„Akcja na aptekę Wendego” została przeprowadzona przez 14 żołnierzy batalionu „Parasol”, pod dowództwem gen. Janusza Brochwicza-Lewińskiego ps. „Gryf”.
Apteka Wendego w czasie okupacji nie była dostępna dla Polaków. Z uwagi na to, że Niemcy zgromadzili w niej zapasy leków, środków opatrunkowych oraz sprzętu chirurgicznego, była ona pilnie strzeżona przez nazistowskie wojsko.
– W pobliżu stacjonowały silne oddziały SS, Wehrmachtu i policji, w sumie blisko 2 tys. ludzi. Wybiliby nas do nogi. Nie byłoby lekarstw, tylko trupy. Dlatego największym wyzwaniem było zdobycie zapasów bez jednego wystrzału – mówił Janusz Brochwicz-Lewiński.
Całą akcję poprzedzało rozeznanie i sporządzenie planów budynku, którego dokonał gen. Brochwicz-Lewiński, w przebraniu niemieckiego oficera. W tym samym przebraniu udał się do apteki, 10 lipca 1944 roku o 5:40 rano, wmawiając farmaceucie, że potrzebuje lekarstw dla przełożonego.
Aptekarz wpuścił go do środka, przekonany, że rozmawia z oficerem niemieckiego wojska. – Związałem go i kombinerkami przeciąłem kable telefoniczne. W tym momencie zadzwonił do drzwi mój zastępca Władysław Wajnert ps. Władek. Potem zaczęli wchodzić pozostali moi ludzie i doktor, który pomagał segregować medykamenty – opowiadał generał.
O 6:38 spod apteki odjechała ciężarówka, na którą załadowano medykamenty. Cały ładunek zdeponowano przy ul. Poznańskiej w piwnicy sklepu owocowo – warzywnego.
Ta świetnie zaplanowana i przeprowadzona akcja, ściśle wiązała się w Powstaniem Warszawskim, które wybuchło kilka tygodni później. Zdobyte wtedy leki i sprzęt medyczny uratowały życie wielu ludziom.
Źródło: naszemiasto.pl










