Wilno zajmuje szczególne miejsce w życiorysie Maryli Rodowicz. W 1945 r. podczas repatriacji rodzina Rodowiczów wyjechała do Polski. Maryla przyszła na świat już w Zielonej Górze. Do rodziny Rodowiczów należała najstarsza wileńska apteka „Pod łabędziem”.
– Gdy przyjechałam po raz pierwszy do Wilna, chciałam kupić białego, porcelanowego łabędzia, który stał za szkłem w aptece. Poszłam więc tam, ale powiedziano mi, że to jest państwowa placówka i łabędź nie jest na sprzedaż. Później, podobno, ktoś go wywiózł i sprzedał na aukcji w Niemczech – opowiada Rodowicz.
Później okazało się, że łabędź zniknął. Zaczęto więc poszukiwania…
– Pamiętam, że jak ponownie byłam w Wilnie, ktoś zadzwonił i podał mi adres pewnej firmy optycznej, gdzie widzieli tego łabędzia. Wsiadłam natychmiast w taksówkę i pojechałam. Na wystawie u optyka faktycznie stał łabędź, ale okazał się kopią naszego. Słynna apteka należała do brata mojego dziadka. W jego rodzinie było czterech braci i wszyscy byli farmaceutami. Studiowali farmację w Filadelfii. Pamiętam koperty, które przychodziły ze znaczkiem Stanów Zjednoczonych. To było wielkie wydarzenie, jak na owe czasy – opowiadała Maryla Rodowicz.
Więcej na ten temat pisze [b][url=http://kurierwilenski.lt/2018/01/22/maryla-rodowicz-porwala-wilenska-publicznosc/]Kurier Wileński[/url][/b].
Źródło: kurierwilenski.lt










