Magazyn mgr.farm

Z pamiętnika najemnika, czyli wynurzenia takiego jednego

6 czerwca 2016 08:05

Studia zacząłem w 1995 roku. Podobnie jak „Mój Poważany Wielce” kolega, na początku myślałem o byciu FARMACEUTĄ Wielkimi Literami, koniecznie pogrubionymi i w Times New Roman. Wkuwałem rożne chemie, mikrobiologie, mikronizowałem wątrobę szczura w celu uzyskania frakcji mikrosomalnych, z zamkniętymi oczami rozpoznawałem całe mnóstwo białych proszków o swoistym zapachu. Z czasem FARMACEUTA zaczynał maleć. Nauczyłem się myśleć o sobie kursywą.

shutterstock_428712442.jpg

Gdzieś w okolicach trzeciego roku na zajęciach z syntezy leku z Times New Roman zrobił się Comic Sans, wtedy to (pewnie po przytruciu się oparami) przeanalizowałem swoją przyszłość. Doszedłem wtedy do następujących wniosków:
1. swojej apteki nie otworzę, bo mnie nie stać,
2. na uczelni nie zostanę, bo zrobię krzywdę studentom.

Postanowiłem więc, że zostanę najemnikiem i będę pracował za pieniądze.

Pierwsza apteka, w jakiej przyszło mi pracować, była porządna. Miasto turystyczne, dużo pacjentów, znajomi lekarze, po prostu żyć, nie umierać. To było w roku 2000. W aptece były 4 stanowiska w ekspedycji. Pani kierowniczka byłą wspólniczką właściciela apteka. Nie było problemów z zamawianiem. Za towar płaciliśmy gotówką, bo było nas stać. Premie świąteczne w wysokości pensji były normą. Pacjenci lubili do nas przychodzić. Nie było parcia na robienie obrotu, bo nie było takiej potrzeby. Z tą apteką pożegnałem się, bo pojawiła się rodzina, dziecko.

Przenieśliśmy się na gdzie indziej ale w tym samym województwie. Pracę znalazłem w zasadzie bez problemu. Długo miejsca tam nie zagrzałem, bo właścicielka nie skalkulowała i stwierdziła, że 2000 zł to za dużo i jej nie stać na drugiego magistra. W aptece rządziła pomoc apteczna, prywatnie koleżanka pani właścicielki. Na plus szefostwa przemawiał fakt, że namówiła pomoc na studium farmaceutyczne. Dziś jest bardzo dobrym technikiem i cennym pracownikiem. Apteka przestała istnieć jakieś pięć lat temu. Zostałem zmuszony szukać dalej.

Kolejną pracę znalazłem 1,5h drogi od domu. Nie było źle. Apteka na dużym osiedlu, minusem brak przychodni w pobliżu. Właściciel magister, ale zatrudniał słupa kierownika, który pojawiał się dwa razy w miesiącu na podpisanie refundacji. Praca była łatwa, mało pacjentów. Towar zamawiał właściciel. Apteka zamknęła się z przyczyn ekonomicznych. Przyszło dalej szukać.

Bezrobocie w naszym zawodzie jest rzadkie. Pracę znalazłem w sąsiednim województwie. Tak w moim życiu pojawił się okres pracy na występach gościnnych. Apteka, w której przyszło mi pracować została założona przez jedną panią magister, która wyjechała na Saksy, a firmę powierzyła rodzinie , która ją położyła z kretesem. Zgadnijcie, kim byli? Kto tak dobrze zna się na aptekach? Bo powiedzcie, co trzeba zrobić, żeby w aptece naprzeciwko szpitala, nie było towaru? Żeby kierowca najpierw pytał się czy jest kasa, a potem dopiero przynosił towar? Żeby pracownik upominał się o pensję. Otóż byli…. Patrzcie, jakiego zawodu fachowcy mają najwięcej do powiedzenia w MZ? Apteka to taki specyficzny biznes, że dopóki cały towar na półce nie należy do apteki, to apteka nie przynosi zysku. A mając taki biznes – pięć czy sześć aptek, nabrali kredytów i rozwalili firmę, bo byli finansowo niewydolni. Podziękowałem serdecznie za współpracę i zmieniłem województwo.

