Być może to „zmęczenie materiału” albo efekt tego co ostatnio dzieje się na rynku aptecznym, ale takie dni zdarzają mi się coraz częściej. Zasadniczo to nic nowego ani niezwykłego. Każdemu zdarzają się gorsze dni, słabsza dyspozycja i lekka depresja. Mój ostatni „zły dzień” zaczął się już w nocy… kiedy spałem. Rzadko kiedy pamięta się swoje sny, jednak tego nie jestem w stanie zapomnieć.
Śniło mi się, że jestem w aptece i obsługuję wyjątkowo nielubianego i wrednego pacjenta (każda apteka ma kilku takich na stałe). W moim śnie nie wytrzymuję nieustannego narzekania i wybrzydzania tegoż pacjenta i… przeskakuję przez ladę i zaczynam go bić. Przekraczam granicę samokontroli i pozwalam ujść emocjom w sposób niedopuszczalny w cywilizowanym świecie.
Mimo, że był to tylko sen to było mi wstyd. Taki poranny kac tyle, że intelektualno-emocjonalny. W końcu w snach urzeczywistniają się nasze podświadome pragnienia. Najwidoczniej mój mózg postanowił w ten sposób rozładować nagromadzone emocje. Właściwie to nic złego się nie stało – nikt przecież nie ucierpiał. To wydarzenie jednak uzmysłowiło mi coś co sprawiło, że do końca dnia nie mogłem dojść do siebie.
Ilość nonsensu, absurdu, głupoty, wredoty i idiotyzmów jakimi są codziennie bombardowani farmaceuci byłaby nie do przyjęcia dla zwykłego człowieka. Do tej pracy trzeba mieć po prostu nerwy ze stali i ambicję schowaną głęboko w kieszeni.
W rezultacie nasza podświadomość czasami nie wytrzymuje i serwuje nam prezenty w postaci takich właśnie snów (z relacji znajomych wiem, że też takie miewają). Ten głos podświadomości co jakiś czas uświadamia mi w jakim stopniu zaadaptowałem się do warunków swojej pracy, poświęcając własną ambicję i młodzieńcze marzenia o robieniu czegoś ważnego. Zamiast tego użeram się z roszczeniowymi pacjentami, targuję z przedstawicielami i błagam telemarketerów o leki… Kiedy farmaceuta rozpoczyna dzień z taką świadomością (która na co dzień jest tłumiona) lepiej mu nie wchodzić w drogę.
W tym miejscu można by się zastanowić co właściwie jest złym snem? Czy ten, który pojawia się w naszej głowie i uświadamia nam naszą wewnętrzną frustrację? Czy może otaczająca nas rzeczywistość, w której z dnia na dzień jesteśmy przygniatani coraz większą ilością absurdów i głupoty? Każdy dzień, który zaczynam takimi rozważaniami przybliża mnie do decyzji o odejściu od tego zawodu. Coraz trudniej odnaleźć mi się w roli sprzedawcy, którego kompetencje ciągle próbuje się obniżać, zamiast podnosić. Tę samą bezradność widzę też wśród swoich pracowników. Gdybym nie wymagał od nich ciągłego dokształcania się, to nie mieliby ku temu żadnych motywacji ani ambicji. Mimo obowiązku zbierania punktów edukacyjnych i zaliczania kolejnych szkoleń, realny poziom intelektualny naszej grupy zawodowej nieustannie spada. Nasze umiejętności są nieustannie umniejszane i zawężane. W końcu jesteśmy tylko sprzedawcami, co nie tak dawno stwierdziła pewna pani poseł… I co tu jest złym snem?










