– Mąż musi zażywać lek Xarelto, bo choruje na serce – opowiada w Kurierze Szczeciński, pani Barbara ze Szczecina. – Jest on na receptę, ale nierefundowany, więc ceny są różne w poszczególnych aptekach. Za 28 tabletek można zapłacić od 100 do nawet 300 złotych. To ogromne obciążenie dla budżetu domowego. Dlatego zawsze szukam miejsca, w którym będzie tańszy.
Pacjentka skarży się w gazecie, że nie może otrzymać od aptekarzy informacji o cenie Xarelto przez telefon. Przyczyną są podobno „wytyczne z góry”.
Prezes Zachodniopomorskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Szczecinie przyznaje, że zna problem. Ale też potwierdza, że telefoniczne informowanie przez aptekarzy o cenach leków to wyłącznie ich dobra wola. Mają prawo tego nie robić.
– Mają też swoje powody – przyznaje Hanna Borowiak. – Niektórzy się przekonali, że po takie informacje dzwonią nie tylko pacjenci, ale też właściciele innych aptek. Badają w ten sposób rynek, żeby wiedzieć, jak wysoką marżę sami mogą zastosować. W tej branży także działa konkurencja.
Prezes izby wyjaśnia, że Lek Xarelto (28 tabletek) na przykład u producenta kosztuje prawie 150 złotych, w hurtowni bywa jeszcze droższy. Jak więc niektóre apteki mogą go sprzedawać po 100 złotych lub taniej?
– Być może wystawiają kilka opakowań poniżej ceny zakupu… Nie wiem – mówi Hanna Borowiak, – Ale rozumiem też pacjentów, którzy właśnie takich tańszych leków poszukują. To faktycznie drogi preparat. I my w aptece nie możemy go zamienić na tańszy odpowiednik, bo takiego nie ma.
Izba aptekarska jako samorząd zawodowy nie może aptekarzom nakazać udzielania informacji telefonicznej o cenach leków. To właściciele aptek decydują o tym, jak prowadzą swoje punkty.
Źródło: Kurier Szczeciński










