Niektórzy pracownicy aptek Boots twierdzą, iż znajdują się pod zbyt wielką presją i obawiają się, że efektem tego będą pomyłki przy wydawaniu pacjentom leków. Jeden z managerów sieci zrezygnował z pracy w 2015 roku, po tym jak zgłosił swoje zastrzeżenia niezależnej organizacji regulującej rynek (GPhC). Farmaceuci pracujący w Boots przyznali w programie BBC Inside Out, że niedobory kadrowe w aptekach mogą zagrażać pacjentom. Tymczasem sieć zaprzecza by w jej placówkach brakowało pracowników, przytaczając jednocześnie dane wskazujące, że w Boots popełnia się mniej błędów niż w innych aptekach.
Greg Lawton pracował w Boots w latach 2008-2015. Pod koniec swojej kariery zawodowej należał do zespołu zarządzającego kadrami, który określał poziom zatrudnienia w aptekach firmy. Mężczyzna przyznaje, że rzeczy, których wtedy dowiedział się o kadrach aptek Bootsa, nie pozwalały mu spać w nocy…
W 2012 roku pracował na śledztwem zleconym przez Bootsa, placówkach w których zdarzało się najwięcej błędów podczas wydawania leków pacjentom.
Rozmawialiśmy z farmaceutami, menagerami aptek oraz koordynatorami. Wszyscy oni wskazywali, że poziomy zatrudnienia do poważny problem. Zbyt niskie poziomy zatrudnienia – mówi Lawton.
Przedstawiciele Boots wskazują, że po przeprowadzonym wtedy dochodzeniu, wprowadzono plan naprawczy. Firma zleciła też badania, które miały wykazać, że więcej pomyłek zdarzało się w aptekach, gdzie w wydawanie leków zaangażowanych było więcej pracowników.
W listopadzie 2012 roku, w swoje 71 urodziny, zmarła Arlene Devereaux po tym jak w aptece Boots w Chesterfield wydano jej sześciokrotnie wyższą dawkę morfiny w tabletkach, niż zlecił jej lekarz. Wtedy nie powiązano tego faktu z niedoborem farmaceutów w aptece.
– Byłem w szoku i to zdarzenie uświadomiło mi jak ważną pracę mamy do wykonania. To zwiększyło moją determinację, by spróbować coś w tej sytuacji zmienić – wspomina Lawton.
Arlene Devereaux nie była jedyną ofiarą pomyłki w Boots. W maju 2012 roku zmarł Douglas Lamond (86 lat), a w listopadzie 2013 Margaret Forrest (86 lat) – oboje w wyniku błędnie wydanych leków w aptekach Boots. W żadnym z przypadków pomyłek nie powiązano z brakami kadrowymi, ale z nieprzestrzeganiem przez pracowników procedur bezpieczeństwa.
Jednakże w trakcie śledztwa w sprawie śmierci Lamonda, jeden z pracowników apteki miał powiedzieć, że placówka Boots w Felixstowe była pod wyjątkową presją i była „bardzo zajęta”.
Policja prowadząc śledztwo w sprawie Lamonda poprosiła firmę Boots o wyniki jej wewnętrznego śledztwa. Boots odmówił.
Firma miała do tego prawo, jednak prowadzący śledztwo Andy Smith z Policji Suffolk uważał, że firma miała moralny obowiązek współpracować.
– Myślę, że na wielkich korporacjach, takich jak Boots, ciąży szczególna odpowiedzialność za bezpieczeństwo publiczne i mają moralny obowiązek współpracować z policją w każdej sprawie. Mają też nadrzędny obowiązek działać transparentnie – mówił Smith.
W 2014 roku Greg Lawton dogłębnie przyglądał się zatrudnieniu i budżetowi aptek Boots. To wzbudziło jego obawy, że presja wynikająca z braków kadrowych, może prowadzić do poważnych pomyłek.
– Byłem przerażony, że coś złego może przydarzyć się pacjentom, że może stać im się poważna krzywda czy nawet ktoś może umrzeć, w wyniku nieadekwatnego poziomu zatrudnienia i presji jaka w związku z tym ciążyła na farmaceutach i ich zespołach – przyznaje.
BBC rozmawiało z kilkoma farmaceutami zatrudnionymi w Boots, którzy również mieli obawy o bezpieczeństwo pacjentów.
