Magazyn mgr.farm

Wystawa osobliwości

13 czerwca 2016 06:36

Szaleje burza. Deszcz wali o szyby i spływa strumieniem po drzwiach wejściowych. Niebo przecinają błyskawice. Dźwięk grzmotów zagłusza monotonny sygnał z zasilacza awaryjnego, który podtrzymuje komputer-serwer przy życiu. Generator prądu warczy na zapleczu pozwalając na uruchomienie jednej małej lampy. We wsi zasilania jak zwykle w taką pogodę brak. Magister apteki dyżurującej mruczy monotonnie pod nosem przeglądając recepty. Nagle drzwi otwierają się na oścież i razem z ostrym podmuchem wiatru do środka wpada wysoki mężczyzna w czarnym skórzanym płaszczu i kapeluszu ociekającym wodą. Podchodzi do lady, wyjmuje z kieszeni małe zawiniątko i rzuca je na ladę, krzycząc: „co mam z tym zrobić?!”. Magister z lekką obawą otwiera pakunek i jego oczom ukazuje się zakrwawiony palec wskazujący.

Apteki nadal będą konkurowały o pacjenta i ceny leków nie wzrosną.

„To może lepiej ja Pani to pokażę” – są to słowa, które z pewnością każdy z nas słyszał nie raz. Choć wiadomo, że farmaceuta nie jest od przeprowadzania badania dotykowego, a jedynie wywiadu chorobowego i na tej podstawie decydowania o dalszym postępowaniu terapeutycznym, pacjenci z wygody, braku czasu czy innych pobudek (czasem myślę, że może z zaufania do nas, albo raczej jego braku do lekarza) przychodzą do apteki, nie żeby omówić swój problem, ale żeby go zaprezentować, licząc na to, że aptekarz oceni go organoleptycznie i zaproponuje jakieś (skuteczne!) leczenie, albo chociaż powie czy jest to na pewno przypadek wymagający wizyty w przychodni czy na SORze. W ten sposób jesteśmy narażeni na oglądanie wszelkiego rodzaju wysypek, ubytków skórnych czy wydzielin, a nawet, jak opisałam na wstępie, odciętych elementów kończyn, niekoniecznie zgodnie z naszą wolą.

Najczęściej, na szczęście pacjenci nie przychodzą z poważnymi dolegliwościami. Zwykle, to czego nie da się dobrze w ich mniemaniu opisać i koniecznie trzeba pokazać dotyczy problemów skórnych. Te niestety nie zawsze występują na miłych dla oka częściach ciała – zdarzają się w takich miejscach, które niekoniecznie mielibyśmy ochotę oglądać (pośladki, piersi, członek), a zdesperowany pacjent z pełną determinacją chce nam pokazać. Dobrze, jeśli wcześniej uprzedzi nas o swoim problemie dając czas na reakcję. Ale czasem jest tak zaaferowany tym, co ma za chwilę zamiar zrobić, że pomijając grzecznościowe przywitanie od razu przechodzi do rzeczy. Ukradkiem rozgląda się po aptece, czy nikt nie patrzy i odchylając stanik czy spodnie szepcze konspiracyjnie „niech Pani zerknie, o tutaj – co to może być?”.

Inni pacjenci mają problem z opisaniem różnych wydzielin. W przypadku wydzieliny z gardła są tacy, którzy nie krępują się nam jej pokazać „na świeżo” – stojąc przy okienku zbierają siły i jednym sprawnym charknięciem wypluwają zalegającą flegmę na chusteczkę, po czym podtykają nam pod nos, żebyśmy dokładnie się przyjrzeli. Są też tacy, którzy się wcześniej przygotowują – przynoszą problematyczny ekskrement np. w słoiku. Zdarzyło mi się także kilka razy oglądać zawartość pojemników na mocz w celu szybkiej oceny przejrzystości, osadu, koloru i ruchliwości (tak!) cieczy, która niekoniecznie była moczem, a także kałówek – na obecność pasożytów. Zwykle pacjent znienacka wyciągał zza pazuchy dany przedmiot i stawiał na ladzie z lekkim skrępowaniem, nie dając mi nawet czasu na jakąkolwiek reakcję. Myślę, że gdybym zbierała te wszystkie pojemniki, pudełka i woreczki mogłabym otworzyć całkiem sporą wystawę osobliwości.

Zdaję sobie sprawę, że niełatwo jest opisać kolor wydzieliny czy rodzaj wysypki. Farmaceuta zbierając wywiad i dokonując rozpoznania różnicowego często zadaje podręcznikowe pytania, które zbijają pacjentów z pantałyku – bo skąd on ma wiedzieć czy wydzielina jest bardziej brązowa czy żółta, a może pienista? A wysypka grudkowata czy liszajowata? Nie dziwię się więc, że zamiast opowiadać, wolą pokazać. I rzeczywiście – często o wiele łatwiej jest zorientować się na czym polega problem po zobaczeniu go. Oglądanie wszystkich tych osobliwości, z którymi przychodzą pacjenci do apteki bywa obrzydliwe, ale też w swoim absurdzie zabawne, a nawet czasami pomocne w podjęciu decyzji czy leczyć OTC czy też wysłać do specjalisty. Jest to z pewnością jedna z tych rzeczy, która utwierdza mnie w przekonaniu, że moja praca nigdy mnie nie znudzi.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Dwa oblicza switcha Dwa oblicza switcha

W ostatnim czasie sporo emocji w środowisku farmaceutów budziło pojawianie się nowych leków OTC. Tym...

Requiem dla snu Requiem dla snu

„Requiem dla snu” to głośny dramat psychologiczny z 2000 roku w reżyserii Darrena Aronofsky’ego, opo...

Co to się Panie porobiło z tymi lekami? Co to się Panie porobiło z tymi lekami?

Odwiedziła mnie ok. 70-letnia pacjentka z receptą na kilka leków stosowanych w leczeniu chorób układ...