Zamknięta apteka, była jedną z nielicznych już w tym mieście, a może i ostatnią, która działała nieprzerwanie w jednym miejscu od dziesięcioleci, w tym wypadku od lat 60. Nie znaczy to, że aptek w Szczecinku ubywa. Wręcz przeciwnie, co i rusz otwierają się nowe. Liczba ta oscyluje obecnie w granicach dwudziestu, co na niespełna 40-tysięczne miasto daje spore nasycenie rynku.
Jolanta Dhalke-Miś, rzeczniczka Środkowopomorskiej Izby Aptekarskiej w Koszalinie wyjaśnia, że choć w teorii obowiązuje zapis z prawa farmaceutycznego zakazujący posiadania ponad 1 procenta rynku przez jedną sieć, ale ruch na rynku, łączenie spółek z udziałem kapitału i kupowanie kolejnych aptek oraz otwieranie nowych, trwa.
– W ostatnich czterech latach obserwujemy nasilenie tego zjawiska – mówi Jolanta Dhalke-Miś. – Efekt? Farmaceuta przestaje być podmiotem, właściciele firm aptekarskich działają, jak w każdym innym biznesie i zwykle rozmawia się ponad naszymi głowami, a aptekarz coraz częściej jest po prostu tylko pracownikiem.
– Apteki sieciowe nas otaczają, przegrywamy z nimi konkurencję chcąc działać w zgodzie z przepisami i zasadami etyki. Apteki sieciowe potrafią mieć dochody z innych źródeł i mogą stosować ceny dumpingowe. Doszło do tego, że dziś praca farmaceuty nic nie kosztuje, bo cena i marża od leku jest ustawiana urzędowo.
źródło: gk24.pl