Kolejna praca zalazła się w pewnym mieście wojewódzkim, w firmie, która przejmowała apteki upadające i stawiała je na nogi. Tam zostałem namówiony do pracy, jako jednoosobowa działalność gospodarcza. Każde nowe doświadczenie się przydaje. Jako pracownik kontraktowy, na etacie zatrudniony zostałem w hurtowni, a jako działalność pracowałem tam gdzie była potrzeba? Bywało tak, że od piętnastej byłem w jednej aptece, na dwudziestą jechałem do drugiej na dyżur, rano cztery godziny snu, a na dwunastą do trzeciej. Młody organizm wydolny, więc czemu nie. Zarobki dobre. ZUS firma odprowadzała. Wychodziłem na swoje. Ale wtedy zaobserwowałem pewne zjawisko opisane, jako „pies ogrodnika” – samemu nie zje, a drugiemu nie da. To był rok 2005. Zaczęły pojawiać się nowe apteki – silniejsze, lepsze marketingowo, bo sieciowe. Ale te „stare” apteki nie chciały się zamknąć, nie dość, że nie przynosiły zysku to jeszcze nie pozwalały zarobić tym nowym. Zaczynało robić się ciasno.

Z dyżurami też była ciekawa sprawa. Jeszcze wtedy apteki były na tyle uczciwe, że dyżurowały magistrami. Pracowałem różnymi systemami – i dyżur każdego dnia inna apteka i dyżury tygodniowe. Nikt nie protestował, że nie chce dyżurować. Właściciele rozumieli obowiązek. A pracownikom tak naprawdę zależało na pieniądzach. 150% stawki godzinowej za dyżur nocny i świąteczny – prawie druga pensja. A teraz, co? Jak pożoga lub upadek meteorytu miażdżący koniunie, szerzy się powszechny bunt przed pracą za darmo. Słusznie, przedsiębiorca też człowiek, zarobić musi, tym bardziej, że aptek coraz więcej, a ludzi jakby mniej? Jak sobie policzyłem kiedyś, to przepis o zapewnieniu dostępu do leków w porze nocnej i święta ma już 60 lat. Tylko, że wtedy istniało równolegle rozporządzenie o płacach w aptece i wszystko było jasno wyliczone. Teraz w czasach gospodarki wolnorynkowej tylko w farmacji mamy sterowanie odgórne. Ideałem byłoby, gdyby starostwa rozpisywały przetarg na świadczenia dyżurowe. Ale koniec dygresji.

Jako, że znalazłem się w wieku bardzo ponętnym dla przedsiębiorców, to pojawiły się oferty kierownikowania. Dałem się skusić i zacząłem karierę kierownika apteki w pewnej miejscowości, która powinna być bardziej wsią, niż miasteczkiem. Ale miała za to aż trzy apteki i ludność w obuwiu ludowym z filcem w cholewce. Ja byłem za młody i niedoświadczony, a właściciele z lekka pazerni i liczyli, że jeśli stanowią elitę miejscowości, to ludzie będą walili drzwiami i oknami. A i jeszcze był to początek okresu, w którym można było dostać oprócz leków, również sprzęt AGD. Nikt się nie szczypał, że to nie etyczne lub nie zgodne z prawem. Wszyscy to robili. W każdej aptece można było dostać kartę stałego pacjenta, rabat, bonifikatę. Ot taka „Złota Era Porno” w wersji aptecznej. Wszyscy prześcigali się w wymyślaniu pomysłów, jak podebrać konkurencji pacjenta. Sprzedać coś za grosz to było drogo. Niektóre apteki dopłacały pacjentom, za zrobienie zakupów u nich. Jako, że jestem i byłem najemnikiem to dałem się podkupić Konkurencji. Bez kierownika i jedynego pracownika apteka przestała funkcjonować, wiec się z hukiem i niesmakiem zamknęła.

Moja nowa apteka została założona przez panią techniczkę farmaceutyczną. Duże osiedle, ja byłem znany, więc nie było problemu. Ludzie byli, przychodzili, kupowali leki. To co, że marże na wysokości 30% i wyżej. To, co że drogo. Człowiek chory, więc kupi. Apteka ma zarabiać, bo trzeba kredyt spłacić, samochód wymienić. Naczalstwo każe. Pracowało się niezgorzej, bo Pacjenci lubili opowiadać, a ja potrafię słuchać. Po pewnym czasie znałem ich do drugiego pokolenia wstecz, łącznie z ich dolegliwościami. Przywiązałem się do miejsca. Wszystko byłoby dobrze, ale właścicielka zaczęła uważać, że kierownik jest własnością apteki i nie może mieć życia rodzinnego. Po dwóch latach powiedziałem pa, pa, pa.

