Magazyn mgr.farm

Złodziej w aptece

27 lutego 2015 06:53

Apteki coraz częściej są okradane. Zuchwałość złodziei jest niebywała. Coraz częściej ich celem nie jest już apteczny asortyment, tylko pieniądze. Od znajomych farmaceutów nieustannie słyszę o nowych sztuczkach, jakie stosują oszuści. W takich chwilach przekonuję się, że szyby oddzielające aptekarza od pacjenta wcale nie były takim złym pomysłem.

thief2.jpg

Pamiętacie jeszcze apteki sprzed dwudziestu lat? Linoleum na podłodze, kontuar odgrodzony szybą i tylko niewielkie okienko, przez które farmaceuta wydawał leki i pobierał zapłatę. Wtedy absolutnie żaden kartonik z lekiem, kosmetykiem i suplementem diety nie był w zasięgu ręki pacjenta. Mógł co najwyżej popatrzeć sobie na niego przez szybę, a informacji o jego działaniu udzielał aptekarz. W dzisiejszych czasach to nie do pomyślenia. Współczesne apteki coraz bardziej się otwierają. Najpierw zniknęły słynne szyby, teraz pojawiają się części samoobsługowe. Niestety im apteka jest bardziej otwarta, tym bardziej naraża się na kradzieże.

Skala aptecznych kradzieży jest przeróżna. Od cukierków, kremów do rąk i chusteczek higienicznych wystawionych na „pierwszym stole”, aż po zawartość aptecznej kasy. Póki co przypadki napadów z użyciem niebezpiecznych przedmiotów (broni, noży lub brudnych igieł) należą do rzadkości. Zdecydowanie najpopularniejszą metodą kradzieży jest „chwytaj co się da i w nogi”. Najlepiej sprawdza się ona w aptekach z częścią samoobsługową. Żadnemu farmaceucie nie będzie chciało się przecież przeskakiwać przez kontuar i biec za młodocianym przestępcą, który zwinął pudełko prezerwatyw. Ochroniarz w aptece to rzadkość. Jak do tej pory widywałem takich tylko w wielkich galeriach handlowych.

Bywają jednak i bardziej wyrachowane i wysublimowane metody kradzieży. Do klasyki należą cyganki w długich spódnicach, pod którymi zmieściłby się średniej wielkości telewizor. Na ogół przychodzą grupami – część robi zamieszanie przy okienku, a pozostałe kradną co się da. Robią to tak zwinnie, że moment kradzieży trudno odnotować później nawet na zapisie z aptecznej kamery. Towar był i nagle znikł. Ot, cała cygańska magia.

Najbardziej zuchwałe są kradzieże pieniędzy. W większości aptek pieniądze trzymane są w szufladzie gdzieś pod monitorem i klawiaturą komputera. Czasami jest ona zamykana na kluczyk. Pod koniec swojej zmiany pracownik przeciętnej apteki ma w niej około 2000 zł. Jak dobierają się do nich złodzieje?

Ostatnio bardzo popularna stała się metoda „na pampersa”. Polega ona na tym, że „pacjent” prosi o pieluchy. W większości aptek są one trzymane w najdalszym magazynie, do którego farmaceuta musi się udać tracąc z oczu „pacjenta” i swoją kasę.

Ten moment wykorzystują złodzieje, którzy zwinnie przechylają się przez kontuar, otwierają szufladę i biorą z niej wszystkie banknoty. Kiedy farmaceuta wraca z paczką pieluch delikwenta już w aptece nie ma – podobnie zresztą jak i całego dotychczasowego utargu.

Na tym nie koniec. Wśród farmaceutów chodzą opowieści o bardziej wyrafinowanych oszustwach. Jedna z metod polega na wykłócaniu się o resztę. Podobno najczęściej wykorzystują ją… starsze panie. Kupują drobną rzecz płacąc banknotem 50 zł. Po wydaniu reszty przez pracownika apteki i odejściu od okienka, po chwili cofają się twierdząc, że źle wydano im resztę. Twierdzą, że dawały banknot 100 zł i farmaceuta powinien dołożyć jeszcze 50 zł do reszty. Ta metoda najlepiej działa kiedy w aptece jest pełno ludzi, farmaceuta spieszy się obsługiwać kolejnych. Presja kolejki i chęć uniknięcia awantury sprawiają, że pracownik apteki zaczyna wątpić w to czy dobrze wydał i dorzuca oszustce ową pięćdziesiątkę.

Od pewnego wielkopolskiego farmaceuty słyszałem też o oszustwie rodem z filmu „Sztos”. W aptece (oczywiście pełnej ludzi) pojawia się młody człowiek z propozycją rozmienienia grubych pieniędzy. W aptece na ogół ich brakuje, więc farmaceuta bez wahania się zgadza. Młody człowiek daje pracownikowi apteki plik pieniędzy do przeliczenia, w którym powinno być 400 zł w dziesiątkach. Farmaceuta liczy i wychodzi mu 390 zł. Młody człowiek bierze plik, sam liczy i faktycznie wychodzi mu 390 zł. Demonstracyjnie dokłada do pliku dziesięć złotych i oddaje farmaceucie. Ten nie przeliczając wydaje mężczyźnie 400 zł najgrubszych banknotach… Dopiero wieczorem orientuje się, że w pliku dziesięciozłotówek, który dugi raz dał mu młody człowiek, brakuje 200 zł… To się nazywa „Sztos”.

Metod oszustw i kradzieży w aptekach jest mnóstwo. Wiele z nich prowokują sami aptekarze wyprowadzając towar poza kontuar. Okazja czyni złodzieja. Czujność, ochroniarz i kamery na niewiele się tu zdadzą.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga.

Egipcjanie znali i stosowali przynajmniej jedną trzecią wszystkich leków zawartych we współczesnych ...

Tabletki z ryżowej mąki Tabletki z ryżowej mąki

Amerykański rynek suplementów diety to wielkie imperium, które co roku przynosi gigantyczne zyski. ...

Z aptecznego archiwum X – Lek Schrὅdingera Z aptecznego archiwum X – Lek Schrὅdingera

Znacie przypadek kota Schrὅdingera? To hipotetyczny futrzak zamknięty w pudełku z aparaturą uwalnia...