Magazyn mgr.farm

Znaleźć patent na wiedzę

10 stycznia 2017 11:34

Niejednokrotnie słyszałem z ust pacjentów – nie tyle pod moim adresem (co także ma od czasu do czasu miejsce 🙂 ), lecz w kontekście całej społeczności farmaceutów – że aptekarze to nadludzie, bo potrafią powiedzieć niemal wszystko o niemal każdym leku…

mozg2.png

Podczas studiów zastanawiałem się jak to możliwe, skoro nawet najzdolniejsi mają problem z farmakologią, a do tego dochodzą takie istotne niuanse jak liczba tabletek, dawkowanie czy kolor specyfiku. Totalną zagadką było dla mnie jednak znajdywanie panaceum na dowolnie wymienioną dolegliwość w mgnieniu oka. Aż tu nagle wyszło szydło z worka, bo każdy okazuje się mieć swój patent na wiedzę 🙂

Wśród moich znajomych dominuje kilka modeli omniscjencji. Podzieliłbym te umiejętności na kilka podtypów. Do pierwszej kategorii zaliczają się Ci farmaceuci, którzy wygrywają podejściem praktycznym. Nie mają w głowie każdej drobnostki, jednak wiedzą skąd ją uzyskać. Prowadzą więc rozmowę w rzeczowy sposób, utwierdzając pacjenta w fakcie, że szukają przyczyny opisywanych dolegliwości, zawężając tym samym swój krąg poszukiwań na tyle, by kilka ostatnich typów szybkim ruchem wpisać w wyszukiwarkę i z otrzymanych wyników zaproponować pacjentowi ten, którego najbardziej potrzebuje. Jeśli jest się dostatecznie wyszkolonym w tych umiejętnościach można zgrabnie zasypywać delikwenta danymi zwyczajnie czytając je z monitora a ten w duchu ucieszy się, że trafił na tak fachową poradę.

Kolejną grupę stanowią aptekarze z bogatą historią medyczną lub też posiadający liczną rodzinę/przyjaciół, którzy o swych terapiach opowiadają na tyle szczegółowo – wydając sądy i opinie na temat skuteczności danych preparatów – że na tej podstawie z łatwością można wskazać na produkt o lepszej lub gorszej renomie. Nie ukrywajmy, gdy farmaceuta w białym fartuchu sygnuje niemalże dany specyfik swoim „ja sam to stosuję”, to pacjent raczej od pierwszego stołu nie odejdzie z pustymi rękami. Jest to naprawdę skuteczna metoda, bo dużo łatwiej opowiada się o czymś, co przetestowaliśmy na własnej skórze. Taka rekomendacja zyskuje na wiarygodności, bo jest realna, niepozbawiona nieraz nutki subiektywizmu, który zawsze zdaje się przemawiać na plus w nawiązywaniu porozumienia z pacjentem.

Nie będę jednak ukrywać, że moje serce podbiła metoda trzecia, a zarazem ostatnia z opisywanych – metoda, którą można by nazwać „jeden z dziesięciu”. Podczas pierwszych tygodni praktyki w aptece zapytałem kolegów i koleżanki jak mam pomóc pacjentowi, który pyta mnie o preparat na daną dolegliwość a przede mną rysuje się cała grupa leków, dziesiątki preparatów! Odpowiedź okazała się prozaiczna: najpierw zapoznać się z tymi preparatami łącząc metodę pierwszą i drugą – poczytać, oprzeć się na opinii własnej i innych a potem wybrać owy „jeden z dziesięciu” i nauczyć się o nim więcej niż o pozostałych. W ten sposób zyskujemy w oczach pacjentach pewność swojej wypowiedzi, bo nie wahamy się odpowiedzieć na postawione pytanie, a przytaczane fakty mnożące się w ustach jedynie podbudowują nasz wybór. Tym sposobem nim pacjent skończy opisywać dolegliwości związane z jego rozpoczynającym się przeziębieniem, my już kierujemy wzrok w stronę naszego Złotego Preparatu. Jest to też o tyle ciekawa metoda, że nie faworyzujemy w danym momencie produktu ze względu na promocję/narzut/wysoką marżę i pozostając wierni swoim ideałom rysujemy się jako stali w uczuciach i własnych przekonaniach w mniemaniu pacjentów.

Oczywiście najbardziej pożądanym typem farmaceuty oraz wszechwiedzy jest farmaceuta doskonały, który nie potrzebuje metody pierwszej, bo zna wyświetlane na ekranie informacje, opiera się na wiedzy a nie intuicji ciotki z metody drugiej i przedstawi za i przeciw każdego preparatu, a nie tylko jednego z dziesięciu jak w metodzie trzeciej. Ale o ideały czasem trudno, dlatego nie wstyd czasem wykazać się sprytem i ułatwić sobie życie. Skoro korzysta na tym i pacjent i my sami, oszczędzając sobie stresu, czy to nie jedynie kolejny dowód na to, że farmaceuta to człowiek, który poradzi sobie w każdej sytuacji? 🙂

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Apteczni dezerterzy Apteczni dezerterzy

Pewnego razu, na początku mojej pracy, byłam świadkiem zdumiewającego zjawiska. Pracowałam z trzema ...

Marnujemy leki na potęgę! Marnujemy leki na potęgę!

W kilkudziesięciu aptekach w moim mieście stoją pojemniki, do których można wrzucać przeterminowane ...

Diagnoza spod lady Diagnoza spod lady

Zaczyna się zwykle niewinnie. Od kropli na zapalenie spojówek (bo co? Solą fizjologiczną będą się le...