– Bywają takie dni, w których gołym okiem widać, że zespół apteki jest na skraju załamania – mówi anonimowo jeden z nich. – A to po prostu dlatego, że ilość pracy, którą należy wykonać, jest fizycznie niewykonalna w sposób zapewniający bezpieczeństwo. Nie da się jej fizycznie wykonać, bez nadgodzin czy pracy nawet po zamknięciu apteki.
Lawton postanowił głosić swoje obawy do regulatora rynku, którym jest General Pharmaceutical Council (GPhC), krótko przed tym jak w 2015 roku zrezygnował z pracy w Boots. Jako dowód przedstawił wtedy 55-stronicowe zeznanie, które oparł na swoim doświadczeniu i obawach. Dołączył do tego też dziesiątki innych dokumentów. W grudniu 2016 roku GPhC uznało jednak, że nie ma wystarczających obiektywnych i niezależnych dowodów, które wskazywałyby zagrożenie dla pacjentów korzystających z aptek Boots.
Boots broni się wskazując, że na 220 milionów leków wydanych w aptekach sieci, sytuacje gdy pacjenci ucierpieli zdarzyły się tylko 901 razy (0,0041% przypadków).
Zdaniem firmy część ze wskazanych przypadków dotyczy też sytuacji, gdy lek został wydany z apteki prawidłowo, ale pacjent doświadczył np. reakcji alergicznej. Niektóre zdarzenia mogły wynikać też z opóźnień w dostarczeniu pacjentowi leku.
GPhC przyznało z kolei w BBC, że w przeciągu ostatnich 4 lat przeprowadziło kontrole w ponad 2000 aptek Boots. Tylko w 26 stwierdzono braki wykwalifikowanego personelu, uniemożliwiające bezpieczne świadczenie usług farmaceutycznych. To oznacza, że w 1,2 proc. aptek Bootsa brakowało personelu, tymczasem w przypadku reszty rynku średnia wynosi 2,4 proc.
Boots posiada prawe 2400 aptek, a stan zatrudnienia w lipcu 2017 roku wynosił 6697 farmaceutów. Niemniej firma odmówiła wyjaśnienia BBC, w jaki sposób ustalany jest skład personelu w poszczególnych aptekach. Firma podkreśla, że od 2013 nie było już przypadków śmiertelnych związanych z błędnie wydanymi lekami z aptek Boots.
– Każda taka pomyłka, to jedna pomyłka za dużo, jestem jednak absolutnie przekonany, że pomimo wiodącej pozycji na rynku, jeśli chodzi o najmniejszą liczbę tego typu błędów, nadal będziemy koncentrować się na minimalizowaniu ryzyka wystąpienia podobnych zdarzeń – podkreśla Richard Bradley, dyrektor Boots w UK.
Firma twierdzi, że odkąd Lawton odszedł, zwiększyła się w niej liczba farmaceutów o 430, a liczba techników farmaceutycznych o 360. W sumie liczba pracowników aptecznych zwiększyła się o 2400 osób.
– Greg, jego opinie i obawy, on odszedł z naszej firmy ponad dwa lata temu i jego doświadczenia odstają do tego, jak wygląda Boots dzisiaj – dodaje Bradley. – Stale inwestujemy w ludzi, zatrudniamy więcej farmaceutów niż kiedykolwiek i dzięki temu zwiększamy bezpieczeństwo. W naszych aptekach może i jest dużo pracy, ale to bezpieczne miejsca. Jestem całkowicie pewien, że mamy odpowiednie środki by dostarczyć odpowiedniej opieki naszym pacjentom. Jestem pewien, że zatrudnienie w aptekach jest na odpowiednim poziomie.
Lawton wskazuje jednak, że regulator GPhC nie ma wystarczających zasobów, by kontrolować rynek.
– Potrzebujemy odgórnych standardów, które określą ile osób powinno pracować w aptece – mówi.
Podobnego zdania jest Joy Wingfield, prawniczka specjalizująca się w prawie farmaceutycznym i etyce zawodowej, która brała udział w szkoleniach pracowników Bootsa. Przyznaje ona, że sposób uregulowania tego rynku jest nieadekwatny i należy wyznaczyć minimalne poziomy zatrudnienia.
Źródło: [url=http://www.bbc.com/news/uk-england-nottinghamshire-41468171]BBC[/url]
Tłumaczenie: Łukasz Waligórski










