Tym większy szacunek należy się tym, którzy to zrobili. W ich poczet wchodzi na przykład Peter Gibson, australijski gastroenterolog, który jeszcze trzy lata temu, w roku 2011, ogłosił koniec glutenu. No, może nie całkiem koniec. Z pewnością jednak poważnie nadszarpnął jego opinię.
Gluten to białko występujące powszechnie w ziarnach zbóż, najczęściej spożywanych w naszym klimacie. Bardzo ciężko go unikać, ponieważ domieszki ziaren znajdują się w przeważającej większości produktów spożywczych. Gluten jest przyczyną celiakii, choroby jelit, w której poddane działaniu tego białka kosmki jelitowe zanikają, a jelito przestaje pełnić swoje fizjologiczne funkcje. Klasyczną postać choroby, przebiegającą z deficytami pokarmowymi, niedożywieniem, biegunkami i zaburzeniami rozwoju dość łatwo rozpoznać. Medycyna zna jednak wiele poronnych postaci choroby, w których reakcja na gluten może być zgoła zagadkowa i w niewielkim stopniu połączona z jelitami. Chorzy na atypową postać celiakii mogą skarżyć się na nietypowe zmiany skórne, bóle głowy, osłabienie, depresję czy nawet zaburzenia neurologiczne. Wszystko to sprawia, że celiakia staje dziś niemal na równi z boreliozą, ulubioną jednostką chorobową tych, których zdiagnozować trudno.
Może właśnie te cechy glutenu podziałały na twórcę niezwykle popularnej teorii i skłoniły go do badań? Faktem jest, że po ogłoszeniu w świecie naukowym tezy, jakoby gluten nawet u osób zdrowych (bez genetycznej nietolerancji i objawów zaniku kosmków) mógł wywoływać objawy chorobowe, zawrzało. Gluten był winowajcą w przypadku niestrawności, wzdęć, niejasnych dolegliwości bólowych i przewlekłego zmęczenia. Ręka w górę, kto nie chciałby zrzucić zmęczenia na choćby Bogu ducha winną cząsteczkę. Ja bym chciała.
Pojawiły się więc diety bezglutenowe, wolne od glutenu płatki śniadaniowe, batoniki i restauracje. Gluten stał się passé w kręgach hollywoodzkich gwiazd i pomniejszych gwiazdeczek, opublikowano niezliczoną ilość jednosezonowych poradników o spektakularnej przemianie i wiele śniadaniowych telewizji miało dobry, medialny temat. Wciąż można znaleźć nawet opakowania wafli ryżowych, które krzyczą, iż są bezglutenowe. Choć były takie od zawsze. Trzeba umieć przekuć swoje zalety w marketingowe potrzeby.
I nagle teoria spełza na niczym. W powtórzonym badaniu, autor historii o drapieżnym glutenie stwierdza jasno i wyraźnie, że szkodliwy wpływ tego białka na osoby zdrowe jest nie do udowodnienia, a powstrzymywanie się od spożywania zbóż może skutkować licznymi niedoborami pokarmowymi.
Oklaski dla uczciwego naukowca, który odważył się zadać sobie pytanie:” Czy na pewno mam rację?” , powtórzyć badania i obalić własną teorię. Duch nauki w nim jeszcze zdecydowanie nie umarł.
Bibliografia
1. http://www.gastrojournal.org/article/S0016-5085(13)00702-6/fulltext