Zacząłem pracować w aptece w dużej gminie z ośrodkiem zdrowia i supermarketem. To był rok 2009. Na horyzoncie, gdzieś daleko majaczyła ustawa refundacyjna i zakaz reklamy, ale nikt się tym na razie nie przejmował. Nikt nie bał zagrożenia jakie niosła. Właścicielstwo miało szerokie kontakty, więc mieliśmy dużo, dużo tanich leków. Groszówki, bonifikaty też były i gazetki też. Sprzętem AGD nie handlowaliśmy. Szybko zdobyliśmy pacjentów. Stworzyliśmy fajny zespół, leki deficytowe załatwialiśmy prawie od ręki, nie było z tym problemów.

Nadszedł rok 2012 i nastąpił krach na rynku. Usztywnienie cen urzędowych i zakaz reklamy spowodował, że wiele aptek zaczęło się sprzedawać. Pojawiły się za to inne mechanizmy kompensacyjne, np. leki 100% zrobiły się nagle bardzo tanie. Antykoncepcja po 1 zł przestała dziwić, listy lekowe podawane cichcem pod stołem dla lekarzy stały się normą. Turystyka lekowa nadal miała się dobrze. Pacjenci mieli po 10 recept wypisanych, bo część leków kupowali w aptece X, a część w aptece Y.

Proszę, nie zrozumcie mnie opacznie. NIE JESTEM ZWOLENNIKIEM REKLAMY CZY LEKÓW ZA GROSZ. Każdy, kto chciał przeżyć, musiał znaleźć sposób. Tańsze 100% to było najbardziej bezpieczne rozwiązanie. Potem, nagle wzorem z aptek sieciowych zagościła u nas przykasówka i koszyczki. Pojawił się badziew za 4,99. Mimo, że jestem najemnikiem, nie jestem głupi i potrafię powiedzieć pacjentowi, żeby wypił setkę z pieprzem, niż łykał jakieś draństwo. Bardzo denerwuje mnie fakt wszechwiedzy u pacjentów, spowodowany nadmiarem durnych reklam w mediach sugerujących, że człowiekowi reklamowane coś, jest potrzebne i jeżeli nie kupi i nie zażyje to wyłysieje, ocipieje i zostanie impotentem z niespokojnymi nogami i mieszanym zakażeniem okolic intymnych i wymagającymi specjalnej opieki hemoroidami. FUJ!!! Idiotyczne jest również nadużywanie leków. Są pacjenci, którym, gdy zaproponuje się leki, to okazuje się, że w szafce kuchennej, obok słoika z trutką, stoi pięć różnych paranobexów i fenspirydów, o xylometazolinie, czy wodzie morskiej lub syropach na kaszel nie wspomnę. Taka dygresja.

Jakoś przetrwaliśmy rok 2012 i kolejne obniżki marży, przeceny i inne. Ale w końcu w sąsiedniej miejscowości pojawiła się sieciówka z kategorii agresywnych. Rozpoczęło się roczne dogorywanie. Stali pacjenci zostali, ale nowych nie było. Co z tego, że dobre ceny, skoro sieciówka ma o 0,5 zł taniej? I tak po 5 recept dziennie mniej plus ucieczka lekarza doprowadziły do tego, że za tydzień zamykam aptekę.

Co dalej? Może pójdę do sieci. Może uderzę do WIF. Skończyłem czterdzieści lat. Uzyskałem pewne doświadczenie. Wiem jedno, że nie otworzę swojej apteki. Jestem najemnikiem. Czekam na oferty.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Upiór w tabletce Upiór w tabletce

Jeśli sądziliście, że tragedie i afery związane z testowaniem nowych leków to historie z przeszłości...

Historia używek. Rośliny, które uzależniły człowieka Historia używek. Rośliny, które uzależniły człowieka

Nakładem wydawnictwa Bellona ukazała się w 2016 roku książka pt. „Historia używek. Rośliny, które uz...

Krew. Łączy i dzieli. Krew. Łączy i dzieli.

Czy krew to tylko płyn ustrojowy, czy zdecydowanie coś więcej – wyrazisty symbol, wyznacznik tempera...