REKLAMA
pon. 17 listopada 2014, 10:50

Wybory

Życie nieustannie stawia nas przed wyborami i zmusza do podejmowania decyzji. Gdybyśmy nie musieli wybierać, z pewnością byśmy tego nie robili. Wybory komplikują życie, zawracają głowę i sprawiają, że później żałujemy swoich decyzji. Nie inaczej jest z wyborami samorządowymi…

Jestem zdania, że kto nie bierze udziału w wyborach władz (samorządowych, do sejmu czy europarlamentu), ten nie ma prawa narzekać na to co dzieje się w kraju i jego okolicy. Podobnie jak nie uznaję narzekań na działalność samorządu aptekarskiego w wykonaniu farmaceutów, którzy nigdy nie byli na zjeździe wyborczym i nie pełnili funkcji delegata. Uczestnictwo w wyborach to nasz obowiązek – nieważne jak bardzo denerwujący i przytłaczający.

Paradoksalnie niewzięcie udziału w wyborach również przyczynia się do ich wyniku – i to w najgorszy możliwy sposób. Nie głosując popieramy bowiem tych kandydatów i kandydatki, którzy najskuteczniej mamią bezmyślne tłumy swoimi obietnicami. W takich sytuacjach najbardziej wartościowi kandydaci, którzy odwołują się do rozsądku i inteligencji wyborców, przegrywają z kretesem. Dlaczego? Ano dlatego, że przeciętny wyborca nie myśli. Nie zna kandydata, na którego oddaje swój głos ani jego programu. Kieruje się jedynie krzykliwym przekazem plakatu, ulotki czy spotu wyborczego.

Czasami mam wrażenie, że większość nieświadomego tłumu wyborców swoją sympatię do kandydatów opiera na kolorze ich ulotki wyborczej lub krawata na zdjęciu z plakatu. Niestety przeróżne agencje PR i doradcy przygotowujący kandydatów, doskonale o tym wiedzą i jak to tylko możliwe trywializują ich komunikację z wyborcami. Efekty tego możemy co kilka lat podziwiać na naszych ulicach… i nie tylko.

Niepomiernie irytują mnie farmaceuci, którzy pozwalają na oklejanie swoich aptek plakatami wyborczymi. Bannery na ścianach zewnętrznych, plakaty w oknach, ulotki na ladach… jeszcze tylko brakuje znaczków z głowami kandydatów przypiętych do fartucha farmaceuty. Apteka nie powinna być miejscem agitacji politycznej, a farmaceuci nie powinni używać swojego autorytetu do wspierania jakiegokolwiek kandydata. Jesteśmy zawodem zaufania publicznego i nie możemy tego zaufania nadużywać. Już nie wspomnę, że popieranie jednego kandydata na radnego z naszej okolicy zawsze będzie prowadziło do konfliktów z wyborcami i rodziną pozostałych kandydatów. Potem zaczynają się plotki, przytyki, oskarżenia i żale… Żadnemu farmaceucie ani aptece nie jest to potrzebne.

Okres przedwyborczy to dla mnie gehenna. Im bliżej wyborów tym więcej plakatów, bannerów i ulotek wala się po ulicach mojego miasta. Obklejone przystanki autobusowe, billboardy, barierki przy ulicach, płoty, słupy, latarnie… Ze wszystkich plakatów spozierają na mnie cielęce oczy kandydatów, wołające niczym osiołek w „Sherku”: „Wybierz mnie, wybierz mnie!”. (Chociaż te oczy to raczej był atut kota, ale osioł bardziej pasuje mi do metafory 😉 Nie dziwię się, że przytłoczeni tymi nachalnymi komunikatami, niektórzy buntują się i rezygnują z udziału w wyborach. Przyglądając się zacietrzewieniu niektórych kandydatów i ich „parciu na stołek” szybko dochodzi się do wniosku, że za ich pogodnymi obliczami z plakatów kryją się nienasycone wampiry.

Dlatego właśnie warto głosować na ludzi, których znamy i jesteśmy pewni ich intencji. Sąsiadów, którzy dzielą nasze problemy i nie traktują ich jako odskocznię na wyższy szczebel politycznej kariery.