Żeby pacjent mnie uczył…

9 maja 2017 09:27

Czy zdarzyło Wam się, że to nie kolega zza pierwszego stołu, nie branżowe czasopismo lub farmaceutyczny portal stanowiły dla was punkt podparcia i źródło wiedzy, ale… sam pacjent? Nie ukrywam, że być może miałem okazję być w takiej sytuacji z powodu młodego stażu w aptece, lecz z opowiadań koleżanek i kolegów wiem, że takie sytuacje są na porządku dziennym. Czy jednak każdy farmaceuta przyjmuje takie uwagi z pokorą lub wdzięcznością? Do którego momentu pacjent powinien wnikać w rozmowę z aptekarzem? I najważniejsze – czy liczy się treść czy sposób jej przedstawienia?

Problem pojawia się, gdy z rozmowy farmaceuty z pacjentem zaczyna robić się walka o prymat wiedzy.

Żeby nie być gołosłownym – bodajże dwa tygodnie temu do apteki przyszła pani około trzydziestki z prośbą o acyklowir w tabletce. Zaczęliśmy przekonywać pacjentkę, że obecne na rynku preparaty stosowane w leczeniu opryszki (taka była jej intencja) w formie tabletek doustnych są lekami na receptę. Pani jednak nie dała za wygraną i obdarowała nas informacją, że sama mieszka w Niemczech, gdzie takie preparaty są od dawna dostępne, ale ostatnio natknęła się na takowy w polskiej aptece. Przeszukaliśmy więc aktualną bazę leków i naszym oczom ukazał się produkt o dawce 200mg acyklowiru / tabletka o statusie OTC. Podejrzewam, że gdyby nie upór i dociekliwość pacjentki, moglibyśmy nie mieć tej pozycji jeszcze parę tygodni na stanie. Nie ma co ukrywać, że kobieta zwyczajnie chciała tego leku dla siebie, ale dzięki niej możemy teraz oferować ten specyfik innym pacjentom. Tak naprawdę sprawdziliśmy katalog przez grzeczność, nie robiąc sobie zbyt wielkiej nadziei, że może mieć rację. Po wielokrotnych pertraktacjach podczas pracy za pierwszym stołem o antybiotykach bez recepty po prostu trudno z góry uwierzyć w takie rewelacje, ale tym razem ciekawość i obdarzenie tej pacjentki pewną formą zaufania opłaciło się.

Tu dochodzimy do drugiej strony „nauki” płynącej od pacjentów. Pomijam książkowe rewelacje pewnego inżyniera mechaniki i magiczne właściwości witamin, ale nieraz delikwenci odwiedzający aptekę mają w sobie tyle przekonania o nieskazitelności swojego toku myślowego, niezawodności swoich zwojów myślowych i niemalże fotograficznej pamięci, że trudno ich zbić z tropu byle argumentem. Pewnego dnia podchodzi do mnie starsza pacjentka z odręcznymi notatkami od swojego lekarza, który zalecił jej suplementację… homocysteiny. Z początku wziąłem to za kolejny objaw holistycznych terapii jakichś znachorów, ale proszę mi wierzyć, ta kobieta znała się na rzeczy! Dostałem wykład o metioninie, aminokwasach siarkowych, witaminie B12… W tym momencie pojawił się punkt zaczepienia, bo przecież w aptecznych szufladach kryje się nareszcie jeden z tych związków. Pani jednak mimo odwrócenia cytowanego przez nią łańcucha przemian tychże substancji nie dała się przekonać, iż jedynie suplementacją witamin z grupy B jest w stanie wpłynąć na poziom homocysteiny. Obiecała mnie przekonać, wracając do domu i przynosząc „swoje źródła”, ale jak dotąd nie mieliśmy przyjemności oddać się drugiej części tej intelektualnej uczty 🙂

Obie opisywane panie miały jednak dużą zaletę – prowadziły rozmowę na dość wysokim poziomie jeśli chodzi o kulturę osobistą. Problem – według mnie oczywiście – pojawia się, gdy z rozmowy zaczyna robić się walka o prymat wiedzy. Wie lepiej, bo: jest starsza/y, przecież dobrze pamięta, brał/a to nieraz i działało, mam sobie raz na zawsze zapamiętać, że to czy tamto jest jedynym skutecznym sposobem na to czy tamto. Gdy zawodzą logiczne argumenty i naukowe podstawy, farmaceuta jest mniej skłonny uczyć się od pacjenta. Poza tym, nie każdy aptekarz umie zachować się asertywnie i uprzejmie odmówić udziału w takiej dyskusji – zaczyna więc wytaczać swoje działa o skończonych studiach, kursach, wykładach i akademickiej wiedzy. Wtedy dla obu stron bitwa jest przegrana.

Warto jednak dawać sobie i innym szansę na poszerzanie swojej wiedzy – bądź co bądź, każda taka rozmowa doprowadzi jedną ze stron do momentu, w której uświadomi sobie, że popełniła błąd, że jej wiedza jest niepełna. Czasem będę to ja za pierwszym stołem, a czasem pacjent, którego uda mi się przekonać do nieprawdziwości jego rewelacji. Ważne jednak, aby ta słowna nauka odbywała się w tonie wzajemnego szacunku, inaczej szybko porzucimy wyższe pobudki, dla których ją prowadzimy, by jedynie udowodnić kto ma rację.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Dwie opcje aptekarstwa w Polsce – część 3 Dwie opcje aptekarstwa w Polsce – część 3

Proponowana nowelizacja PF ma szereg zalet, w tym dla młodych magistrów farmacji, którzy chcieliby w...

Glutenowe kłamstwo i inne mity o tym co jemy Glutenowe kłamstwo i inne mity o tym co jemy

Taki właśnie tytuł nosi książka, o której chciałam napisać kilka słów. Jej autorem jest religioznawc...

Pacjent musi znać… bułgarski? Pacjent musi znać… bułgarski?

Już wkrótce niektórych pacjentów może zaskoczyć fakt, że ich lek, kupiony w polskiej aptece, będzie ...