Wojna trwa, bo trwa mać…

16 listopada 2016 08:57

Przyglądam się ciągłym przepychankom w mediach między samorządem aptekarskim i przedstawicielami „wolnego rynku”. Jedni i drudzy przekonują do swoich racji. Jedni straszą patologiami, drudzy wysokimi cenami. I nawet fajnie się to ogląda. Człowiekowi potrafi poziom adrenaliny skoczyć. Ale co z tego, skoro kolejna apteka sieciowa otwiera mi się pod nosem?

lina2.png

Dopóki prezydent nie podpisze konkretnej nowelizacji i na rynku nie zajdą realne zmiany, dopóty samorząd nie ma się czym chwalić. Bo co z tego że „coś” się dzieje? Co z tego, że sieci trzęsą portkami, posłowie stają po stronie indywidualnych aptekarzy i projekt „apteki dla aptekarza” jest bardziej realny niż do tej pory, skoro u nas na dole nic się nie zmienia. Wojna trwa i twa mać – cytując jednego z byłych premierów. Nieważne ile się mówi o aptekarzach i jakie dyskusje toczą się w mediach – my tu walczymy o przetrwanie.

Właściwie to jest nawet gorzej. Zapowiedź zmian wprowadziła nerwowość na rynku, która udziela się wszystkim. Sieci zaczynają robić nerwowe ruchy i jeszcze bardziej infiltrują rynek. Rok temu otwarła mi się pod nosem apteka sieciowa. Teraz dochodzą mnie słuchy, że ma pojawić się kolejna. Wszystko po to, żeby zdążyć przed ewentualnymi zmianami w przepisach. Wszystko wskazuje zatem na krwawą jatkę, której po prostu mogę nie przetrwać. A domyślam się, że wyjątkiem na mapie Polski nie jestem.

Jeśli takie rzeczy dzieją się wszędzie, to po wejściu w życie nowych przepisów może się okazać, że masowo upadają apteki indywidualne. Nowopowstałe apteki sieciowe będą musiały przecież zrobić sobie miejsce na rynku. A najłatwiej to zrobić doprowadzając do ruiny indywidualnego aptekarza. Takiego jak ja. Już to widzę, jak po otwarciu drugiej sieciówki w promieniu 100 metrów, zaczynają one ze sobą walczyć. Jedna będzie chciała utrzymać pozycję lidera, którą odebrała w zeszłym roku mi. Druga będzie chciała zagarnąć część pacjentów dla siebie i stać się tą „najtańszą”. A gdzie w tym wszystkim ja? Ano będę obserwował jak z tygodnia na tydzień przychodzi do mnie coraz mniej ludzi. Będę musiał stopniowo zwalniać pracowników, zmniejszać koszty. Pewnie na koniec zostanę w aptece sam z jakimś technikiem, skrócę godziny pracy i będę dogorywał. Aż w końcu będę musiał wziąć kredyt, żeby zapłacić a utylizację leków, których nie sprzedałem.

Żeby było jasne – uważam, że proponowane zmiany, o których mówi się w mediach są dobre. Ale jeśli te debaty o nich potrwają jeszcze miesiąc albo dwa miesiące dłużej, to tacy aptekarze jak ja sobie nie poradzą. Zostaniemy rozniesieni, a na nowe apteki nas nie będzie stać – nawet jeśli przepisy będą umożliwiały otwieranie ich tylko farmaceutom.

Zmiany muszą wejść szybko. Najlepiej w ciągu miesiąca. Oczywiście przedstawicielom sieci aptecznych zależy na tym, żeby nie weszły wcale, albo chociaż żeby weszły jak najpóźniej. I do tego będą dążyć. Będą rzucać kłody pod nogi, rzucać oszczerstwami i przekupywać swoich pracowników, żeby skłócali nas farmaceutów. Wszystkie chwyty dozwolone.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Grincz Grincz

Już czas. Nareszcie nadeszły Święta Bożego Narodzenia – dzień, na który wiele osób z utęsknieniem cz...

A mogłem być… A mogłem być…

Kiedy byłem na studiach farmaceutycznych snułem marzenia o swojej karierze zawodowej. Wtedy nie było...

Michał Byliniak: artykuł w Gazecie Wyborczej jest tendencyjny Michał Byliniak: artykuł w Gazecie Wyborczej jest tendencyjny

Prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Warszawie, Michał Byliniak odniósł się do artykułu „W poszukiwa...