Żeby nie być gołosłownym – bodajże dwa tygodnie temu do apteki przyszła pani około trzydziestki z prośbą o acyklowir w tabletce. Zaczęliśmy przekonywać pacjentkę, że obecne na rynku preparaty stosowane w leczeniu opryszki (taka była jej intencja) w formie tabletek doustnych są lekami na receptę. Pani jednak nie dała za wygraną i obdarowała nas informacją, że sama mieszka w Niemczech, gdzie takie preparaty są od dawna dostępne, ale ostatnio natknęła się na takowy w polskiej aptece. Przeszukaliśmy więc aktualną bazę leków i naszym oczom ukazał się produkt o dawce 200mg acyklowiru / tabletka o statusie OTC. Podejrzewam, że gdyby nie upór i dociekliwość pacjentki, moglibyśmy nie mieć tej pozycji jeszcze parę tygodni na stanie. Nie ma co ukrywać, że kobieta zwyczajnie chciała tego leku dla siebie, ale dzięki niej możemy teraz oferować ten specyfik innym pacjentom. Tak naprawdę sprawdziliśmy katalog przez grzeczność, nie robiąc sobie zbyt wielkiej nadziei, że może mieć rację. Po wielokrotnych pertraktacjach podczas pracy za pierwszym stołem o antybiotykach bez recepty po prostu trudno z góry uwierzyć w takie rewelacje, ale tym razem ciekawość i obdarzenie tej pacjentki pewną formą zaufania opłaciło się.
Tu dochodzimy do drugiej strony „nauki” płynącej od pacjentów. Pomijam książkowe rewelacje pewnego inżyniera mechaniki i magiczne właściwości witamin, ale nieraz delikwenci odwiedzający aptekę mają w sobie tyle przekonania o nieskazitelności swojego toku myślowego, niezawodności swoich zwojów myślowych i niemalże fotograficznej pamięci, że trudno ich zbić z tropu byle argumentem. Pewnego dnia podchodzi do mnie starsza pacjentka z odręcznymi notatkami od swojego lekarza, który zalecił jej suplementację… homocysteiny. Z początku wziąłem to za kolejny objaw holistycznych terapii jakichś znachorów, ale proszę mi wierzyć, ta kobieta znała się na rzeczy! Dostałem wykład o metioninie, aminokwasach siarkowych, witaminie B12… W tym momencie pojawił się punkt zaczepienia, bo przecież w aptecznych szufladach kryje się nareszcie jeden z tych związków. Pani jednak mimo odwrócenia cytowanego przez nią łańcucha przemian tychże substancji nie dała się przekonać, iż jedynie suplementacją witamin z grupy B jest w stanie wpłynąć na poziom homocysteiny. Obiecała mnie przekonać, wracając do domu i przynosząc „swoje źródła”, ale jak dotąd nie mieliśmy przyjemności oddać się drugiej części tej intelektualnej uczty 🙂
Obie opisywane panie miały jednak dużą zaletę – prowadziły rozmowę na dość wysokim poziomie jeśli chodzi o kulturę osobistą. Problem – według mnie oczywiście – pojawia się, gdy z rozmowy zaczyna robić się walka o prymat wiedzy. Wie lepiej, bo: jest starsza/y, przecież dobrze pamięta, brał/a to nieraz i działało, mam sobie raz na zawsze zapamiętać, że to czy tamto jest jedynym skutecznym sposobem na to czy tamto. Gdy zawodzą logiczne argumenty i naukowe podstawy, farmaceuta jest mniej skłonny uczyć się od pacjenta. Poza tym, nie każdy aptekarz umie zachować się asertywnie i uprzejmie odmówić udziału w takiej dyskusji – zaczyna więc wytaczać swoje działa o skończonych studiach, kursach, wykładach i akademickiej wiedzy. Wtedy dla obu stron bitwa jest przegrana.
Warto jednak dawać sobie i innym szansę na poszerzanie swojej wiedzy – bądź co bądź, każda taka rozmowa doprowadzi jedną ze stron do momentu, w której uświadomi sobie, że popełniła błąd, że jej wiedza jest niepełna. Czasem będę to ja za pierwszym stołem, a czasem pacjent, którego uda mi się przekonać do nieprawdziwości jego rewelacji. Ważne jednak, aby ta słowna nauka odbywała się w tonie wzajemnego szacunku, inaczej szybko porzucimy wyższe pobudki, dla których ją prowadzimy, by jedynie udowodnić kto ma rację.










