenia depresji w Polsce wahają się między 1-2,6 mld złotych. W całej Europie jest to około 170 mld euro (dane WHO za rok 2014). Na przestrzeni dwóch lat liczba wydanych preparatów antydepresyjnych wzrosła o 2 miliony. W ubiegłym roku przeznaczyliśmy na leki antydepresyjne aż 346,2 mln złotych, kupując łącznie 21 milionów opakowań tych preparatów. Czy to nadal zbyt mało, by przedsięwziąć jakieś kroki? W depresjach lekkich i umiarkowanych skuteczność psychoterapii i leków jest zbliżona. Natomiast leki są wyraźnie skuteczniejsze, gdy mamy do czynienia z ciężkimi przypadkami depresji. Nie jest jednak rolą farmaceuty decydować, która z opcji była by dla pacjenta bardziej efektywna, natomiast rzeczą ludzką jest reagować, gdy widzimy problem, który nie wygląda na rozwiązany.

W grudniu 2017 r. pojawił się raport na temat występowania przewlekłej depresji w krajach OECD, trzydziestu najbardziej rozwiniętych państw. Wynika z niego, że polscy mężczyźni chorują najrzadziej, a kobiety są „czwarte od końca”. Jednak ten sam raport OECD pokazuje, że liczba samobójstw popełnianych przez mężczyzn – Polaków jest piąta na świecie. Wyjaśnienie tego zjawiska jest proste: nasz oficjalny system przestał rejestrować skalę zjawiska depresji. Szacuje się, że jedna trzecia populacji cierpi w życiu na poważne zaburzenia, na czele z zaburzeniami lękowymi, depresyjnymi i uzależnieniami. Trzeba zrozumieć, że ich samotność, niespełnienie, frustracje czy bezdzietność mają realne przyczyny i że nowoczesna psychiatria może temu przeciwdziałać. Trzeba też wiedzieć, że chorzy psychiczne żyją nieraz krócej niż chorzy na nowotwory czy AIDS.

W kwestii chorób somatycznych zrobiliśmy znaczące postępy na przestrzeni ostatnich dekad. Na polu chorób psychicznych wciąż raczkujemy, zwłaszcza jeśli chodzi o wczesne spostrzeganie objawów, nagłaśnianie tematu zaburzeń psychicznych, społeczne przyzwolenie na nie. W dzisiejszym świecie każda oznaka słabości jest źle widziana. Marzy mi się, by pacjenci mieli miejsca, w których choć na chwilę ktoś im daje prawo do bycia słabym. I by w takim momencie znalazł sygnał, że nie jest z tym sam. Może tym miejscem będzie apteka, może tym sygnałem będzie plakat, a może dwa zdania od farmaceuty?

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Niżej już nie można Niżej już nie można

Wszyscy dobrze wiemy, że świat Big Pharmy jawi się pacjentom jako pozbawiona skrupułów machina do za...

Najważniejszy jest… lekarz Najważniejszy jest… lekarz

Słuchając opinii swoich koleżanek i kolegów odnośnie praktyk po V roku odnoszę wrażenie, że nierzadk...

Gluten gorszy od morfiny? Gluten gorszy od morfiny?

Po trudach długiego porodu zakończonego cesarskim cięciem, moja pacjentka otrzymała na sali obserwac...