– W dużych miastach, gdzie operują sieci aptek i klientów nie brakuje, z dyżurami nie ma kłopotów, liczne działają całą dobę. W mniejszych miejscowościach aptekarz i tak otworzy okienko, nawet po północy, bo tam żyje i prowadzi biznes – pisze Zdzisław Majewski na łamach Wspólnoty. Jednocześnie zwraca on uwagę, że Radni powiatowi wykazują sporą inwencję twórczą w przepisach o dyżurach aptecznych zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie właściciel jest zarazem aptekarzem.
Przykładowo w uchwale powiatu krapkowickiego można wyczytać, że w Gogolinie „poza godzinami pracy oraz w niedziele, święta i inne dni wolne od pracy realizacja recept z danego dnia odbywa się na zasadzie tzw. pogotowia pracy w aptece Na Dobre i Na Złe, jeżeli właścicielka jest na miejscu, gdyż mieszka w tym samym budynku”. Podobny zapis radni sprokurowali dla apteki w Walcach. Jeśli przypadkiem właścicielki apteki Na Dobre i Na Złe albo w Walcach nie będzie w budynku, radni odsyłają klientów z receptami do Krapkowic.
– Stylistykę i język można przeboleć, ale wskazywanie miejsca zamieszkania farmaceuty (w tym samym budynku co apteka) nie licuje chyba z ochroną prywatności, a do takich dóbr chronionych niewątpliwie należy prywatny adres zamieszkania – pisze Majewski. – Także podpieranie się „pogotowiem pracy” w stosunku do aptekarzy, którzy jako dyżuranci są również właścicielami aptek nie ma podstaw prawnych, bo art. 136 kodeksu pracy dotyczy wyłącznie pracowników.
W niecodzienny sposób z kłopotów dyżurowych wybrnęli radni powiatu kluczborskiego. Jako „pogotowie pracy” ustalili dyżur na cały rok dla apteki mgr. A. Tarnowskiego w Byczynie. Podobno są tam dwie apteki i każda pełni przemiennie ciągłe roczne dyżury. Jak to się ma do urlopów, weekendowych wyjazdów, niedyspozycji chorobowych itp.?
A cała ta ekwilibrystyka z powodu art. 94 Prawa farmaceutycznego, który daje radom powiatów prawo do określania rozkładu godzin pracy i dyżurów aptek tak, aby usatysfakcjonować mieszkańców, zapewnić zakup leków w porze nocnej, w niedziele, święta i inne dni wolne od pracy. Tyle, że Powiaty chętnie by się tego prawa pozbyły, bo to jaskrawy przykład tego, jak prawa pisać nie należy.
– Art. 94 PF nie daje możliwości nakazania konkretnej aptece określonego czasu pracy czy nocnych albo świątecznych dyżurów, a jeśli już powiaty ustaliły grafiki, to wyegzekwowanie tego obowiązku jest niemożliwe, bo powiat nie ma prawa dyscyplinować właścicieli aptek – pisze Zdzisław Majewski. – Samorządowcy chcą zwolnienia rad powiatowych z ustalania harmonogramu pracy aptek, bo poza tym, że jest nieegzekwowany, to narzuca aptekarzom arbitralnie czas pracy, w sposób nieuprawniony wyręcza w tym pracodawcę oraz ogranicza swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. W istocie rady nie ustalają harmonogramu pracy aptek, ale regulują czas pracy zatrudnionych tam farmaceutów oraz pracujących aptekarzy – właścicieli i to w kontrze do kodeksu pracy.
Z artykułem 94 PF od lat prowadzi wojnę mgr Mariusz Politowicz, właściciel apteki w Pleszewie, szef zespołu ds. dyżurów Naczelnej Rady Aptekarskiej. Na razie wygrał bitwę z radnymi pleszewskimi przed sądem administracyjnym (IV SA/Po412/16), który uchwałę powiatową w sprawie dyżurów uchylił, bo nadmiernie obciążała farmaceutów obowiązkiem pracy, naruszała prawo pracy, generowała dodatkowe koszty i nie miała uzasadnienia w faktycznych potrzebach mieszkańców.
Więcej na ten temat na stronach [b][url=http://www.wspolnota.org.pl/aktualnosci/aktualnosc/artykul-94-pf/]Wspólnota[/url][/b].
Źródło: wspolnota.org.pl










