Wielkanocna babka

5 kwietnia 2018 11:00

Piątek po południu, Wielki Piątek, oddział internistyczny. Na korytarz wjeżdża dwóch sanitariuszy z SOR-u z półprzytomną, starszą kobietą na łóżku. Pacjentka ma ponad osiemdziesiąt lat, nielogiczna, podsypiająca, odwodniona. W zasadzie nie ma z nią kontaktu. Gdy następuje przekazanie jej zespołowi pielęgniarskiemu, wśród informacji o stanie zdrowia słychać niesmaczny żart o „kolejnej wielkanocnej babce” od SOR-u dla interny. „Kolejna staruszka, która nie pasowała rodzinie do jajeczka” – komentuje jedna z pielęgniarek…

Nie jest to niczym nowym dla osób obracających się w środowisku szpitalnym, że przed świętami czy długimi weekendami sale szpitalne wypełniają się nikomu niepotrzebnymi staruszkami. (fot. Shutterstock)

…Kilka godzin później w supermarkecie przy kasie tocząca się rozmowa między dwoma kobietami, z których jedna okazuje się być prawdopodobnie opiekunką osób starszych. Opowiada swojej koleżance o tym, jak to rodzina zmodyfikowała ojcu leki, a ten idealnie na czas pogorszył się i wylądował szczęśliwie (dla nich) na całe Święta w szpitalu na obserwacji.

Być może w aptekach ogólnodostępnych nie widać takich drastycznych przypadków. Nie mamy bowiem bezpośredniego przełożenia tego, co wydajemy pacjentowi lub jego rodzinie, na poprawę lub pogorszenie stanu zdrowia danego chorego. Jednak, jak pokazują drastyczne, ale nagminne powyższe przykłady, choćby cała służba zdrowia działała perfekcyjnie, czasem cały łańcuch pęka na samym końcu, w rodzinie.

Nie jest to niczym nowym dla osób obracających się w środowisku szpitalnym, że przed świętami czy długimi weekendami sale szpitalne wypełniają się nikomu niepotrzebnymi staruszkami, którzy tylko zakłócają spokojne świętowanie.

Czasem z historii pacjenta, przepisanych leków i wyników laboratoryjnych można w łatwy sposób domyślić się, jak rodzina poradziła sobie z uciążliwym problemem. Czasem będzie to niepodanie leku, jak w przytoczonej opowieści, czasem zwiększenie dawki, czasem dodanie potencjalnie neutralnego medykamentu, który jednak u danego pacjenta znacząco i w krótkim czasie potrafi pogorszyć jego stan. Najczęściej odstawianymi lub modyfikowanymi lekami są diuretyki i niektóre leki obniżające ciśnienie krwi. Wywołanie obrzęków, zaburzeń elektrolitowych czy niedociśnienia ortostatycznego nie należy do najtrudniejszych zadań po wnikliwym przeczytaniu ulotki, zwłaszcza podczas wieloletniej opieki nad chorym. Zmiana dobowej podaży płynów, włączenie lub wyłączenie preparatów suplementujących potas i inne niechlubne rozwiązania zdają się szybkim i niegroźnym sposobem pozbycia się „problemu”.

Ludzie od zarania dziejów trudnili się wykańczaniem swoich bliskich. Niejednokrotnie pomagały w tym apteki. Oczywiście nie bezpośrednio, ale dostarczając odpowiednich narzędzi. W XIX stuleciu najczęściej stosowanymi truciznami były: arszenik, preparaty opium (najczęściej laudanum), strychnina, kwasy organiczne oraz rtęć. Arszenik i opium były tanie i powszechnie dostępne. Ten pierwszy na początku XIX wieku był stosowany jako trucizna do tępienia szkodników, którą można było kupić w sklepie bądź w aptece.

Książki historyczne dostarczają setek historii, w których towar sprzedany przez farmaceutę stał się początkiem rodzinnych tragedii. Zmieniły się jednak czasy, ale jak widać, zwyczaje pozostały takie same.

Nie jesteśmy w stanie zapobiec podobnym historiom. Ani w aptece ogólnodostępnej ani w szpitalu w żadnym stopniu nie jesteśmy w stanie uchronić pacjentów przed podobnym losem. Nikt nie będzie przecież podejrzliwie patrzeć na Panią Nowak, gdy ta będzie wykupywać spory zapas insuliny dla matki i snuć domysłów, czy nie poda wyjątkowo większej dawki. Nie każdy odwiedzający aptekę czy szpitalny oddział to potencjalny truciciel. Ale gdzieś, pracując pośród takich sytuacji człowiekowi włącza się czerwona lampka, że coś tu nie gra. Leczymy ciało, a tak naprawdę czasem powinniśmy leczyć demony w czyjejś głowie.

Pocieszające jest jednak to, że nie wszystkie rodziny posuwają się aż do takich uczynków. Za przykład (niekoniecznie wzorowy) niech posłuży historia pewnego leciwego pacjenta wspomnianego oddziału i jego córki, która dzień w dzień przychodziła się opiekować chorym tatą, pomagała go karmić, sadzać do porannej toalety, pielęgnować jego odleżyny. I przy każdej wizycie wspominać ojcu, by póki jest jeszcze w pełni władz umysłowych i fizycznych, przepisał na nią swój majątek, by bezpiecznie pozostał w rodzinie i ktoś odpowiedzialny zajął się nim, gdy ten zaniemoże. Rozczulony dobrocią swojej latorośli mężczyzna w końcu zgodził się na jej prośbę – pewnego pięknego poranka z uśmiechem podpisał stosowne dokumenty. Radości córki nie było końca, lecz widział ją krótko. Bowiem kobieta już nigdy więcej nie pojawiła się na oddziale, a pacjent dołączył do wielkanocnych babek i tych, którzy nie pasowali rodzinom do wielkanocnego jajeczka…

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Suplementy na dopingu Suplementy na dopingu

Jedną z grup pacjentów często podejmujących suplementację diety są sportowcy. Motywowane jest to głó...

Sieci małe, sieci duże… Sieci małe, sieci duże…

Podobno w Polsce funkcjonuje obecnie ponad 300 sieci aptecznych. Większość z nich to małe przedsiębi...

Apteki w Powstaniu Warszawskim – część III Apteki w Powstaniu Warszawskim – część III

Z historią Powstania Warszawskiego prócz zbrojnych akcji przeciw nazistowskiemu okupantowi związanyc...